Właściciel Rakowa nie rezygnuje z walki o I ligę [ROZMOWA]

W sezonie, który rozpocznie się za niewiele ponad miesiąc, Raków ponownie ma walczyć o awans. - Nie może być inaczej, a czas pokaże, czy tym razem zdołamy osiągnąć ten cel. Zobaczymy, jakich zawodników uda nam się pozyskać i czy trenerowi uda się stworzyć z tych zawodników drużynę - mówi Michał Świerczewski, właściciel i prezes klubu.
Tadeusz Iwanicki: Na pewno zastanawiał się pan, dlaczego Raków przegrał walkę o awans w zakończonym przed kilkoma tygodniami sezonie. Jakie są pana wnioski?

Michał Świerczewski: Główną przyczyną były błędy popełnione w przygotowaniach do rundy rewanżowej. Drugim powodem było to, że drużyna w trudnym momencie nie poradziła sobie z kryzysem, w jakim się znaleźliśmy. Zabrakło nam zawodników, którzy potrafiliby wstrząsnąć szatnią.

Nie żałuje pan decyzji dotyczących trenerów, czy nie reagował pan zbyt pochopnie - zwłaszcza w przypadku Radosława Mroczkowskiego? W sporcie do sukcesu potrzeba więcej cierpliwości, jest wiele przykładów na to, że ciągłe zmiany nie kończą się dla drużyny dobrze.

- Sytuacja z trenerem Mroczkowskim była bardziej skomplikowana. Na tamtą chwilę wydawała się to być jedyna rozsądna decyzja. Nie zamierzam jednak oglądać się za siebie. Z trenerem Mroczkowskim mam pozytywne relacje i nie jest powiedziane, że kiedyś nie wróci do Rakowa.

Po nieudanym sezonie części zawodników nie przedłużono kontraktów, innym podziękowano, mimo że mieli ważne umowy. Między innymi Wojciechowi Okińczycowi i Adrianowi Klepczyńskiemu, którzy w pierwszej części minionego sezonu odgrywali w drużynie bardzo ważne role.

- Skoro przegraliśmy walkę o awans, to musiały nastąpić jakieś działania. Logiczne zatem było to, że z częścią zawodników nie przedłużymy umów. Zaproponowaliśmy też rozwiązanie kontraktów piłkarzom, którzy w naszej opinii najbardziej zawiedli lub - również naszym zdaniem - w najbliższym sezonie nie będą mogli pomóc drużynie.

Wiosną zawodzili, ale czy mimo wszystko nie powinni dostać szansy?

- Po meczu ze Stalą Stalowa Wola postanowiliśmy, że z częścią piłkarzy musimy się rozstać. Trzeba jednak pamiętać, że piłkarze, o których rozmawiamy, mają ważne kontrakty. Wolelibyśmy jednak nie dawać tzw. ostatniej szansy.

Za niewiele ponad miesiąc w II lidze początek nowego rozdania. Rozumiem, że w przypadku Rakowa cel się nie zmienia - to awans?

- Tak, nie może być inaczej, a czas jednak pokaże, czy tym razem zdołamy osiągnąć ten cel. Zobaczymy, jakich zawodników uda nam się pozyskać i czy trenerowi uda się stworzyć z tych zawodników drużynę.

Tym razem misję budowania drużyny powierzył pan Markowi Papszunowi, który trafił do Rakowa w trakcie minionych rozgrywek. Taki był plan na wypadek, gdyby awansu nie udało się wywalczyć?

- Tak. Trener Papszun był jednym z dwóch trenerów, na których zatrudnienie byłem zdecydowany w momencie odejścia trenera Mroczkowskiego. Wtedy jednak na przeszkodzie stanęły inne kwestie, które uniemożliwiły zatrudnienie obu trenerów.

Raków pochwalił się dotychczas dwoma transferami - doświadczonego, 30-letniego napastnika Tomasza Płonki ze Stali Stalowa Wola oraz 23-letniego pomocnika Patryka Szymańskiego z GKS-u Katowice. Kiedy poznamy nazwiska kolejnych piłkarzy?

- W przyszłym tygodniu powinniśmy sfinalizować kolejne transfery. Jest mocno prawdopodobne, że podpiszemy kontrakty z kilkoma graczami. O konkretach wolałbym nie mówić. Nie będą to jednak głośne nazwiska.

Ile w kadrze Rakowa będzie miejsca dla młodych, perspektywicznych piłkarzy. Także dla wychowanków, którzy powoli powinni się przebijać do podstawowego składu, ale jakoś ich nie widać?

- Z wychowankami mamy od dwóch lat problem i to jest temat na osobną rozmowę. Będziemy starali się pozyskać perspektywicznych graczy, jednak jest to bardzo trudne zadanie, ponieważ ci z większymi umiejętnościami wybierają kluby ekstraklasy i I ligi.

W miejsce Adriana Klepczyńskiego Raków chce ponoć zatrudnić stopera ze Słowacji. Jeżeli tak, to w jakim wieku będzie to gracz i czy można mówić, że będzie pełnił rolę lidera defensywy?

- O ile nam się uda przeprowadzić ten transfer, to będzie to stoper z Czech. Obserwowaliśmy tego gracza w kilku meczach i mamy nadzieję, że będzie wzmocnieniem linii defensywy. Nie ma jednak gwarancji, że do nas dołączy. W przypadku gracza ze Słowacji, to jest to piłkarz przewidziany na pozycję defensywnego pomocnika. Zagra w sobotę w meczu sparingowym przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała i wtedy też postanowimy, czy podpiszemy z nim kontrakt.

Które drużyny mogą stanowić dla Rakowa największą konkurencję w walce o awans?

- Wśród drużyn, które mogą powalczyć o awans, będą: Radomiak Radom, Polonia Warszawa, Puszcza Niepołomice, GKS Bełchatów, Błękitni Stargard, ROW Rybnik i Kotwica Kołobrzeg. Oczywiście część z tych drużyn zagra poniżej oczekiwań, a pewnie wśród pozostałych pojawi się jakiś czarny koń, może to być np. Odra Opole.

Co pan powie o beniaminkach: Polonia Warszawa, Warta Poznań to uznane piłkarskie firmy, dzięki którym II liga może chyba tylko zyskać na atrakcyjności.

- Zgadzam się. Polonia Warszawa będzie bez wątpienia wymagającym przeciwnikiem. Ciekawe mecze na pewno będziemy mieć również z Odrą Opole i Olimpią Elbląg.

I jeszcze jeden ważny temat: stadion. Miasto nie kwapi się do inwestowania w obiekt przy Limanowskiego. Czy są jakieś ustalenia z klubem, terminy, jakiekolwiek konkrety?

- W tym temacie nic się nie dzieje. Nie mamy wyjścia, musimy awansować do I ligi, aby doczekać się na jakąkolwiek modernizację. Trudniej rywalizuje się z klubami, które mają nowoczesne zaplecze, ale nie poddajemy się. Sukces będzie lepiej smakował, jeśli odniesiemy go mimo problemów z infrastrukturą. Liczę jednak, że sytuacja w przyszłości się zmieni i doczekamy się obiektu na odpowiednim poziomie.