Zwycięstwo Radomiaka z Błękitnymi. Gol już w 24 sekundzie

Po stojącym na wysokim poziomie meczu piłkarze Radomiaka Radom pokonali Błękitnych Stargard. Pierwsza bramka autorstwa Mateusza Stąporskiego padła już w 24 sekundzie gry.
Ostatnie kontuzje, jak i kartki, które wyeliminowały z meczu wielu pierwszoplanowych zawodników Radomiaka - nie wpłynęły na zmianę taktyki przez Wernera Liczkę. Ten przyznał przed pojedynkiem z Błękitnymi, że po to radomianie mają tak liczną kadrę, żeby właśnie w takich przypadkach jak teraz, trener mógł skorzystać z rezerwowych. - Kontuzje nie spowodują tego, że przestaniemy starać się grać widowiskowo, ofensywnie i dla kibiców. Taki styl ma mieć Radomiak. W środę pomimo braku wielu zawodników, chcemy pokazać charakter! - oznajmił Czech.

Zielonym jak i ich kibicom oczywiście marzyło się powtórzenie rezultatu sprzed roku, kiedy to w Radomiu gospodarze triumfowali 2:0. Cel stawał się trudny do realizacji nie tylko z powodu osłabienia, ale również dlatego, że i rywal ze Stargardu w obecnych rozgrywkach prezentuje się zdecydowanie lepiej, aniżeli w sezonie 2015/2016.

Sam początek dla gospodarzy nie mógł się lepiej rozpocząć. Piłkę w środkowej strefie boiska przejął Matthieu Bemba i prostopadłym podaniem obsłużył Mateusza Stąporskiego. Ten wykorzystał błąd defensywy gości i wyszedł sam na sam z Przemysławem Wróblem. Wprawdzie golkiper nieco przeszkodził rywalowi, ale ten po odwróceniu się w kierunku bramki skierował piłkę do siatki. Co ciekawe gol zdobyty został w zaledwie 24 sekundzie gry!

Strata bramki nie załamała gości, którzy starali się narzucić radomianom swój styl gry. W związku z tym podopieczni Krzysztofa Kapuścińskiego ruszyli do ataku i w odstępie 10. minut kilkakrotnie zagrozili bramce Adriana Szadego. Na szczęście golkiper ratował błędy defensorów i po strzałach m.in. Bartosza Flisa, czy Przemysława Brzeziańskiego - zachowywał czyste konto.

Z kolei podopieczni trenera Liczki nastawili się na kontrataki. Po dwóch z nich na bramkę Błękitnych strzelał David Kwiek, ale zbyt słabe były to uderzenia, by mogły zmusić Wróbla do kapitulacji.

W końcu w 20. minucie gospodarze prowadzili 2:0. Tym razem prawą stroną boiska rajd wykonał Stąporski i wycofał piłkę do Agu. Nigeryjczyk zachował się przytomnie i płaskim strzałem tuż przy słupku podwyższył prowadzenie.

Tymczasem tak jak zapowiadał trener Liczka, jego podopieczni przez 33 minuty wykazywali się nieustępliwością co przełożyło się na napomnienia ze strony Pawła Kukli. Arbiter z Krakowa w tym czasie pokazał pięć żółtych kartek z czego wszystkie dla gospodarzy.

Z kolei kolejną groźną akcję wypracowali goście. Kolejny błąd na prawej stronie popełnił Mateusz Spychała a Brzeziański doszedł do dośrodkowania i z najbliższej odległości strzelił w środek bramki Radomiaka. Tam był Szady, który wypiąstkował piłkę ponad poprzeczkę.

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch zmian ze strony gości. Wprowadzeni na boisko: Mateusz Czapłygin i Maciej Kazimierowicz wnieśli w poczynania kolegów wiele świeżości. W odstępie 180 sekund sam Brzeziański trzykrotnie stawał przed szansą pokonania Szadego, ale był nieskuteczny.

Następnie po chwilowej dominacji Błękitnych, ciężar gry przeniósł się do środka boiska i akcji ofensywnych nie było zbyt wiele. Dopiero w 68 minucie kąśliwym strzałem z pola karnego popisał się Stąporski, ale Wróbel z trudem uratował kolegów przed stratą trzeciej bramki.

O ile interwencja golkipera była wysokich lotów, tak wspaniałą paradą bramkarską popisał się Szady w 70. minucie. Wtedy, w tylko sobie znany sposób wybronił potężne uderzenie Kazimierowicza.

W końcu w 74 minucie miała miejsce niemalże bliźniacza sytuacja, co chwilę wcześniej. Ponownie z lewej strony przedarł się Rafał Gutkowski i wycofał futbolówkę do nie pilnowanego w polu karnym Kazimierowicza. Tym razem jego uderzenie zaskoczyło Szadego i goście zmniejszyli straty.

W ostatnich minutach nie mający nic do stracenia rywale radomian rzucili się do ataku, zaś miejscowi liczyli na kontrataki. Po jednym z nich strzelał Stąporski, ale Wróbel nie miał problemów z obroną piłki.

Tymczasem w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry tylko centymetry uchroniły Zielonych przed stratą gola, a nieskutecznym strzelcem okazał się Wojciech Fadecki.

Do końca gry sędzia wprawdzie doliczył aż sześć minut, ale gościom nie starczyło już czasu na doprowadzenie chociażby do remisu.



Radomiak Radom - Błękitni Stargard 2:1 (2:0)

Bramki: Stąporski (1.), Agu (20.) - Kazimierowicz (75.).

Radomiak: Szady - Spychała (79. Stróżka), Grudniewski, Gurzęda, Sulkowski, Kwiek (58. Kucharski), Agu, Kościelny, Bemba (86. Gawron), Brągiel, Stąporski (90. Śliwiński).

Błękitni: Wróbel - Szymusik, Baranowski, Liśkiewicz, Gutowski, Więcek (46. Kazimierowicz), Lisowski (72. Magnuski 90), Karmański (46. Czapłygin), Fadecki, Flis, Brzeziański.