Wisła Kraków. Dariusz Wdowczyk: Wreszcie wracamy do siebie i liczymy na trzy punkty

Wisła ostatnie cztery spotkania zagrała na wyjeździe. W niedzielę o godz. 18 podejmie Ruch Chorzów.
To nie była udana sesja wyjazdowa wiślaków. Przegrali wszystkie ligowe mecze - w Gdyni, Gdańsku i najbardziej prestiżowe przy ul. Kałuży z Cracovią. We wtorek wreszcie wygrali, ale w Sosnowcu męczyli się z I-ligowym Zagłębiem i awansowali do 1/8 finału Pucharu Polski dopiero po dogrywce. U siebie ostatni mecz - z Pogonią Szczecin - rozegrali 16 lipca.

- Wracamy po kilku tygodniach na własne boisko. Wiążemy duże nadzieje z tym meczem, zwłaszcza po trzech ligowych porażkach - podkreśla Dariusz Wdowczyk, trener Wisły. - Sporo drużyn ekstraklasy w PP musiało grać dogrywki, a i tak nie wszystkim udało się awansować. Ruch potrzebował do tego rzutów karnych. Potwierdził się slogan, że te rozgrywki rządzą się swoimi prawami.

Szkoleniowiec podkreśla, że większym kłopotem od problemów kadrowych, jest fakt, że Wisła traci sporo goli - 12 razem z PP. - Mam nadzieję, że przed własną publicznością sprostamy zadaniu. Cieszę się, że wytrzymaliśmy 120 minut fizycznie. Właściwie tylko Krzysiek Mączyński miał problemy, by wytrzymać.

Na Ruch gotowi do gry powinni być kontuzjowani Patryk Małecki, Arkadiusz Głowacki i Zdenek Ondraszek. Wątpliwy jest występ Pawła Brożka. A co z Richardem Guzmicsem?

- Normalnie trenuje. Pewnie był myślami przy transferze, ale jeszcze nie wiadomo, jak zakończą się te negocjacje. Miał też drobny uraz, dlatego nie był brany po uwagę przy ustaleniu kadry meczowej. Teraz jest do dyspozycji - zapewnia Wdwoczyk.

Ruch podobnie jak Wisła traci dużo bramek. Szkoleniowiec najbardziej obawia się jednak ofensywy chorzowian. - Grają dobrze z kontry, mają do tego szybkich zawodników. Poza tym jest Mariusz Stepiński, który na pewno będzie chciał się pokazać w meczu przeciwko byłej drużynie. Jest młody, silny, szuka szansy w polu karnym, a piłka go często tam znajduje i potrafi to wykorzystać - dodaje Wdowczyk.