Igor Gołaszewski po awansie Polonii Warszawa: Ciężka praca zawsze popłaca [ROZMOWA]

- Satysfakcja po takim sezonie jest ogromna. Tym większa, że jesienią nie graliśmy dobrze, traciliśmy do lidera 10 punktów - mówi Igor Gołaszewski, trener Polonii Warszawa, z którą kilka dni temu wywalczył awans do II ligi.
Polonia Warszawa pokonała w barażach Górnika Wałbrzych (2:1 w dwumeczu). Dzięki temu zespół z Konwiktorskiej po trzech latach wraca na szczebel centralny. W przyszłym sezonie Polonia zagra w II lidze. A za kolejne dwa lata - jak zapowiada odważnie Igor Gołaszewski - chce grać z powrotem w ekstraklasie. Wrócić do niej po tym, jak w sezonie 2012/13 została zdegradowana za długi ówczesnego właściciela Ireneusza Króla.

Bartłomiej Kubiak, Jacek Staszak: Po ostatnim gwizdku meczu z Górnikiem Wałbrzych wyłączył pan stoper, stanął przy bocznej linii i tylko przyglądał się radości swoich piłkarzy. Skąd tyle spokoju?

Igor Gołaszewski: Taki już jestem. Zresztą może teraz to zabrzmi dziwnie albo niewiarygodnie, ale nerwy nie trzęsły mną nawet przed meczem. Naprawdę.

Kibice na trybunach o wynik drżeli jednak do samego końca.

- Bo Górnik w końcówce zaryzykował, zagrał va banque, co jest normalne. Irlandia Północna z Polską na mistrzostwach Europy też próbowała do samego końca strzelić wyrównującego gola. Nic złego wtedy się nie stało. Teraz też nie. Nie zakładaliśmy, a przynajmniej ja nie zakładałem, że Górnikowi uda się doprowadzić do dogrywki. Co prawda po pierwszym meczu zaliczkę mieliśmy niewielką - zremisowaliśmy w Wałbrzychu 1:1 - ale w rewanżu szybko strzeliliśmy gola, a potem mieliśmy kolejne okazje. Szkoda, że nie udało się żadnej z nich wykorzystać, bo przy prowadzeniu 2:0 grałoby nam się łatwiej. Ze swojego zespołu byłem jednak dumny. Od początku do końca grał bardzo pewnie, był lepszy. Krótko mówiąc: zasłużyliśmy na ten awans.

Po niezłej pierwszej połowie, przy prowadzeniu 1:0, co pan powiedział w szatni piłkarzom?

- Że to niebezpieczny wynik, dlatego nie możemy za bardzo się cofać. Że przed nami ostatnia prosta, najważniejsze 45 minut w tym sezonie i nie możemy tego wypuścić z rąk. No i nie wypuściliśmy. Zawodnicy walczyli, dali z siebie wszystko. I jak spojrzymy przez pryzmat całego meczu, to ani razu nie dopuścili Górnika do 100-proc. sytuacji. OK, goście oddali kilka groźnych strzałów z dystansu, ale o to akurat byłem spokojny - mamy bardzo dobrego bramkarza.

Skąd w panu tak dużo pewności siebie?

- To nie tyle pewność siebie, ile świadomość dobrze wykonanej roboty. Ciężka, mozolna praca zawsze popłaca. A my ją wykonaliśmy. Przez cały sezon. Ale w szczególności w trakcie zimowych przygotowań, kiedy dużo pracowaliśmy nad kondycją i sferą mentalną. To właśnie wtedy - co powtarzam już od jakiegoś czasu - mój zespół uwierzył, że jest w stanie walczyć o najwyższe cele.

Pan też uwierzył?

- Tak na 100 proc. dopiero na sześć kolejek przed końcem sezonu - po zwycięstwie z Sokołem Aleksandrów Łódzki [1:0]. Ale tak po cichu też wierzyłem już po zgrupowaniu. Zimą odświeżyliśmy drużynę. Część piłkarzy odeszła, a w ich miejsce przyszli nowi. Nikt nie narzekał, tylko ciężko pracował, no i efekty przyszły szybko. Już w sparingach ogrywaliśmy silniejsze drużyny z wyższych lig. Później w lidze pojedyncze wpadki się zdarzały, ale osiem wygranych meczów z rzędu dało nam tyle siły i wiary, że nikt nie był w stanie nas zatrzymać. Po tej serii szliśmy jak po swoje.

Tak wyjątkowe serie mają duży wpływ na piłkarzy?

- Na pewno. Sam pamiętam, że w sezonie mistrzowskim w 2000 r. też mieliśmy z Polonią równie dobrą passę. Zwycięstwa budują, dają mnóstwo pewności siebie. Trudno to opisać, ale chodzi o to, że obok poczucia wartości wygrane budują też poczucie obowiązku. Świadomość, że trzeba dać z siebie wszystko, maksymalnie się zmęczyć, to wtedy drużyna przeciwna zmęczy się dwa razy bardziej. Przegra.

Stałe fragmenty gry w minionym sezonie były najgroźniejszą bronią Polonii?

- Powiedziałbym raczej, że długo był to nasz największy problem. Jesienią, poza dwoma wykorzystanymi rzutami karnymi, nie zdobyliśmy żadnej bramki ze stałego fragmentu gry. A mieliśmy ich mnóstwo! Ze dwa, trzy razy więcej niż nasi przeciwnicy. Dopiero w trakcie zimowego obozu na Cyprze położyliśmy duży nacisk na poprawę tego elementu gry. Już pierwsze mecze w rundzie wiosennej pokazały, że było warto.

Ma pan poczucie dobrze wykonanej pracy?

- Oczywiście! Satysfakcja po takim sezonie jest ogromna. Tym większa, że jesienią nie graliśmy dobrze, traciliśmy do lidera 10 punktów. Nikt jednak nie odpuszczał, tylko zimą ciężko pracował, wręcz harował. To się opłaciło. Moi zawodnicy do rundy rewanżowej byli przygotowani pod każdym względem - wytrzymałościowym, mentalnym, taktycznym.

Z Polonią jako piłkarz zdobył pan mistrzostwo, Puchar Polski i Superpuchar. Czy teraz, będąc jej trenerem, wraca pan do tego, próbuje korzystać z tamtych doświadczeń?

- Doświadczenia z boiska pomagają. Albo inaczej: nie przeszkadzają. To miłe wspomnienia, ale trener i piłkarz to dwa różne zawody. Oglądając mecz z ławki, ma się zdecydowanie mniejszy wpływ na wynik i grę. Trening, odprawa przedmeczowa, przerwa w trakcie meczu, jakieś drobne podpowiedzi podczas gry - to momenty, w których trener ma wpływ na zawodników. Reszta, czyli zdecydowana większość, jest jednak w ich nogach, sercach, głowach. Będąc piłkarzem, możesz zrobić więcej - jednym celnym strzałem, udanym dryblingiem, dośrodkowaniem przesądzić o wyniku.

Biorąc pod uwagę najnowszą historię Polonii - powiedzmy, że z ostatniej dekady - awans do II ligi jest największym sukcesem?

- Dla mnie to największy sukces od 2001 r., czyli sezonu, kiedy zdobyliśmy Puchar Polski. Ale ten obecny cieszy mnie nawet bardziej. Dlaczego? Bo od trzech lat się odradzamy, podnosimy z kolan po zdegradowaniu z ekstraklasy. Dwa lata temu udało się awansować do III ligi, rok później biliśmy się o utrzymanie, a w minionym sezonie, choć latem budowaliśmy drużynę w pośpiechu, zrobiliśmy kolejny awans. To cieszy.

Co poradziłby pan klubom, które są w podobnej sytuacji do Polonii - Widzewowi, ŁKS i pewnie zaraz Zawiszy?

- Nikomu nic nie będę radził. Jestem polonistą. Wszelkie rady, słowa otuchy zostawiam dla siebie, mojej Polonii i ewentualnie dla jej przyszłych trenerów.

Czuje się pan gotowy na to, by wprowadzić Polonię do ekstraklasy?

- Jeśli władze mi pozwolą, to tak. Rok temu założyły sobie, że do 2020 r. tam wrócimy. Zrobimy jednak wszystko, by udało się to szybciej. Spróbujemy wrócić do ekstraklasy za dwa lata.

Odważne plany.

- Wiadomo, że piłka nożna jest nieobliczalna - za to ją kochamy - ale prawda jest taka, że teraz będzie nam łatwiej przeskoczyć kolejny poziom. W II lidze nie musisz zostać mistrzem, grać potem w barażach, by awansować.

Jeszcze szybszą drogą do awansu do ekstraklasy byłoby kupno licencji od innego klubu. Rozważacie to?

- Nie. Kiedyś popełniliśmy ten błąd, kupując w 2008 r. licencję od Groclinu Grodzisk Wielkopolski. To się za nami ciągnęło. Dlatego teraz chcemy awansować do ekstraklasy dzięki rywalizacji sportowej.

Zostaje pan w Polonii na przyszły sezon?

- Zadanie zostało wykonane - zrobiliśmy awans, co sprawia, że mój kontrakt z klubem został automatycznie przedłużony o kolejny rok. Ja i mój sztab trenerski chyba jesteśmy bezpieczni. Ale w zasadzie to wypada pytać o to zarząd, nie mnie.

Planuje pan już wzmocnienia?

- Naszym celem od początku sezonu był awans. W klubie wszyscy wierzyli, że uda się go osiągnąć, dlatego rozmowy o potencjalnych wzmocnieniach na II ligę prowadzimy z właścicielami od dawna. O nazwiskach czy pozycjach mówić na razie nie chcę. Powiem jedynie, że z niektórymi piłkarzami jesteśmy już po rozmowach i już niedługo się przekonacie, kto trafi do Polonii.

***

Powiedzieli po awansie:

Jerzy Engel, prezes Polonii: Nie jest łatwo wyprzedzić 35 zespołów, bo przecież w barażu musieliśmy pokonać jeszcze rywala z innej grupy. To była ciężka runda, bardzo ciężki sezon. Widzieliśmy teraz w barażach, że obie drużyny już ledwo dyszały. Wielkie słowa uznania dla tych, którzy to stworzyli - dla mojego syna, który zbudował dwa zespoły: trenerski i piłkarski. Tak samo dla Igora Gołaszewskiego, że poradził sobie z presją. To dowód, że warto stawiać na własnych wychowanków. Nasza grupa stworzona została z polonistów, którzy oprócz ciężkiej pracy włożyli też w Polonię mnóstwo serca. Teraz przed nami kolejne cele. Jednym z nich jest stadion, który nie nadaje się już do wielkich wyzwań. Infrastruktura to dla nas priorytet. Na pewno w tę stronę pójdą nasze wysiłki. W obecnych warunkach nie da się już robić wielkiego sportu, widowiska. Dlatego czas stworzyć stosowną oprawę, odpowiedni dom dla warszawiaków i dla setek dzieci, które chcą tu ćwiczyć.

Marek Jurek, europoseł, kibic Polonii: W końcu Polonia dała jakąś radość. To efekt złotej serii na wiosnę. Po pierwszej rundzie mało kto wierzył, że tak to się skończy. Dziennikarz Stefan Szczepłek ma rację, że kibiców Polonii cechuje szczególny mesjanizm. Wszyscy wierzą, że po trzech wygranych meczach za kilka lat będziemy w pucharach. Ta wiara, choć łatwo się budząca i często słomiana, jest wielką siłą Polonii. W II lidze będzie o tyle łatwiej, że awans o klasę wyżej da też drugie miejsce.

Grzegorz Wojdyga, obrońca Polonii: Za nami długi, wyczerpujący sezon, który kosztował nas wiele nerwów. Nikt jednak nie pękał. Byliśmy drużyną, w której jeden walczył za drugiego. O tym, jak będziemy grać w II lidze, na razie nie myślę. To jest czas na świętowanie i zasłużony odpoczynek. Radość z awansu jest tym większa, że po pierwszej rundzie bardzo wiele osób w nas wątpiło. Nie wierzyło, że jesteśmy w stanie odrobić 10 punktów straty do Sokoła, awansować do baraży i je wygrać.