Leszek Dunecki: Przyznam, że jestem w lekkim szoku

W Amsterdamie zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Znakomicie wypadli w nich reprezentanci Polski, którzy po raz pierwszy w historii tych zmagań wygrali klasyfikację medalową. - To znakomity prognostyk przed zbliżającymi igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro, choć w hurra optymizm popadać nie można - mówi Leszek Dunecki, prezes Lubelskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki.
ROZMOWA Z LESZKIEM DUNECKIM*

Wiesław Pawłat: Z Holandii biało-czerwoni przywieźli 12 medali, w tym sześć z najszlachetniejszego kruszcu, pięć srebrnych i brąz. Czy spodziewałeś się takiego wyniku?

Leszek Dunecki: - Wierzyłem, że będzie dobrze, ale na aż takie osiągnięcia nie liczyłem. Przyznam, że jestem w lekkim szoku.

Ważne jest, że na imprezie tej rangi pokazało się z bardzo dobrej strony kilkoro naszych utalentowanych lekkoatletów, którzy nieoczekiwanie stanęli na podium. Natomiast liderzy nie zawiedli. Warto też zwrócić uwagę na to, że w kilku konkurencjach Polacy wprawdzie nie zdobyli medali, ale znaleźli się bardzo blisko podium.

Kto według ciebie był w naszej ekipie sprawcą największej niespodzianki?

- Dla mnie takim zawodnikiem był kulomiot Michał Haratyk, który wywalczył srebro. Przegrał tylko z broniącym złota Niemcem Davidem Storlem. Nasz reprezentant uzyskał 21,19 m, co jest odległością niemal symboliczną, bo tyle wynosił rekord życiowy Władysława Komara - zwycięzcy konkursu podczas igrzysk olimpijskich w Monachium. Storl rzucił w Amsterdamie 21,31 m.

Czy w obliczu zbliżających się igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro te wyniki nie są za dobre?

- Uważam, że nie. Szczyt formy budowany jest właśnie na brazylijską imprezę. Myślę, że nasi zawodnicy i zawodniczki w mistrzostwach Europy, choć wypadli świetnie, nie pokazali jeszcze wszystkiego na co ich stać.

Murowanym faworytem do zdobycia złota w Brazylii jest młociarz zamojskiego Agrosu Paweł Fajdek...

- Powiem tak - mamy teraz wielki młot. Dotyczy to zarówno pań jak i panów. Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek nie mają sobie na świecie równych, oboje są mistrzami świata, w Amsterdamie też wysłuchali Mazurka Dąbrowskiego, więc naturalnym jest, że są głównymi pretendentami do zwycięstwa w Rio. Niemniej jednak daleko rzucają nie tylko oni. Przecież w Holandii brąz wywalczył Wojciech Nowicki, a wśród kobiet są także utalentowane Joanna Fiodorow czy Malwina Kopron.

Kto z Lubelszczyzny ma szansę startu w nadchodzących igrzyskach?

- Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli dwóch zawodników, bo tylu wypełniło minima olimpijskie. Jest to oczywiście Fajdek i Rafał Fedaczyński z AZS UMCS Lublin. Ten drugi może wystąpić w chodzie na 50 km. To doświadczony zawodnik, dla którego będą to już trzecie igrzyska. W Pekinie przyszedł do mety na ósmej pozycji, a w Londynie przegrał niestety z kontuzją.

Ile medali zdobędą nasi reprezentanci w Rio?

- Według mnie minimum cztery - w tym dwa w rzucie młotem.

* Leszek Dunecki, były sprinter, srebrny medalista olimpijski z Moskwy i mistrz Europy z Pragi w sztafecie 4x100 m, mistrz Europy juniorów w skoku w dal, dziś prezes LOZLA. Żona Małgorzata Dunecka także startowała w IO.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU