Sport.pl

25. Rajd Rzeszowski. Kajetan Kajetanowicz: Lubię ścigać się w Rzeszowie

- Rajd Rzeszowski zawsze cieszył się dużą popularnością m.in. dzięki dobrej organizacji. Wierze, że organizatorzy i sponsorzy dobrze wykorzystają swoją szanse i ta impreza na długo zagości w kalendarzu ERC - mówi Kajetan Kajetanowicz, Rajdowy Mistrz Europy 2015 oraz lider tegorocznej klasyfikacji generalnej ERC.

Chcesz wiedzieć wszystko o sporcie na Podkarpaciu? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



W czwartek rusza 25. Rajd Rzeszowski. Jednym z faworytów zawodów będzie z pewnością Kajetan Kajetanowicz, aktualny mistrz Europy. W Rzeszowie startował ostatnio w 2013 roku. Wtedy też zajął najwyższe miejsce na podium. Runda rzeszowska jest 7 z 10 rajdów zaliczanych do Mistrzostw Europy, a Kajetanowicz ma sporą przewagę punktową, nad drugim w "generalce", nie startującym w Rzeszowie Aleksjejem Łukaniukiem. Do walki na asfalcie użyje Forda Fiesty R5. Jak sam podkreśla, rundy domowe to zawsze dodatkowe przeżycie, a to właśnie w Rzeszowie Kajetanowicz wygrał swój pierwszy odcinek specjalny. Emocji na pewno nie zabraknie.

Rozmowa z Kajetanem Kajetanowiczem:

Karol Inglot: Jak wygląda sytuacja w klasyfikacji generalnej Rajdowych Mistrzostw Europy? Czy po problemach Łukjaniuka z budżetem, walka o obronę tytułu jest już właściwie zakończona?

Kajetan Kajetanowicz: Często powtarzam, że jedną z niewielu rzeczy w rajdach, której możemy być pewni jest to, że niczego nie można być pewnym (uśmiech). Trzeba pamiętać, że w FIA ERC do końcowej klasyfikacji liczy się siedem najlepszych wyników, więc ktoś może pojechać tylko siedem rajdów i wygrać z tym, który wystartował we wszystkich dziesięciu rundach. Przed nami jeszcze cztery rajdy, w każdym można zdobyć aż 38 punktów, więc chcemy skupić się na pracy i jak najlepiej robić swoje. Szkoda, że Aleksiej nie przyjedzie do Rzeszowa. Dla nas jego nieobecność nie jest powodem do radości, ponieważ najlepiej smakuje zwycięstwo odniesione w równej i zaciętej walce - tak jak w poprzednim sezonie.

Startowaliście w Rajdzie Polski i zaraz po tym w Rajdzie Estonii. Czy tak napięty plan nie przeszkodził w przygotowaniach do Rajdu Rzeszowskiego?

- Nasze przygotowania do Rajdu Estonii nie rozpoczęły się po powrocie z Rajdu Polski, lecz dużo wcześniej. Analogicznie jest z każdym kolejnym startem, także tym w Rzeszowie. Do każdego wyzwania chcemy być przygotowani tak dobrze, jak tylko umiemy, dlatego wszystko starannie zaplanowaliśmy i przygotowaliśmy się na ten maraton, który jednak wcale nas nie wyczerpuje, bo mamy przywilej i przyjemność robić to, co kochamy.

Debiut rundy rzeszowskiej w ERC to dobre posunięcie?

- Każda impreza tak wysokiej rangi w naszym kraju to powód do radości, bo rajdy są w naszym kraju naprawdę popularne. Czy wiecie, że w ubiegłym sezonie relacje telewizyjne z rund FIA ERC właśnie w Polsce miały najwyższą oglądalność - aż 171 milionów widzów. Rajd Rzeszowski zawsze cieszył się dużą popularnością wynikającą m.in. z dobrej organizacji i bardzo przyjemnych, ale jednocześnie wymagających odcinków specjalnych. Mistrzostwa Europy to prestiżowy cykl. Wierzę, że organizatorzy oraz sponsorzy Rajdu Rzeszowskiego wykorzystają szansę i ta impreza na długo zagości w kalendarzu tego cyklu.

Ma Pan tutaj jakiś ulubiony odcinek?

- Ostatni raz startowałem w Rajdzie Rzeszowskim w sezonie 2013, więc nie pamiętam tutejszych "oesów" tak dobrze, jak zawodnicy, którzy regularnie rywalizują w Mistrzostwach Polski i startowali w Rzeszowie w dwóch poprzednich sezonach. Wiem jednak, że lubię się tutaj ścigać. Bardzo miło wspominam odcinek Pasieki, który miałem przyjemność wygrać w 2006 roku. Było to moje pierwsze oesowe zwycięstwo w klasyfikacji generalnej rundy RSMP. Fajnie, że te wspomnienia powrócą w tym roku, bo fragmenty próby Pasieki włączono w tym

sezonie do trasy "oesu" Konieczkowa.

Rola faworyta rajdu pomaga czy przeszkadza?

- Nie jesteśmy osamotnieni w tej roli, bo oprócz mnie w tegorocznej edycji wystartuje jeszcze trzech innych zwycięzców tej imprezy, a także aktualny Mistrz Polski oraz regularni uczestnicy rund FIA ERC. Rajdy nieodłącznie wiążą się z emocjami. Wśród nich jest też presja, poczucie odpowiedzialności i chęć rywalizacji. Rzecz jednak w tym, by te emocje nas nie ograniczały, tylko wręcz przeciwnie - motywowały do pracy. W rajdach nie można niczego obiecać, a życie często pisze swoje scenariusze. Dlatego nie kreślimy przed sobą celów w postaci konkretnych wyników. Chcemy coraz lepiej, coraz skuteczniej robić to, co kochamy i sprawiać w ten sposób jak najwięcej radości kibicom. Poświęcamy się temu w 110 procentach i działamy tak, by po każdym rajdzie mieć poczucie, że daliśmy z siebie wszystko. Czas pokazał, że takie podejście procentuje (uśmiech).

Jak będą wyglądać najbliższe dwa dni przed oficjalnym rozpoczęciem rajdu?

- Na pewno intensywnie. Rajd Rzeszowski różni się tym od innych rund FIA ERC, że na zapoznanie ze wszystkim oesami mamy tylko jeden dzień - środę. Właśnie w tym czasie, jadąc cywilnym samochodem z dozwolonymi prędkościami, tworzymy opis trasy, który później Jarek, czyli mój pilot, dyktuje mi w czasie zawodów, już w rajdówce, kiedy pędzimy grubo ponad 100 km/h. Natomiast w czwartek wchodzimy już na pełne obroty. Rano czekają nas przejazdy odcinka testowego i kwalifikacyjnego. W kwalifikacjach biorą udział najlepsze załogi, a ich wyniki decydują o kolejności wyboru pozycji na starcie do pierwszego etapu rajdu. Z kolei wieczorem rusza prawdziwa rywalizacja i pierwsza próba - widowiskowy

odcinek w centrum Rzeszowa.

Jaki plan na dalszą część sezonu?

Taki sam jak na początku sezonu - walka o obronę tytułu Rajdowego Mistrza Europy. Do końca sezonu pozostały, łącznie z Rajdem Rzeszowskim, jeszcze cztery rundy. Do Rzeszowa przyjeżdżamy w miłej roli liderów punktacji, ale ciężko na to zapracowaliśmy. Wbrew pozorom ten sezon nie jest dla nas łatwy. Uczy nas tego, że trzeba zachować zimną krew, koncentrację i podejmować dojrzałe decyzje, które zbliżają, a nie oddalają nas od realizacji celu. Oczywiście teraz łatwo tak mówić, ale wierzcie mi, że to nie są wybory, które kierowcy rajdowemu przychodzą bez wysiłku. Kiedy wsiadam do rajdówki, zapinam pasy, zapala się zielone światło, a tętno i adrenalina skaczą, to mam ochotę w ogóle nie zdejmować nogi z gazu, by walczyć o zwycięstwo na każdym odcinku specjalnym. Właśnie wtedy ważna jest świadomość, że nie trzeba triumfować w każdej bitwie, by wygrać wielką wojnę.



Więcej o: