Sport.pl

W Wisle wciąż na pytania nie ma odpowiedzi

Nowy właściciel Wisły nie przedstawi w czwartek planów wobec klubu. Zawiedzeni mogą być nie tylko kibice, ale też piłkarze, którzy nie dostali wypłat.
Jutro miną dwa tygodnie, od kiedy klub z Reymonta ma nowego właściciela. Jakub Meresiński w czwartek miał odpowiedzieć na wszystkie pytania, zdradzić, skąd będzie miał pieniądze na funkcjonowanie klubu i spłatę zobowiązań. W środę Wisła konferencję odwołała - tłumaczyła to "kwestiami formalnymi, związanymi z powoływaniem Zarządu".

Jeszcze we wtorek w rozmowie z "Wyborczą" Meresiński zapewniał: - O wizji klubu, ludziach, którzy będą ją realizować, naszej strategii dowiecie się państwo na konferencji prasowej. Mam bezpośredni kontakt ze sponsorami, a do tego to moi przyjaciele, więc na pewno nie odejdą.

W ubiegłym sezonie przychody klubu wyniosły 27 mln zł i tyle mniej więcej trzeba znaleźć na trwające rozgrywki. Wtedy Wisła dostała 8,5 mln zł z Ekstraklasy SA, a na dniu meczowym zarobiła 6,3 mln zł. Resztę pieniędzy miał znaleźć nowy właściciel, który zapewniał, że są sponsorzy gotowi wesprzeć klub finansowo. Plany miał wreszcie zdradzić w czwartek. Do spotkania z dziennikarzami jednak nie doszło.

- Sytuacja jest groźna dla klubu. Dlaczego? Bo nic się nie dzieje. Nie ma konferencji, nie ma zapowiadanych sponsorów ani transferów. Jest tylko cisza, a właściciela nigdzie nie widać - mówi osoba związana z Wisłą.

Z naszych informacji wynika, że w związku z problemami z prawem Meresińskiego transfery i wejście sponsorów zostały zawieszone.

Negatywny obraz sytuacji Wisły wzmacnia jeszcze informacja, że piłkarze nie dostali wypłat za lipiec. Pensje na koncie zawodników byłyby pozytywnym sygnałem. Zresztą poza jednym krótkim spotkaniem z zawodnikami właściciela nie widzieli. Był co prawda na meczu z Lechią Gdańsk, ale potem nie pojawił się ani na derbach Krakowa, ani w Sosnowcu, gdzie w poniedziałek Wisła awansowała do 1/8 finału Pucharu Polski.

Niewykluczone, że złość kibiców skupi się na Bogusławie Cupiale. Wydawało się, że przy sprzedaży klubu Tele-Fonika (były właściciel Wisły) odpowiednio sprawdziła kontrahenta. Zarządowi firmy bardzo zależało na pozbyciu się klubu. Wystarczyło, że Meresiński przedstawił m.in. gwarancje bankowe dotyczące utrzymania ośrodka treningowego w Myślenicach (na 1,2 mln zł), listy intencyjne od sponsorów i zapłacił 1 mln zł, by doszło do transakcji.

Tymczasem na światło dzienne błyskawicznie wyszły jego problemy z prawem - prawomocny wyrok za posługiwanie się sfałszowanym świadectwem, a także zarzuty w śledztwie o wyłudzanie VAT.

W wywiadzie dla "Dziennika Polskiego" Ludwik Miętta-Mikołajewicz, honorowy prezes Wisły, podkreślił: - Skoro Tele-Fonika podjęła decyzję o sprzedaży klubu Jakubowi Meresińskiemu, to zarząd tej firmy musi wziąć teraz pełną odpowiedzialność za całą transakcję.