Euro 2016. Ćwierćfinał Polska - Portugalia. Robert Lewandowski kontra Cristiano Ronaldo

Obaj dotarli tu z niedosytem, ale i obaj z przeczuciem, że to jest właśnie ten turniej: szansa wielka jak nigdy wcześniej. Dla Lewandowskiego dopiero druga, dla Cristiano być może ostatnia tak dobra, by wygrać coś z reprezentacją. Relacja na żywo z ćwierćfinału Euro 2016 Polska - Portugalia w Sport.pl w czwartek od godz. 21
Zebrał się w polskiej kadrze całkiem spory fanklub. Bartosz Kapustka uczył się piłki wpatrzony w młodego Cristiano Ronaldo z Manchesteru United. Arkadiusz Milik mówi, że Cristiano był jednym z jego wzorów. Kamil Grosicki - że jednym z idoli. A Robert Lewandowski o dylemacie: Cristiano Ronaldo czy Leo Messi mówił w wywiadzie dla "Playboya" tak: - Wolę Cristiano. On do wszystkiego doszedł ciężką pracą i determinacją. A Messi to bardziej talent i genetyka. Nie mówię, że Ronaldo jest lepszym piłkarzem, ale to jego z tego duetu wolę. Zobaczcie, jak on wygląda, jak się zmienił fizycznie, jaką ma rzeźbę. Messiemu dzięki krótkim nóżkom wszystko łatwiej przychodzi.

"Weź mi koszulkę Cristiano". "Nie wezmę"

To było w 2012 roku. Tak mówił Robert - najlepszy strzelec Borussii, mistrza Bundesligi. Wtedy Cristiano nie był już dla niego człowiekiem z innej galaktyki, jak choćby w 2006, gdy na przegrany mecz z Polską w Chorzowie Cristiano przyjeżdżał jako gwiazda z Manchesteru, a Lewandowski był jeszcze trzecioligowcem ze Znicza Pruszków, odzyskującym dopiero wiarę w futbol i siebie po nieudanym sezonie w rezerwach Legii. Ale we wspomnianym 2012 Cristiano nie był też jeszcze tak blisko jak będzie już rok później, gdy Lewandowski i Borussia będą mieli za sobą cztery mecze z Realem w Lidze Mistrzów, w tym jeden już legendarny, z czterema golami Polaka. Ania Lewandowska wspomina ze śmiechem, jak przed pierwszym z tych meczów prosiła Roberta: "Weź koszulkę Cristiano. Proszę, weź dla mnie". A on odpowiadał: "Nie wezmę, wyjdzie głupio". I do dziś nie wziął, choć były cztery okazje. Nie lubi tego, nigdy nie miał w piłce wielkich idoli, nigdy nie był młodym łowcą autografów, i jako piłkarz też nie ma wielkiego sentymentu do wymiany koszulek. Jego pamiątkami są gole. A takie mecze, gdy naprzeciw są wielkie gwiazdy, motywują go podwójnie. W czterech pojedynkach na gole: Robert z Borussii - Cristiano z Realu jest 5:2 dla Polaka. W reprezentacyjnych koszulkach zmierzą się pierwszy raz w Marsylii. 

"Nawet gdy nogi nie niosą, wola przetrwania pcha Ronaldo do przodu"

To nie jest lato łowców goli. Zlatan odjechał ze Szwecją z Euro bez bramek i wspomnień, Luis Suarez nie zagrał ani minuty w Copa America, Leo Messi strzelał w tym turnieju, ale kończył go ze łzami, Neymar w ogóle nie był zgłoszony, bo odpoczywa przed igrzyskami w Rio. Poza Garethem Bale'em o żadnej z wielkich gwiazd Euro nie można powiedzieć, że utrzymała formę z klubu. Lewandowski i Thomas Mueller jeszcze nie strzelili we Francji gola. Cristiano Ronaldo ma dwa. Jeden dzieli go od strzelca wszech czasów Euro, Michela Platiniego, który ma dziewięć goli, wszystkie z Euro 1984. On sobie tym turniejem postawił pomnik jak Maradona w Meksyku. Cristiano takiego pomnika z meczów reprezentacji nie ma. Mimo że jest tak blisko rekordu Platiniego. I mimo że ma dwa gole w Euro 2016, że to jego odbity strzał trafił na głowę Ricardo Quaresmy i dał zwycięstwo nad Chorwacją w 1/8 finału, Cristiano nie czuje się tu spełniony. Też, jak Roberta, hamowało go do tej pory zmęczenie ligowym i pucharowym sezonem, deprymowały niecelne strzały. - To nic nowego dla Cristiano. On właściwie nigdy nie był w wielkich turniejach tym Cristiano którego znaliśmy z klubu. Zbyt wiele ma każdego lata meczów w nogach, a każdy z tych meczów gra od początku do końca z obsesją sukcesu, gola, z maksymalną koncentracją. To męczy nogi i głowę. Ale nawet przemęczony potrafi się wyróżnić. W nim ten instynkt zwycięzcy, pazerność na bramki, wola przetrwania są tak silne, że potrafią zmusić ciało do wysiłku, do parcia do przodu - mówi Pedro Azevedo, komentator radia Renascenca, który był z Portugalią na wszystkich turniejach w których grał Cristiano. - Kto wie, czy dla 31-letniego Cristiano ten turniej nie jest ostatnią tak dobrą okazją, by coś z reprezentacją wygrać - mówi Azevedo.

"Kadra jako młodsza siostra klubów? Żartujesz chyba, to jest odtrącony kuzyn"

Portugalia, niewielki kraj z wielką kulturą piłkarską, od dziesięcioleci ma potężne i zwycięskie w Europie kluby, wychowuje piłkarzy wybieranych na najlepszych na świecie, buduje świetne reprezentacje juniorskie i młodzieżowe. Ale nie wygrała jeszcze mistrzostw świata ani Europy. Kadra jest w cieniu klubów, nawet teraz, podczas Euro 2016, przegrywa często z klubami na okładkach sportowych dzienników. Żaden inny ćwierćfinalista nie jest w takiej sytuacji - Kadra jako młodsza siostra klubów? Chyba żartujesz. Kadra to jest kuzyn odtrącony przez rodzinę. Przypominamy sobie o nim tylko wtedy, gdy jest nam potrzebny - mówi jeden z reporterów telewizyjnych jeżdżących za reprezentacją. - Tu największym problemem od lat nie jest jak kadra ma grać, tylko dlaczego trener powołał więcej piłkarzy z Benfiki niż ze Sportingu, czy Porto itd. Może gdy wreszcie coś wygramy, to się zmieni.

Velodrome: dramatyczna legenda Portugalii, ważny stadion w karierze Lewandowskiego

Najbliżej zwycięstwa było pokolenie Cristiano: gdy w 2004 miało turniej u siebie. Dokładnie 12 lat temu, 30 czerwca 2004, Portugalia pokonała 2:1 Holandię i awansowała do finału. Jedynego w którym grała w wielkich turniejach. Ale finałowa przegrana z Grecją sprawiła, że to drugie miejsce, najlepsze w historii, jest jak porażka. Legendą pozostało raczej trzecie z mundialu 1966, z czasów Eusebio. Przetrwała też legenda dramatycznej porażki w Marsylii, gdy pięknie grająca Portugalia odpadła w półfinale Euro 1984 z Francją. Prowadziła w dogrywce 2:1, ale w ostatnich siedmiu minutach straciła dwa gole.

Ale Stade Velodrome to jest też miejsce, które wpłynęło na karierę Lewandowskiego. Tutaj zagrał pierwszy wyjazdowy mecz w Lidze Mistrzów, jesienią 2011 roku. Nieudany mecz: Borussia Juergena Kloppa dopiero uczyła się grania w Europie, wyrachowania, równowagi między atakami a przeszkadzaniem. I przegrała z Olympique 0:3, a Robert doszedł do wniosku, że już dłużej funkcjonowania w zawieszeniu nie zniesie: musi wreszcie wyjaśnić sobie z Kloppem, czego trener właściwie od niego chce. 

Szczera rozmowa z Kloppem

To był czas, gdy Robert wygrał już rywalizację z Lucasem Barriosem, grał jako najbardziej wysunięty napastnik, a nie za plecami napastnika, jak w pierwszym sezonie. Ale coś cały czas obu stronom do końca nie pasowało: ani jemu, ani trenerowi. Mijali się bokiem, z niedosytem. I po meczu w Marsylii wreszcie usiedli do szczerej rozmowy.

Robert wspomina ją jako ten moment, który go zbliżył z trenerem, zbudował więź, dał pewność siebie. On, przyzwyczajony po śmierci taty, że jako jedyny mężczyzna w rodzinie musi problemy rozwiązywać, a nie o nich rozmawiać, odkrył ile znaczy taka chwila szczerości. Trzy dni po meczu z Olympique strzelił Augsburgowi swojego pierwszego hattricka w Bundeslidze. Tak u niego bywało nieraz w karierze. Problemy, niepewność, a potem hattrick na oczyszczenie. Tak się stało jeszcze całkiem niedawno, w eliminacyjnym meczu z Gruzją, którym przełamał długą niemoc w kadrze. Wtedy seria bez goli trwała przez pięć meczów. Teraz trwa już siedem. I pewnie tak jak zwykle, wystarczy jeden gol, by wróciła swoboda a z nią kolejne bramki. Reprezentacja może dziś bardzo takiego momentu potrzebować.



Piłkarze reprezentacji Polski jako Michał Pazdan [ZDJĘCIA]