GKS Bełchatów - Raków 1:2. Błąd, a potem gol Tomasza Magola, to były kluczowe momenty meczu

- Ten nieudany początek meczu biorę na siebie. Otwarcie mówię, że straciliśmy bramkę przeze mnie - mówił po zwycięskim meczu w Bełchatowie pomocnik Rakowa Tomasz Margol.
W piątkowym pojedynku z Rakowem GKS objął prowadzenie już w 3. minucie. Grający w GKS-ie wychowanek Rakowa Artur Lenartowski odebrał piłkę Tomaszowi Margolowi. Podał na lewe skrzydło do Marcina Krzywickiego, a ten strzałem w długi róg pokonał Tomasza Loskę.

- Straciłem piłkę w środkowej strefie i ponieśliśmy tego konsekwencje. Przez to co się stało w tych pierwszych minutach byliśmy nerwowi w tym, co robiliśmy - tłumaczy dla czestochowa.sport.pl Tomasz Margol. - Podobnie było z Wartą Poznań. W tym meczu, do 30 minuty gra również nie układała się po naszej myśli. Wtedy rywale nic nie strzelili, ale nam nie szło. Ważne, że wtedy i dzisiaj również, z czasem nasza gra wyglądała coraz lepiej. Wiedzieliśmy na co stać, Bełchatów, wiedzieliśmy, że mecz będzie trudny i taki był. Nie dziwi mnie to, bo GKS ma dobrych zawodników. Wymienię choćby dwóch: Patryka Rachwała, Marcina Krzywickiego, który strzelił dzisiaj piękną bramkę. Mecz był trudny, ale najważniejsze, że zrealizowaliśmy swój cel.

Tomasz Margol rzeczywiście nie popisał się na początku spotkania, ale w końcówce pierwszej połowy odkupił swoje winy. W 38. minucie ładnie uderzył głową, ale wtedy bramkarz jeszcze obronił. W 40. minucie, przy uderzeniu pomocnika Rakowa z rzuty wolnego, był bez szans. - Wiedziałem jak może zachować się bramkarz GKS-u, bo dostałem informację od trenera naszych bramkarzy - tłumaczył Tomasz Margol. - Uderzyłem nad murem, w róg, a efektem końcowym był gol na 1:1.

27-letni Tomasz Margol to jeden z wielu nowych piłkarzy w kadrze Rakowa, jeden z kluczowych w drużynie i tych, którzy mają poprowadzić czerwono-niebieskich do awansu. - Mamy silną, wyrównaną kadrę i każdy z nas chcąc grać musi trzymać rękę na pulsie. Ja wiedziałem jakie w Rakowie są oczekiwania i ze względu na nie tutaj przyszedłem. Miałem ofertę z pierwszej ligi, ale wolałem zrobić krok do tyłu, pograć sezon w drugiej i powalczyć o awans z Rakowem.