Fatalny wynik Zawiszy w Rio. Dlaczego nie zdobywają medali?

Zawisza Bydgoszcz kasuje krajową konkurencję na poziomie młodzieży, ale od 20 lat czeka na olimpijski medal. To już nie żaden przypadek ani pech. To błąd w systemie.
Piąte miejsce wioślarskiej ósemki, w której płynęło czterech zawiszan. Szósta pozycja Marcina Lewandowskiego w finale biegu na 800 metrów. Oto największe osiągnięcia sportowców Zawiszy na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro.

Wynik fatalny - całkiem nie na miarę ambicji. Co gorsza - nie z tego powodu bydgoski klub najbardziej zasłynął w czasie igrzysk. W pogoni za upragnionym medalem olimpijskim zdecydowali się na podobny manewr, jak przed poprzednimi igrzyskami w Londynie. Wówczas podium miał zapewnić Marcin Dołęga. Teraz też postawili na ciężarowców. I zostali w ręku z zastrzykiem z nandrolonu od braci Zielińskich.

Olimpijski system w Zawiszy opiera się na Wojskowym Zespole Sportowym. W zamyśle pomysł prawie idealny. Za etaty, pieniądze i nadzieję na mundurowe emerytury fundowane przez MON klub dostawał "gotowych" do wielkich wyczynów zawodników. System na igrzyskach jednak całkowicie zawodzi. Klub z piątych z rzędu igrzysk medalu nie przywozi, a i ten w Atlancie zdobył przecież Iwan Klementjews dla Łotwy, a nie dla Polski

Całkiem odwrotna passa panuje w Lotto Bydgostii, która ma medale z piątej, kolejnej olimpiady, także ściągając najlepszych wioślarzy i wioślarki. Pierwsze złoto, w Sydney, zdobył dla tego klubu przecież Robert Sycz - wcześniej zawodnik Zawiszy. Udane personalne wybory (Sycz, Fularczyk-Kozłowska, Madaj) powodują jednak, że Lotto Bydgostia trafia w punkt. Zawisza próbuje strzelać po całej tarczy i zalicza pudło za pudłem. I do tego trafiał ostatnio w przegnite dopingiem jajo pod nazwą: podnoszenie ciężarów. Wiceprezes CWZS Dariusz Bednarek mówi, że będą nowe etaty w Wojskowym Zespole Sportowym, w którym chce postawić na lekkoatletów i kajakarstwo. Ewa Swoboda, najlepsza polska sprinterka, tegoroczna wicemistrzyni świata juniorek z Bydgoszczy, pięknie przecież salutuje.

"Gotowe do sukcesu" gwiazdy to jeden z filarów systemu. Drugim powinni być wychowankowie, młodzi sportowcy wytrenowani u siebie. Lotto/Bydgostia ma takie trafienie w Rio - Monika Ciaciuch z podbydgoskiego Ślesina przywiozła brąz. Zawisza miał np. Pawła Wojciechowskiego i Klaudię Breś. Oboje zawiedli. To następny błąd w systemie. Klub, który od lat wygrywa rywalizację w Polsce w młodzieżowym sporcie, musi z tej ogromnej rzeszy juniorskich medalistów wyławiać zawodników, którzy skutecznie potrafią startować na najważniejszej imprezie czterolecia

Jasne, że jest Wojciechowski - medalista mistrzostw świata i Europy, wychowanek Romana Dakiniewicza. To przykład zawodnika, który pięknie się rozwinął - od srebra MŚ juniorów w Bydgoszczy po medale seniorskie, choć igrzyska w Londynie i Rio de Janeiro mu nie wyszły. Ale jedna jaskółka nie czyni wiosny.