Raków - Gryf 4:1. Malina najlepszy, ale jak zawsze skromny

Gdyby po meczach piłkarskich, wzorem siatkarskiej PlusLigi przyznawać nagrody MVP, za spotkanie z Gryfem Wejherowa z pewnością otrzymałby taką Piotr Malinowski. Skrzydłowy Rakowa zdobył gola i miał dwie asysty, po których trafiali Tomas Petrasek i Przemysław Oziębała.
W związku z urazem, Malinowski w pierwszych meczach sezonu nie grał tak, jak można było oczekiwać. W sobotę porwał jednak drużynę. To jego akcje na lewym skrzydle przesądziły o tym, że czerwono-niebiescy trzeci raz z rzędu sięgnęli po komplet punktów. "Malina" błyszczał na boisku, ale poza nim był skromny jak zawsze.

- Jednostki na boisku nie grają, gra cała drużyna - mówił dla czestochowa.sport.pl. - Czasami rzeczywiście coś się uda i dzięki temu przechyla się szalę. Można powiedzieć tak: dzisiaj ja, innym razem ktoś inny... Ja w każdym meczu staram się grać jak najlepiej. Dzisiaj wyszło i trudno do tego coś dodać.

Raków w meczu z Gryfem grał dobrze, ale w drugiej połowie, prowadząc 2:0 miał "chwile słabości". Co się stało? - Staraliśmy się kontrolować mecz, ale niepotrzebnie straciliśmy bramkę. Rywal poczuł krew, a w nasze poczynania wkradła się nerwowość - tłumaczył Malinowski. - Wyglądało to tak, jakby Gryf przejął inicjatywę, ale po trzeciej bramce dla nas gra się uspokoiła. Najważniejsze dla nas jest zwycięstwo. To, że wygraliśmy trzeci raz z rzędu.