Na kolejne transfery AZS-u poczekamy. Wielkość budżetu wciąż niewiadomą

Podczas letniej przerwy AZS Częstochowa pozyskał najpierw atakującego Pawła Adamajtisa, a ostatnio libero Adama Kowalskiego. Na kolejne transfery trzeba będzie poczekać, bo w klubie wciąż nie wiedzą jak będzie wyglądał budżet.
Transferowe ruchy akademików wielkim optymizmem nie napawają. Dziś jest praktycznie oczywiste, że w nowym sezonie AZS poważniejszej roli w PlusLidze odgrywał nie będzie. Chyba, że pojawi się silny sponsor, na co, niestety, się nie zanosi. - Cały czas walczymy o budżet. Nie jest to prosta sprawa, ale musimy się z nią zmierzyć - mówi krótko o aktualnej sytuacji dyrektor sportowy klubu Ryszard Bosek.

Z drużyny, która ostatni sezon zakończyła na 11. miejscu pozostało niewiele. Odeszła trójka obcokrajowców, a także Łukasz Polański, Bartłomiej Lipiński i Adrian Stańczak. W klubie zostali środkowi: Michał Szalacha, Bartłomiej Janus i Bartosz Buniak, przyjmujący Stanisław Wawrzyńczyk i Rafał Szymura i rozgrywający Tomasz Kowalski, do których podczas letniej przerwy dołączyli atakujący Paweł Adamajtis oraz przed kilkoma dniami młody libero Adam Kowalski. Ten ostatni jest wychowankiem Norwida, synem znanego trenera Adama Kowalskiego. Można powiedzieć, że po trzech latach spędzonych w Czarnych Radom wrócił do domu i w klubie liczą, że wykorzysta szansę. - W Radomiu nie poszło mu najlepiej, ale potencjał ma i dlatego postanowiliśmy dać mu szansę. Adam dojrzał, obył się z PlusLigą - mówi o 22-letni libero Ryszard Bosek.