Pogoń. Kazimierz Moskal: Jeśli trafi się jakaś okazja na rynku transferowym, to pewnie z niej skorzystamy

- Dzisiaj nie postawiłbym nawet pięciu złotych na to, że na mecz z Wisłą wyjdzie ta sama jedenastka, co w sparingu z Chojniczanką - mówi trener Pogoni Kazimierz Moskal.
Rozmowa ze szkoleniowcem Pogoni Szczecin Kazimierzem Moskalem.

Sparing z Chojniczanką (wygrany 1:0 - red.) był zwieńczeniem pracy, którą Pogoń wykonała podczas okresu przygotowawczego. Jest Pan zadowolony?

- Uważam, że plan jaki założyliśmy sobie na cały okres przygotowawczy został zrealizowany i z tego jestem zadowolony. Efekty naszej pracy zobaczymy jednak dopiero w lidze. Jeśli chodzi o sam sparing, to w tym przypadku nie jestem natomiast w pełni usatysfakcjonowany. Nie zawsze zespół grał tak, jakbym tego chciał, ale mimo wszystko byliśmy w stanie stworzyć kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Najważniejsze, że ten trudny sparing udało się wygrać. Zwycięstwo to jest zwycięstwo. Szczególnie na koniec obozu. Rywal był teoretycznie słabszy, ale ich ostatnie wyniki sparingów pokazały, że nie mamy się co nastawiać na łatwą przeprawę.

W pierwszym składzie wyszedł Kamil Drygas, potem na boisku zameldował się Mateusz Matras. Dobrze, że przed startem ligi ważni zawodnicy wracają do zdrowia.

- Na obozie kilku piłkarzy zmagało się z różnymi dolegliwościami i nie mogliśmy z nich korzystać. Teraz wszystko już wraca do normy, ale nadal na drobne urazy narzekają David Niepsuj i Hubert Matynia. To na dzisiaj nasze jedyne zmartwienia. Reszta jest gotowa do gry.

Co dokładnie dolega Niepsujowi?

- Ma problemy z mięśniem przywodziciela. Nie widzę szans, żeby zdążył na pierwszy mecz. Na obozie nie trenował, w tym tygodniu również, więc po pierwsze trudno liczyć na to, że dojdzie do pełni zdrowia, a po drugie, że będzie w stanie od razu sprostać wymogom ekstraklasy.

Skład na Wisłę jest już w głowie czy decydujący będzie jeszcze ten ostatni tydzień?

- Nie, nie. Ja do samego końca daję sobie czas i margines na to, żeby wprowadzać pewne korekty. Dzisiaj nie postawiłbym nawet pięciu złotych na to, że na mecz z Wisłą wyjdzie ta sama jedenastka, co w sparingu z Chojniczanką.

W ataku zagrał Adam Frączczak, w środku pola sprawdzany jest Ricardo Nunes. To chęć sprawdzenia czy poważnie rozważany jest wariant z pozostawieniem ich na tych pozycjach?

- Zauważmy, że ja z tym zespołem jestem dopiero od miesiąca i muszę poznać wszystkich zawodników oraz ich możliwości. Adam jest bardzo uniwersalny, a Ricardo również może grać na kilku pozycjach. Występował na lewej obronie, lewym skrzydle i chcemy też zobaczyć jak poradzi sobie w środku pola. Jakiś obraz już mamy, ale nadal jest przed nami dużo pracy i dużo nauki. Przed całym zespołem.

Jak ocenia Pan młodego Japończyka Kitano, który wszedł do pierwszej drużyny?

- To jest chłopak, który bardzo pozytywnie zaskakuje. Musimy mu jeszcze dać trochę czasu, ale uważam, ze możemy mieć z niego duży pożytek.

Kadra jest już zamknięta czy jeszcze po cichu liczy Pan na jakieś wzmocnienie? Chociażby w ataku, bo sam Pan często podkreślał, że z tym mamy największy problem.

- Do pierwszego meczu pozostał tydzień, więc na dzisiaj kadra jest raczej zamknięta. Zawsze istnieje jednak szansa, że trafi się jakaś okazja na rynku transferowym. Wtedy zapewne z niej skorzystamy.

Jak się trener zaadaptował w Szczecinie? Była już okazja zobaczyć miasto czy przez obóz przygotowawczy i treningi nie ma na to czasu? W Krakowie był rynek, tutaj tego brakuje.

- Coś tam już udało się zobaczyć, a brak rynku jakoś specjalnie mi nie przeszkadza. Przede wszystkim jestem typem domatora, dlatego większość wolnego czasu spędzam w domu.

Rozmawiał Mateusz Kasprzyk