Rafał Pietrzak nie widzi problemu, by znów wejść i strzelić gola dla Wisły

- Wiedziałem, że muszę uderzyć leciutko nad murem, bo z takiej odległości to wystarczy - Rafał Pietrzak opowiada, jak strzelił Pogoni zwycięską bramkę
Rozmowa z Rafałem Pietrzakiem, zawodnikiem Wisły

Wszedł pan z ławki rezerwowych i zdobył decydującą bramkę. Czuje się pan bohaterem?

Rafał Pietrzak: Jest nim cały zespół, bo zgarnęliśmy trzy punkty. Chciałem wejść na boisko i dać dobrą zmianę. A że strzeliłem bramkę? Bardzo się cieszę, bo ćwiczę stałe fragmenty i fajnie, że to wychodzi.

Przed tym meczem też pan ćwiczył?

- Arek Głowacki śmiał się, że przed treningiem poprzedzającym spotkanie uderzyłem tak samo i piłka też wpadła do siatki.

Wcześniej zdobywał pan bramki z rzutów wolnych?

- W I lidze strzeliłem w ten sposób tylko jednego gola. Poza tym trafiałem tak tylko w sparingach [latem z Kmitą Zabierzów - przyp. red.].

Jako junior podpatrywał pan jakiegoś specjalistę od wolnych?

- Mojego tatę (śmiech ). Oglądałem wszystkie rzuty wolne Davida Beckhama. Jeszcze nieraz spróbuję uderzyć z wolnego tak jak z Pogonią.

Jak czujecie się w nowym ustawieniu z piątką obrońców?

- Na pewno są jeszcze jakieś mankamenty, ale będziemy nad tym pracować. Mamy tydzień, by przygotować się do meczu z Arką i powinno to wyglądać coraz lepiej.

W sparingach pan i Adam Mójta grali mniej więcej po równo. Był pan rozczarowany, że rozpoczął sezon na ławce?

- Była sportowa złość, ale trzeba odstawić ją na bok. Najważniejsze, że drużyna wygrała. O tym, czy w następnym spotkaniu też zacznę na ławce, zdecyduje trener. Jestem gotowy, by grać w podstawowym składzie. Jeśli jednak miałbym znów wejść i strzelić taką samą bramkę, nie widzę problemu.

Nie miał pan przy Reymonta łatwego początku.

- W GKS-ie Katowice sytuacja była zupełnie inna, bo występowałem dużo częściej. Tutaj nie obrażałem się na nikogo, wiedziałem, że czeka mnie dużo pracy. Zresztą nadal muszę ćwiczyć, by regularnie grać, ale powinno być coraz lepiej.

Zna pan Kazimierza Moskala z pracy w GKS-ie. To była dodatkowa mobilizacja przed meczem?

- Nie, jestem bardzo wdzięczny trenerowi Moskalowi, że postawił na mnie w śląskim klubie i zacząłem regularnie grać. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj. Po meczu powiedział, że za ten rzut wolny, za przeproszeniem, kopnie mnie w d... Na pewno mam do niego sentyment.

Komu dedykuje pan pierwszą bramkę w ekstraklasie?

- Samemu sobie, za ciężką pracę na treningach. Trzeba to ćwiczyć, bo bez tego nie uderza się rzutów wolnych czy innych stałych fragmentów. Staram się to robić po każdym treningu.

Po okresie przygotowawczym na mecz z Pogonią wyszliście ze świeżością?

- Nie mogliśmy cały czas tak ciężko trenować. Tydzień przed inauguracją dostaliśmy troszeczkę luzu i to dało efekt.

Teraz jedziecie do Gdyni.

- Na Arce na pewno będzie ciężko. Pamiętam ją z I ligi i mecze na jej stadionie zawsze były trudne. Była tam fajna atmosfera, kibice mocno dopingowali. To poukładana drużyna, przed sezonem nie było w niej zbyt dużo zmian. Może namieszać w ekstraklasie. Piłkarsko jednak na pewno sobie poradzimy. Jeśli do tego, co zagraliśmy z Pogonią, dołożymy więcej zaangażowania i spokoju, wygramy.