Michał Adamczewski, koordynator pionu szkolenia w Wiśle nie ukrywa: Polecił mnie Citko [ROZMOWA]

- Koordynator pionu szkolenia? W Wielkiej Brytanii taka funkcję nazywa się oficer rozwoju. To bardzo popularne w rugby, które kiedyś trenowałem - opowiada Michał Adamczewski, który na takim stanowisku został zatrudniony w Wiśle Kraków. Kłopot w tym, że polecił go Marek Citko, którego już nie ma w klubie.
Adamczewski to były reprezentant Polski w Rugby, jako trener przygotowania motorycznego pracował w Miedzi Legnica, Koronie Kielce, reprezentacji Polski w siatkówce U20 i U18, z którymi zdobył wicemistrzostwo Europy, mistrzostwo Europy i świata kadetów. Ostatnie osiem miesięcy pracował w Lechii Gdańsk u boku Piotra Nowaka.

Andrzej Klemba: Skąd się pan wziął w Wiśle?

Michał Adamczewski: Zostałem polecony przez Marka Citkę, który miał zostać dyrektorem sportowym klubu. Razem tworzyliśmy długofalowy plan rozwoju klubu - on w kwestii transferów i skautingu. Ja mam weryfikować pracę całego pionu szkoleniowego w klubie i jego dalszy rozwój. Chodzi nam o to, by pod względem szkoleniowym czy fizjoterapii wszystko pracowało jak w zegarku.

Ale Citko w czwartek zrezygnował z pracy w Wiśle.

- Tak naprawdę to nawet nie zaczął, gdyż nawet nie miał podpisanego kontraktu, był doradcą właściciela. Trafiłem tu na jego prośbę i to był jego pomysł, jemu zaufałem i dlatego tu jestem. Nie mogę odpowiadać za to jaką podjął decyzję. Powody tej decyzji przedstawił w oficjalnym oświadczeniu i każdy powinien to uszanować. Po tym wydarzeniu nie rozmawiałem z panem Jakubem Meresińskim. Ponoć nie ma go w Krakowie.

Coś się panu już udało zweryfikować?

- Pracuję od 12 sierpnia, a w klubie zostałem przedstawiony trzy dni temu. Na razie przyjrzałem się drugiej drużynie. I potrzebujemy pilnie pierwszego trenera, bo Kazimierz Kmiecik nie może równocześnie prowadzić juniorów i drugiej drużyny. Pomagał Ryszard Czerwiec, ale on jest głównie skautem. Przedstawiłem wnioski, ale nie mogę ich zdradzać. Decyzji potrzeba już teraz ale jest potrzebny dyrektor sportowy.

A co z pierwszą drużyną?

- Staram się ją wspomóc w tym trudnym okresie. Zwłaszcza wspieram Wojtka Żuchowicza [trener przygotowania fizycznego], który stara się jak może. Nie wchodzę z butami, tylko próbuję się rozeznać jak wygląda praca w klubie. Będę próbował uporządkować sprawy szkoleniowe.

Skoro nie ma Citki, to pana misja może się wkrótce zakończyć.

- Nikt mnie o niczym takim nie powiadomił. Tak na dobrą sprawę moja misja ledwo się zaczęła i nie jest to dla mnie wygodne. Miałem partnera do rozmowy, człowieka przygotowanego merytorycznie, byłego reprezentanta Polski. Postaram się spotkać z właścicielem, by usłyszeć komu będę podlegał w ramach struktury klubu.

Co to w ogóle znaczy: koordynator pionu szkoleniowego?

- W Wielkiej Brytanii taka funkcję nazywa się oficer rozwoju. To bardzo popularne w rugby, które kiedyś trenowałem. W gestii pierwszego szkoleniowca powinien pozostawać tylko i wyłącznie pierwszy zespół. Ma się zająć taktyką i sprawami piłkarskimi jak np. forma zawodnicza. Nie może przejmować się kiedy i jak mają np. wyglądać badania wydolnościowe. Jak prowadzimy nabór do grup młodzieżowych. Pomagam pierwszemu zespołowi, ale chciałbym w przyszłości zapewnić ciągłość między grupami szkoleniowymi. By talent na poziomie juniora mógł spokojnie przechodzić kolejne etapy. Moim marzeniem jest stworzenie długofalowego systemu szkolenia pod kątem przygotowania fizycznego, a także piłkarskiego. To powinno być w każdym klubie i jest jednym z moich zdań. Ważne jest również, by nie zaniedbać edukacji młodych zawodników. Chciałbym, by minimum dla każdego z nich było ukończenie szkoły średniej i zdanie matury. Wykształcenia nie można kupić, zdobywa się je ciężką pracą. Każdy, nie tylko sportowiec, na pewno to rozumie.

Usłyszał pan coś od właściciela?

- Powiedział: skoro mam kontrakt, to muszę wziąć do pracy. Nie sądzę by pan Meresiński był przygotowany merytorycznie do prowadzenia klubu pod kątem pionu sportowego, dlatego potrzebuje kompetentnych ludzi. On nie musi się na tym znać, bo nigdy nie był zawodowym sportowcem czy trenerem

Nad właścicielem zebrało się sporo czarnych chmur.

- Słyszałem o wszystkim i staram się o tym nie myśleć. Jestem na treningach, pomagam trenerowi Wdowczykowi oraz każdemu, kto tego potrzebuje. To całe zamieszanie jest z tyłu głowy i na pewno pracy nie ułatwi. Planowałem pracę z Markiem Citką, ale stało się inaczej. Mam nadzieję, że sprawy zostaną szybko unormowane. Mogę sprawdzać, mieć pomysły, ale potrzebny jest dyrektor sportowy jako osoba wykonawcza.

Jaka atmosfera z zespole po serii porażek?

- To pytanie do pierwszego trenera. Dziś było trochę uśmiechu na treningu. Kibice powinni zdjąć presje z piłkarzy i być 12., 13., a nawet 25. zawodnikiem. Ich wsparcie potrzebne jest im jak powietrze.