Marek Cieślak bije medalowe rekordy. "Gratulacje od samego Zbigniewa Bońka"

W sobotę żużlowa reprezentacja Polski prowadzona przez Marka Cieślaka zdobyła złoty medal Drużynowego Pucharu Świata. Dla byłego żużlowca i trenera Włókniarza Częstochowa to już dziewiąty medal tej rywalizacji. W żużlowym świecie trudno znaleźć równie utytułowanego szkoleniowca.
Marek Cieślak przez lata bronił barw częstochowskiego Włókniarza. Należał do czołowych zawodników, startował w wielu finałach mistrzostw świata. Po zakończeniu kariery został trenerem. Nową przygodę rozpoczął we Włókniarzu, który opuścił po sezonie 1997. Sukcesy odnoszone z klubami sprawiły, że szybko stał się jednym z kandydatów do prowadzenia kadry narodowej. W 2003 roku został asystentem Andrzeja Ruski, a po raz pierwszy samodzielnie objął reprezentację dopiero w 2007 roku.

- Propozycję prowadzenia kadry otrzymywałem przez wiele lat, ale z różnych względów odmawiałem - opowiada nam Marek Cieślak. - Widziałem jak to wygląda od środka: "łapanka" zawodników, chaos organizacyjny... tymczasem kibice oczekują sukcesów. Dopiero w styczniu 2007 roku, za którymś razem, się zgodziłem.

Pełnym sukcesem zakończyła się już pierwsza edycja Drużynowego Pucharu Świata, w której biało-czerwoni wystąpili pod wodzą Marka Cieślaka. Rok później Polacy zdobyli srebro, a na tron powrócili w sezonie 2009. Przełomowy był rok 2010. Po raz trzeci w historii Polacy zwyciężyli za granicami kraju. Wcześniej wydarzyło się to w 1965 w Kempten i w 1996 w Diedenbergen.

- Tamten finał rozpoczął się dla nas nieudanie - wspomina Cieślak. - Wykluczenie Golloba wprowadziło do drużyny nerwową atmosferę i po pierwszej serii byliśmy nawet na ostatnim miejscu. Nie chciałem też wprowadzać za szybko jokera, żeby nie "spalić" zawodników. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie.

Rok później Polacy po raz trzeci z rzędu zdobyli tytuł mistrzowski. W rozgrywanych od 1961 roku Drużynowych Mistrzostwach Świata sztuka ta udała się jedynie Brytyjczykom (1971-75) i Duńczykom (1983-88). Od 2001 roku, odkąd organizacją drużynowej rywalizacji zajęła się firma BSI, nadając jej ponownie utraconą renomę, sztuka ta nie udała się jeszcze nikomu.

Zwycięstwo za granicami kraju ponownie padło łupem Cieślaka i jego podopiecznych w 2013 roku. Areną zmagań była Praga, a Polacy startowali wówczas bez Tomasza Golloba...

- Finał w 2013 roku bez Tomka był jednym z najważniejszych nie tylko w mojej karierze. Także Jarek Hampel wreszcie poczuł, że jest liderem kadry - mówi 66-letni selekcjoner. - Po finale DPŚ zadzwonił do mnie sam Zbigniew Boniek z gratulacjami.

Po tegorocznym finale Pucharu Świata, w którym oparta o młodych zawodników drużyna wywalczył złoto w Manchesterze, Zbigniew Boniek na jednym z portali społecznościowych zamieścił gratulacje dla Marka Cieślaka i jego drużyny z sympatycznym wpisem "Niech Nawałka pracuje jeszcze wiele lat, ale ja już mam nowego Selekcjonera - Marek Cieślak".

Tegoroczne mistrzostwo reprezentacji było szóstym pod wodzą Cieślaka. Był to jednocześnie dziewiąty krążek mistrzostw świata wywalczony przez związanego z Częstochową trenera. Żaden z polskich szkoleniowców nie może poszczycić się takimi osiągnięciami, a i w świecie próżno szukać kogoś, kto dorównuje mu pod tym względem. Połowa złotych medali polskiej reprezentacji została zdobyta właśnie przez drużynę prowadzoną przez wychowanka Włókniarza.

Jaka jest recepta na sukces dopytujemy "złotego trenera"?

- Bycie trenerem jest o wiele trudniejsze niż bycie zawodnikiem - przyznaje Cieślak. - Dla zawodników trzeba być trochę autorytetem, trochę mentorem, trochę przyjacielem. Muszą poczuć, że darzy ich się zaufaniem, że wierzy w ich umiejętności, ale ten mechanizm ma dwa wektory, bo zawodnicy muszą mieć świadomość, że tor będzie przygotowany pod nich, że trener wie, co robi. Zawodnicy, nawet mając rozbieżne zdanie muszą dać się przekonać do wspólnego celu. Wiele elementów, czasem najmniejszych, składa się na sukces - tłumaczy Cieślak.

Po sezonie 2016 kończy się kontrakt związku z Markiem Cieślakiem. Czy sukces z Manchesteru jest pożegnalnym? Wszystko rozstrzygnie się za jakiś czas. Jedno jest pewne. Potencjalny następca będzie miał bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę.