Raków remisuje na otwarcie II ligi. "Szkoda, bo mogliśmy, a nawet powinniśmy wygrać"

- Liczyliśmy na zwycięstwo i widać było, że drużyna bardzo chce wygrać, ale do zdobycia trzech punktów trochę zabrakło - mówi po zremisowanym przez Raków 2:2 wyjazdowym meczu z Olimpią Elbląg wiceprezes klubu Krzysztof Kołaczyk. - Jesteśmy trochę rozczarowani - dodaje trener Marek Papszun.
Zdaniem prezesa Kołaczyka, w meczu z Olimpią Raków posiadał optyczną przewagę i wszyscy bardzo żałują, że drużyna nie wykorzystała szansy na zwycięstwo. - Gospodarze wyszli defensywnie nastawieni i postraszyli nas trochę z kontry, ale to my objęliśmy prowadzenie. W drugiej połowie było 2:1 i powinniśmy ten wynik dowieźć do końca. Nie udało się, ale trzeba ten punkt uszanować. Beniaminkowie na początku sezonu zawsze są groźni. Można powiedzieć, że grają na fali po sukcesie w III lidze i potrafią sprawiać niespodzianki. Remis z nami dał im sporo radości, bo to dla nich spory sukces - podkreśla Kołaczyk.

Trener Marek Papszun podczas meczu w Elblągu zmienił trzech zawodników, którzy Pucharze Polski mieli pewne miejsce w składzie. W 46. minucie z boiska zeszli Piotr Malinowski i Błażej Cyfert, w 73. Tomasz Płonka (zastąpił go debiutujący w Rakowie Adam Czerkas). Okazuje się, że "Malina" nie był w pełni sił i zmiana była w pewnym wymuszona. To samo dotyczy Cyferta, który dodatkowo, w 44. minucie meczu zobaczył żółtą kartę.

- Piotrek narzekał na uraz i nie chcieliśmy ryzykować, prowokować gorszego zdarzenia - tłumaczy trener Marek Papszun. - Kontuzje zburzyły trochę system gry. Z konieczności musieli dokonać dwóch zmian, a w sumie można zrobić cztery, w tym zmienić młodzieżowca. To miało swoje znaczenie w końcówce meczu. Generalnie trzeba powiedzieć, że przeciwnik niczym nas nie zaskoczył, a my zagraliśmy poniżej oczekiwań. W postawie drużyny widać było sporą nerwowość. Jak na pierwszy mecz nie było źle i liczę, że w każdym kolejnym będzie lepiej. Przede wszystkim na to, że skuteczniej będziemy grać w defensywie - podsumowuje trener Papszun.