Widzew świętował awans na placu Wolności. Było w miarę spokojnie

Centrum Łodzi w sobotni wieczór było czerwono-biało-czerwone. Piłkarze Widzewa wspólnie z kibicami do białego rana świętowali awans do III ligi
Widzewska feta po ostatnim spotkaniu sezonu IV ligi była zapowiadana od dawna. Działacze klubu usilnie pracowali nad tym, by odpowiednio uczcić awans do III ligi. Przede wszystkim mecz z Mechanikiem Radomsko został przełożony na łódzki stadion SMS przy ul. Milionowej. Widzew wystąpił o jeszcze jedną imprezę masową i zdecydował się pokryć koszty organizacji meczu. Wszystko po to, by po końcowym gwizdku zorganizować przemarsz na plac Wolności i tam dalej świętować sukces.

Przy wejściu na stadion każdy z kibiców otrzymał okolicznościową koszulkę i trzeba przyznać, że na trybunie fani ubrani na czerwono wyglądali efektownie. Spora część sympatyków Widzewa nie weszła na obiekt. Miasto wyraziło zgodę jedynie na 1970 kibiców i działacze nie mogli pozwolić na przekroczenie limitu. Z kolei fani Widzewa nie mogli tego zrozumieć. "Wpuśćcie kibiców, działacze, wpuśćcie kibiców" - skandowali przez pierwsze kilkanaście minut meczu, po czym... obrazili się i zaprzestali dopingu.

Zniecierpliwiona grupa spod stadionu zaczęła forsować bramę od strony ul. Kilińskiego, rzucać kamieniami oraz kawałkami betonu. To wymusiło interwencję policji. W ruch poszedł gaz pieprzowy, polewaczka, a także broń gładkolufowa. Do zamieszek dołączyło się także kilkunastu pseudokibiców, którzy byli już na stadionie. Funkcjonariusze weszli więc na trybunę i zaczęli spychać wszystkich kibiców do środka. To mało odpowiedzialne zachowanie, bowiem oberwały także dzieci, kobiety (wśród nich ciężarna), a także kibice, którzy nie uczestniczyli w zamieszkach. Uciekając przed policją, kilku fanów zmuszonych było do przeskoczenia barierek i wejścia na murawę. Sędzia musiał więc na kilka minut przerwać mecz. Z czasem sytuacja się uspokoiła, choć mundurowi zostali na trybunie do końca meczu. Obyło się już bez prowokacji, choć dookoła stadionu wciąż było gorąco. - Kibice chcieli sforsować bramę oraz rzucali w stronę policjantów kamieniami oraz odpalali race - tłumaczy asp. Aneta Sobieraj z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Użyta została siła fizyczna oraz armatka wodna. Po rozpyleniu gazu pieprzowego kilkunastu osobom została udzielona pierwsza pomoc, a do szpitala profilaktycznie została przewieziona siedmioletnia dziewczynka, która po badaniach została zwolniona.

W drugiej połowie fani Widzewa przygotowali jeszcze oprawę, w której nie zabrakło środków pirotechniczny. To oczywiście wygląda efektownie, ale jest zabronione i kibice doskonale o tym wiedzą. Tymczasem w minionym sezonie IV ligi często zdarzało się, że korzystali z rac czy świec dymnych, szczególnie na meczach wyjazdowych. Kończyło się na karach finansowych, które pokrywałuy kibicowskie stowarzyszenia. Teraz konsekwencje mogą być większe - Mamy coraz większy nacisk ze strony policji, by nie tolerować takich zachowań. Nie chcielibyśmy, by Widzew pierwsze mecze w III lidze rozgrywał przy pustych trybunach lub bez kibiców na wyjazdach - mówi Adam Kaźmierczak, wiceprezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej.

Po końcowym gwizdku kibice opuścili stadion i zebrali się pod obiektem, by rozpocząć marsz. Zajęło to kilkadziesiąt minut. Było kilka drobnych incydentów. Już wówczas kibice zaczęli odpalać race i petardy, aż w końcu wspólnie z piłkarzami, którzy jechali odkrytym autobusem, wyruszyli w pochód na plac Wolności.

Policjanci przez cały czas zabezpieczali przemarsz, który był w miarę bezpieczny. Pomijając wyzwiska na ŁKS (szczególnie w okolicach ul. Abramowskiego, na której mieszkają niemal sami fani klubu z al. Unii) oraz pirotechnikę, kibice głośno śpiewali z piłkarzami, skandowali nazwiska prezesów i trenera Marcina Płuski. - A jeszcze w tym roku zrobimy awans do II ligi! - krzyczał uradowany szkoleniowiec.

Dopiero na skrzyżowaniu ulic Sienkiewicza i Piłsudskiego kibice próbowali przedostać się na Piotrkowską, jednak zostali zatrzymani przez policjantów i dalej ruszyli w stronę ulicy Narutowicza. Do niemiłego incydentu doszło w okolicach ulicy Wschodniej. Kilku fanów ŁKS zrzuciło na grupę widzewiaków wiadro z oleistą cieczą. Na szczęście nikt nie został ranny, ale kilkunastu kibiców zostało poplamionych. Pochód został wówczas na kilka minut zatrzymany, tym bardziej, że fani Widzewa próbowali znaleźć oprawców w kamienicy, z której poleciało wiadro.

Gdy pochód wszedł na ulicę Piotrkowską, było już mniej bezpiecznie. Kibice rzucali w policjantów butelkami czy racami. Poważniejszych incydentów jednak nie było i nie ucierpiał nikt postronny. Po drodze nic nie zostało też zdewastowane. Po wejściu na plac Wolności zaczęła się już prawdziwa feta, która trwała kilkadziesiąt minut. Po niej piłkarze i kibice bawili się w lokalach na Piotrkowskiej już do białego rana...

Więcej o: