Jaką rolę na Euro 2016 odegra straszak z Krakowa? [WYWIAD]

- Ktoś kiedyś o mnie napisał: ?dla dobra futbolu sędzia Tomasz Musiał powinien zakopać gwizdek metr pod ziemią?. Chętnie wysłałbym mu pocztówkę z mistrzostw Europy we Francji - uśmiecha się Tomasz Musiał, sędzia z Krakowa.
Syn Adama Musiała, byłego reprezentanta Polski, pojechał do Francji w roli sędziego bramkowego. Arbitrem głównym w polskiej ekipie jest Szymon Marciniak. Dziś poprowadzą mecz Hiszpania - Czechy w grupie D.

Rozmowa z Tomaszem Musiałem, sędzią z Krakowa

Jarosław K. Kowal: Do turnieju przygotowywał się pan prawie jak nasi piłkarze. Był pan nawet z nimi na zgrupowaniu w Arłamowie. Po co?

- Dostaliśmy zaproszenie od prezesa Zbigniewa Bońka i trenera Adama Nawałki. Dla nas, sędziów, to też był jeden z etapów przygotowań, ale przy okazji - a może przede wszystkim - zorganizowaliśmy dla zawodników małe szkolenie z przepisów gry i poprowadziliśmy kontrolny sparing kadry. Oczywiście treningi mieliśmy oddzielne, ale korzystaliśmy z boiska, z siłowni, odnowy biologicznej...

Wcześniej dostaliśmy z UEFA [Unia Europejskich Związków Piłkarskich - przyp. red.] rozpiskę z informacjami, jak przygotowywać się do mistrzostw.

Co mówiliście piłkarzom?

- M.in. o tym, na jakie nowe przepisy warto zwrócić uwagę. Przykład? Zawodnicy powinni pamiętać, że faul w sytuacji sam na sam nie musi oznaczać czerwonej kartki. Ale tylko, jeśli sędzia uzna, że faul nie był celowy, że była to próba wybicia piłki! Miałem wrażenie, że piłkarze tego wszystkiego uważnie słuchają. Zadawali też dużo pytań.

W końcu nieznajomość prawa szkodzi.

- Futbol poszedł do przodu, a drużyny są na porównywalnym poziomie i na Euro każdy detal może być ważny.

Pana rola podczas mistrzostw będzie trochę nietypowa.

- Nie powiedziałbym tak. Już trzeci sezon współpracuję z Szymonem Marciniakiem jako sędzia bramkowy, pomagałem też innym w tej roli. Na co mam zwracać uwagę? Na to, co dzieje się w "moim" polu karnym. Np. przy stałych fragmentach muszę uważnie obserwować, czy nikt nikogo nie przytrzymuje. Jestem straszakiem dla piłkarzy.

I boją się pana?

- To za mocne słowo. Ale zdają sobie sprawę, że patrzy na nich dodatkowa para oczu. Dlatego czasem np. rezygnują z zamiaru pociągnięcia za koszulkę.

Naprawdę się hamują?

- Oczywiście. To doskonale widać podczas meczów Ligi Europy i Ligi Mistrzów. W polskiej czy angielskiej ekstraklasie, gdzie nie ma sześciu sędziów, ręce częściej idą w ruch. Dodatkowo we Francji jedna bardzo ważna funkcja nam odpada: nie będziemy musieli oceniać, czy piłka wpadła do bramki. Elektronika, a konkretnie system goal-line technology, przejmuje tę odpowiedzialność.

Dla pana wyjazd do Francji to nagroda?

- W końcu po to się pracuje, by być jak najwyżej, dawać z siebie jak najwięcej. W eliminacjach do mistrzostw Europy drużyny zdobywały punkty za zwycięstwa i remisy, a my dostawaliśmy je za dobre sędziowanie. I one ostatecznie pozwoliły na wyjazd do Francji.

Nie zazdrości pan Szymonowi Marciniakowi, który we Francji będzie sędzią głównym?

- Oczywiście, że trochę zazdroszczę, ale to nie zmienia faktu, że jestem dumny. Będę "aż", a nie "tylko" sędzią bramkowym.

Opowiadał pan kiedyś anegdotę z początków kariery. Po jednym z meczów ktoś napisał w artykule, że nie nadaje się pan na sędziego. A jednak...

- Do dziś pamiętam nazwisko autora tamtego artykułu. Napisał tak: "dla dobra futbolu sędzia Musiał powinien wykopać metrowy dół i zakopać w nim gwizdek". Miło mi będzie sędziować mecze mistrzostw Europy, podczas gdy on będzie je oglądał w telewizji.

Ale pan pamiętliwy!

- Akurat ta jedna historia utkwiła mi w pamięci. Ten artykuł zresztą ciągle leży u moich rodziców. Szkoda, że adresu nie mam do autora, bo chętnie wysłałbym mu pocztówkę z Francji.

Jaki jest cel? Chcecie wyjść z grupy, jak piłkarze?

- Zgadza się. Problem jest tylko taki, że nie mamy trzech spotkań. Jeden zły mecz może przesądzić o tym, że będziemy musieli się spakować i wrócić do domu.

Marzy się panu finał?

- Już ostatnio powiedziałem, że finał zostawiamy naszym piłkarzom. My celujemy w półfinały.

I pewnie nie może pan powiedzieć, komu jeszcze będzie kibicował?

- Oczywiście, że nie! Kibicujemy Polakom, których meczów nie możemy prowadzić. Pozostałe drużyny są dla nas na tym samym poziomie.