Sport.pl

Możdżeń: Te transferowe ruchy są na wagę złota [WYWIAD]

- Lech może grać z nożem na gardle. Może nawet lepiej, jakby mecz był w Poznaniu, bo presję przed swoją publicznością miałby większą - mówi Mateusz Możdżeń, pomocnik Korony Kielce przed meczem z Lechem (sobota, godz. 20.30, Kolporter Arena).
* Rozmowa z Mateuszem Możdżeniem

Paweł Matys: 45 minut z Piastem to twoje najlepsze w barwach Korony. Zmotywowało cię to, że wyszedłeś jako rezerwowy?

Mateusz Możdżeń, pomocnik Korony: Dobrze się czułem w tym spotkaniu, fizycznie i psychicznie jest coraz lepiej. Ja tak nie odbieram roli rezerwowego. W każdym zespole trzeba przejść aklimatyzację, a w ostatnich trzech latach zmieniałem klub co roku i teraz płynnie dostosowałem się do warunków w Kielcach. Jestem już zbyt doświadczonym zawodnikiem, by się obrażać, denerwować i pokazywać niezadowolenie na zewnątrz. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Źle by się to odbiło na mnie i drużynie.

Ale odpowiada ci rola w Koronie, którą spełniasz na boisku?

- Nawet jakby trener Tomasz Wilman miał wobec mnie superrzeczy, które chce, żebym robił, to nie jest to możliwe. Jest obok jeszcze przecież 10 kolegów na boisku, którzy też muszą spełniać jego wymagania. To wszystko składa się w jeden termin - drużyna. Staram się robić to, czego wymaga trener, ale nie wszystko jest zależne ode mnie.

W rozmowie przedsezonowej Maciej Gostomski mówił mi, że atuty Mateusza Możdżenia to stałe fragmenty gry i strzały z dystansu. Na razie tego jest mało.

- Czy ja wiem, czy mało? Lepiej iść na jakość, a nie na ilość. Pewnie gdybym był na boisku od początku meczu z Piastem, to rzut wolny na początku wykonywałbym ja, a nie Aankour. Osobiście wolę uderzać na bramkę niż dośrodkowywać. Lepiej się w tym czuję. Nie było ku temu, niestety, warunków - pamiętam jeden wolny z Zagłębiem, ale niewiele zabrakło. Myślę, że liczba moich uderzeń będzie zależała od meczu. Może być tak, że w jednym meczu oddam pięć strzałów na wiwat, a w drugim jeden, który wpadnie do siatki.

Transfery Palanci i Kiełba to dla ciebie, zawodnika ofensywnego, dobre wiadomości.

- To kolejne ruchy w ataku, możemy być dzięki temu bardziej elastyczni. To też doświadczeni zawodnicy, a każdy taki jest w tym momencie dla nas niemal na wagę złota. Bo za kilkanaście kolejek pojawią się kontuzje, kartki i nagle mogłoby się okazać, że kogoś brakuje.

Jak oceniasz Palancę? To rzeczywiście zawodnik, który może dać dużą jakość Koronie?

- Za wcześnie na takie opinie. Z jednej strony nie takiej klasy zawodnicy nie radzili sobie w ekstraklasie, a z drugiej np. Cabrera nie był znany, a grał super w drugiej rundzie ubiegłego sezonu. Nie skazywałbym Palanci na niepowodzenie ani nie wywyższał pod niebiosa. Bo za chwilę może skarcić go drużyna, która nie da mu zupełnie pograć.

Wasza forma zwyżkuje, zagraliście dobrze z Piastem. Gdybyś był trenerem, byłbyś spokojny przed meczem z Lechem?

- Rzeczywiście, gramy lepiej, stwarzamy sobie coraz więcej sytuacji podbramkowych. Potrafiliśmy się podnieść po stracie gola i mieliśmy okazję, by wygrać. Raczej byłbym spokojny, bo nie ma teraz w ekstraklasie drużyny takiej jak trzy lata temu Legia, która by dominowała. Z każdym można powalczyć o wygraną.

Gra Korony nie jest trochę zbyt przewidywalna?

- Jak rywal się dobrze ustawi, to może tak to wyglądać. Ale z drugiej strony nigdy nie wiecie, co się dzieje w szatni, jakie jest nasze podejście. Przewidywalność zależy od zawodników stricte ofensywnych, którzy coś tam wymyślą. Często opiera się to na ich własnej inwencji. W pewnych sytuacjach może to wyglądać przewidywalnie, ale z drugiej strony wpadamy na pomysły, gdzie potrafimy zaskoczyć.

Co się dzieje z Lechem? We Wrocławiu powinien do przerwy prowadzić 3:0, a zamyka tabelę.

- Nie jestem w drużynie, więc trudno coś powiedzieć z boku. Znam większość piłkarzy Lecha i wiem, jaki poziom mogą prezentować. Póki co nie zaskoczyli, nie zdobyli bramki. To jednak nie mój problem. Rozmawiałem z kolegą z Poznania przed sezonem i nic nie zwiastowało takiego początku. Z drugiej strony to dopiero trzy kolejki i nie robiłbym osądów nad Lechem.

Jeśli Lech przegra z Koroną, to pracę może stracić Jan Urban, a klub zaliczy najgorszy start w ekstraklasie od 1955 r.

- Dlatego mogą grać z nożem na gardle. Może nawet lepiej, jakbyśmy grali w Poznaniu, bo presję przed swoją publicznością mieliby większą. Nie znam zawodnika, który by się źle wypowiedział o Urbanie - o jego podejściu do pracy, warsztacie trenerskim. Lech przyjedzie poraniony, ale my też mamy zaplecze, którego jeszcze nie wykorzystaliśmy. Zapowiada się zatem fajny mecz.

Mówiłeś kiedyś, że Lech nie lubi grać w Kielcach. Dlaczego?

- Bo zawsze był tutaj ciężki, specyficzny teren. Ja z żadnym klubem, w którym występowałem, nie wygrałem w Kielcach.

Więcej o: