Rio 2016. Henryk Szost wyjaśnia: Zaryzykowałem i nie dałem rady, ale to jedyna droga

- Byłem bardzo dobrze przygotowany do biegu i chciałem zaryzykować. Wiem, że wielu z was zawiodłem, za co przepraszam, ale kto nie ryzykuje nie pije szampana - napisał Henryk Szost na profilu na Facebooku. Maratończyk Grunwaldu Poznań nie ukończył dystansu w Rio


Przed dłuższy czas Henryk Szost spisywał się na trasie bardzo dobrze. Biegł w prowadzącej grupie, około 30.-40. miejsca. Po przebiegnięciu 30 kilometrów zszedł z trasy.

Po tym biegu Henryk Szost napisał na Facebooku:

"Dzisiejszy bieg nie mogę zaliczyć do udanych. Zaryzykowałem i biegłem z pierwszą grupą, ponieważ interesowało mnie miejsce w pierwszej dziesiątce. Do 20 km czułem się bardzo dobrze. Połowę dystansu przebiegłem w dobrym tempie (1.06.) Mijając 21 km wiedziałem, że nie jest to tempo, które może zrobić mi krzywdę. Niestety warunki diametralnie się zmieniły deszcz przestał padać i bardzo podniosła się temperatura, która spowodowała wzrost wilgotności powietrza. Na 25 km biegnąc z pierwszą grupą czułem się tak jak w saunie. Miałem problemy ze złapaniem oddechu. Po chwili zwolniłem tempo biegu. Na 27 km dopadł mnie potężny kryzys oraz skurcze, których nigdy wcześniej nie miałem na maratonach. To czego najbardziej się obawiałem, czyli klimat w Rio, był moim zdaniem powodem porażki. Na 30 km nie byłem w stanie kontynuować wyścigu. Dziękuje wszystkim kibicom za wsparcie podczas biegu. Moim celem było miejsce w pierwszej dziesiątce i jestem przekonany, że gdyby nie warunki na trasie to plan zrealizowałbym w 100%. Byłem bardzo dobrze przygotowany do biegu i chciałem zaryzykować. Wiem, że wielu z was zawiodłem, za co przepraszam, ale kto nie ryzykuje nie pije szampana"

Wielkopolska na igrzyskach - historyczne medale i nadzieje w Rio