Lech Poznań. "Lepiej, gdy piłka będzie niżej niż wyżej", czyli co wiemy o Kolejorzu przed nowym sezonem

Nicki Bille jest dziś napastnikiem numer jeden w Lechu Poznań, a największe problemy trener Jan Urban ma z ustawieniem linii obrony. Jak wygląda Kolejorz u progu sezonu?


W próbie generalnej przed czwartkowym meczem z Legią Warszawa o Superpuchar Polski Lech Poznań pokonał 3:0 Zagłębie Lubin. To był dobry występ lechitów, ale nie można zapominać o tym, że rywale zagrali w rezerwowym składzie, bo podstawowa jedenastka odpoczywała po meczu w eliminacjach do Ligi Europejskiej.

- Skład z pierwszej połowy sparingu z Zagłębiem jest zbliżony do tego, który wybiegnie na boisko w środę przy Łazienkowskiej - mówi trener Jan Urban. Czy dojdzie do zmiany w bramce i sprowadzony niedawno do Lecha Matus Putnocky zastąpi Jasmina Buricia, który ostatnio nie miał konkurencji? Słowak świetnie bronił w sobotnim meczu. - Fachowcem od bramkarzy jest w klubie Andrzej Dawidziuk i w dużej mierze decyzja o obsadzie bramki będzie zależała od jego opinii - wyjaśnia szkoleniowiec.

Najmniej wątpliwości jest w kwestii napastnika. Numerem jeden w ataku zdaje się być Nicki Bille - strzelił gola Zagłębiu i spisał się lepiej od Marcina Robaka. - Cieszy mnie, że obaj są zdrowi. Rywalizacja musi przecież być. Jeśli Nicki i Marcin będą w dobrej formie, to być może będziemy grali momentami dwójką w ataku - mówi trener lechitów. Przegranym okresu przygotowawczego wydaje się być Dawid Kownacki, który stracił miejsce w ataku i w ostatnim sparingu był skrzydłowym. Spisał się wyjątkowo słabo.

Dodajmy jeszcze, że hierarchię w ataku może zburzyć przyjście reprezentanta Rumunii Ioana Hory. Zawodnik ten negocjuje z Lechem Poznań. Jan Urban: - Czekamy na niego, wiemy, że nie ma innych ofert niż nasza.

Zdecydowanie najwięcej znaków zapytania Lech ma w linii obrony. Pewniaków do gry jest dwóch: Tomasz Kędziora na prawej stronie oraz sprowadzony teraz Lasse Nielsen w środku. Duńczyk świetnie dyryguje grą zespołu, podpowiada kolegom i w tej roli świetnie zastępuje Tamasa Kadara.

Węgier, podobnie jak Karol Linetty, ma wolne po Euro 2016. Bardzo prawdopodobne jest, że obaj ci reprezentanci już dla Kolejorza nie zagrają. Należy się spodziewać ofert na jednego i drugiego. Bliski odejścia jest też Paulus Arajuuri. - Widzimy, że nie chce przedłużać kontraktu i musimy mieć na uwadze to, że odejdzie w grudniu za darmo. Teraz można jeszcze na nim zarobić - przypomina Jan Urban.

Jeśli dodamy jeszcze, że w klubie nie ma już Marcina Kamińskiego, to defensywa Lecha jest właściwie do zbudowania od nowa. O miejsce na lewej stronie walczą Robert Gumny i Maciej Wilusz, który dotychczas był środkowym obrońcą. Na pozycji stopera może też grać Dariusz Dudka. - Skład linii obronnej na czwartkowy mecz jest na razie niewiadomą - przyznaje trener i dodaje: - W drugiej linii wybór jest zdecydowanie większy.

Wynika on stąd, że po przyjściu Radosława Majewskiego (kreatywny pomocnik rozruszał grę Lecha) i Macieja Makuszewskiego poznański zespół nie odczuł braku takich piłkarzy jak Łukasz Trałka, Darko Jevtić czy Dariusz Formella. W niezłej dyspozycji pozostaje też Szymon Pawłowski, który wypracował dwie bramki w sobotnim meczu z Zagłębiem Lubin.

Mocno rzuca się jednak w oczy to, że przy braku Łukasza Trałki Lech ma w drugiej linii tylko jednego zawodnika o wzroście powyżej 180 cm. To Abdul Tetteh. Walka w powietrzu nie będzie więc z pewnością atutem lechitów. Jan Urban: - Nie ulega wątpliwości, że wzrost i charakter naszych zawodników w tej formacji powodują, że zdecydowanie lepiej będziemy się czuli, gdy piłka będzie niżej niż wyżej.