Tenisistka z Opolszczyzny pójdzie śladami Radwańskiej?

Obecnie tenis dzięki sukcesom Agnieszki Radwańskiej przeżywa w naszym kraju rozkwit. Na światowych listach coraz wyżej są także inne polskie zawodniczki, a w tym i wywodząca się z Opolszczyzny Justyna Jegiołka. 24-latka już teraz ma na koncie kilka sukcesów międzynarodowych, około 20 medal mistrzostw kraju, ale wciąż liczy na więcej.
Warto na nią zwrócić uwagę tym bardziej, że niedawno wygrała w amerykańskim Naples deblowe zmagania w parze z Brazylijką Gabrielą Ce. Co ciekawe broni także tytułu w grze podwójnej najbardziej renomowanego turnieju na Opolszczyźnie czyli Hart Open, który jest rozgrywany w podopolskiej Zawadzie z pulą nagród 25 tys. dolarów.



Łukasz Baliński: Jak w ogóle zaczęła się pani przygoda z tym sportem, który w naszym kraju nigdy nie był jakoś szczególnie popularny?

Justyna Jegiołka: Pojechałam na wakacje nad jezioro, gdzie były korty i to mnie w jakiś sposób po prostu zaciekawiło, a potem, jak to często w takich przypadkach bywa, już się to jakoś wszystko potoczyło. Zaczęłam trenować w wieku dziewięciu lat, co na specyfikę tenisa jest bardzo późnym momentem, gdyż większość osób rozpoczyna swoją przygodę z nim gdy są mniej więcej dwa razy młodsze. Wiadomo jednak, że pierwsze lata gry to była głównie zabawa, poznawanie coraz to nowych uderzeń. Dopiero po jakimś czasie, gdy wygrałam kilka regionalnych turniejów, zaczęłam to traktować nie tylko jako zajęcia dodatkowe, ale jako moją wielką pasję.

Ponoć specjalnie dla pani rodzina wybudowała kort w okolicach domu...

- Tak. Rodzice systemem gospodarczym wybudowali kort z nawierzchnią ziemną i jest to naprawdę duże ułatwienie dla mnie. Zresztą mój klub Smecz Leśnica to w pewnym stopniu klub rodzinny. Jestem jego jedyną profesjonalną zawodniczka, jednakże jest sporo osób grających amtorsko. Klub zajmuje się propagowaniem tenisa ziemnego wśród mieszkańców najbliższej okolicy i działa już ponad 10 lat.

Tenis to jednak sport który wymaga wielu podróży. Liczyła pani kiedyś ile tego było?

- Oj, nie sposób tego wszystkiego policzyć... ale na pewno wyszłaby ogromna ilość (śmiech). Zaczęłam jeździć na międzynarodowe turnieje już w wieku 12 lat. Na początku były to niedalekie wyprawy jak np. do Czech czy Niemiec. Z biegiem czasu, gdy stale podnosiłam swój poziom, to zaczęły się zdecydowanie odleglejsze wojaże. Tylko w tym roku parę razy przenosiłam się z kontynentu na kontynent, dlatego bardzo często latam samolotami. Ma to oczywiście sporo minusów jak częste zmiany stref czasowych oraz klimatycznych, ale też rzecz jasna można znaleźć wiele pozytywnych stron. Mogę dzięki temu zobaczyć trochę świata, choć nie zawsze jest to w pełni możliwe ponieważ turniejowe grafiki są dość napięte.

Podobnie chyba jak i cały dzień tenisistki.

- To zależy o jakim okresie mówimy, czy chodzi o czas gry w turniejach czy też o dni kiedy się do nich przygotowuje. W czasie doby mam choćby łącznie cztery godziny treningu tenisowego oraz zajęcia przygotowania fizycznego. Wieczorem natomiast jeszcze stretching, wiec wychodzi około sześciu godzin treningu dziennie. Podczas turnieju jest tego niewiele mniej. Zawsze przed meczem gram 30 minut w ramach ćwiczeń, a to poprzedza rozgrzewka fizyczna. Do tego rozbieżność czasowa samego pojedynku jest ogromna, bo średnio trwa to około 1.5-2 godz., ale zdarzają się też starcia znacznie dłuższe. Swój najdłuższy mecz w karierze rozegrałam rok temu w Kanadzie, a trwał on 4 godziny i 10 minut! Do tego przeważnie występuje też w grze podwójnej, gdzie spotkania trwają już jednak krócej. Następnie wieczorny streatching i ... można przystąpić do kolejnego dnia turnieju.

To kiedy w ogóle jest czas na dłuższy odpoczynek?

- Co do mojego czasu wolnego to nie mam go za dużo. W wolnych chwilach staram się zająć moimi obowiązkami na uczelni, a jestem przecież studentką na WSZiA w Opolu, która pozwala mi dostosować plan studiów do moich licznych wyjazdów za co jestem jej ogromnej wdzięczna.

Przez parę lat pani kariery zdarzyło się zagrać z kimś ze światowego topu?

- Grałam z kilkoma znanymi zawodniczkami z obecnej pierwszej dziesiątki rankingu WTA, jak przede wszystkim Agnieszka Radwańska, Petra Kvitova czy też Karolina Pliskova, którą dwukrotnie pokonałam. Z kilkoma innymi natomiast trenowałam jak Garbine Muguruza. Jeśli chodzi o pierwszą z wymienionych to znamy się jeszcze z czasów juniorskich, dwukrotnie gościła ona u nie w domu w Leśnicy, gdzie wspólnie trenowałyśmy.

I jaka jest prywatnie?

- Treningi z nią na pewno były dużym przeżyciem. To przede wszystkim świetna zawodniczka potrafiąca zrobić wiele na korcie, a jej wielkim atutem jest dostrzeganie luk w grze przeciwnika i wykorzystywanie ich. Jest ona osoba życzliwą i koleżeńską wiec bardzo mile wspominam wspólnie spędzony czas.

Czuć, że dzięki jej sukcesom tenis w Polsce się rozwija?

- Osobiście tego za bardzo nie odczuwam, lecz da się łatwo zauważyć, że ludzie coraz bardziej interesują się uprawianą przeze mnie dyscypliną, a to na pewno miłe uczucie. Można zresztą powiedzieć, że teraz mamy złotą erę polskiego tenisa. Tylu wysoko klasyfikowanych zawodniczek i zawodników nigdy w historii przecież nie było. Oczywiście w wielu zakątkach świata kojarzą nazwisko Radwańskiej. Jest ona bezsprzecznie ambasadorka polskiego sportu na Świecie

Radwańska kreowana jest na przyszłą rakietę numer jeden na świecie, mówi się że wreszcie jest w stanie wygrać turniej Wielkiego Szlema? Podziela pani ten optymizm?

- Myślę, iż zwycięstwo w turnieju finałowym Masters doda jej dużo pewności siebie i dzięki temu sukcesowi udowodniła sobie, że może wygrać turniej wielkoszlemowy. Pamiętajmy, że przecież Agnieszka zajmowała już drugą pozycję w rankingu WTA, więc była bardzo blisko samego szczytu. Jeśli będzie jej dopisywać zdrowie to na pewno ma bardzo duże szanse na sukces w Wielkim Szlemie czego bardzo serdecznie jej życzę.

A co dla pani jest największym sukcesem? Indywidualne i drużynowe mistrzostwa Polski czy niezłe wyniki w turniejach ITF?

- Nie można chyba tego porównywać, bo każdy cieszy. Zarówno medale mistrzostw kraju, a mam ich około 20, jak również sukcesy na arenie międzynarodowej zostały ciężko przeze mnie wypracowane, lecz na pewno jeśli chodzi o skalę trudności to dużo ciężej jest osiągnąć to na arenie międzynarodowej. Było kilka dobrych wyników zapadających w pamięć, jak choćby m.in. zwycięstwa w międzynarodowych turniejach w USA, Tunezji, Norwegii, Grecji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, ale myślę, że zawsze najlepiej się pamięta te najświeższe sukcesy, czyli zwycięstwo w challengerze kanadyjskim Saguenay w grze podwójnej, tegoroczne Drużynowe Mistrzostwo Polski oraz piąte miejsce na Uniwersjadzie w koreańskim Gwangju. Jednakże też jestem bardzo dumna z tego, iż w tym roku zdobyłam Międzynarodową Mistrzowska Klasę Sportową, bo jest to najwyższa z możliwych do osiągnięcia klas sportowych.

W światowych rankingach wyżej jest pani w deblu aniżeli w singlu. Gdzie jednak pani preferuje grać?

- Mimo, iż specyfika gry pojedynczej i podwójnej jest zupełnie inna uwielbiam grać singla jak i debla. Myślę, że w obu tych konkurencjach mam szansę zajść jeszcze wyżej. Potrzeba do tego spokojnej pracy oraz oczywiście dużej dawki szczęścia.

To, że gra w singlu, deblu i mikście bardzo różnią się od siebie. Pytanie tylko: jak bardzo?

- Różnią się diametralnie, przede wszystkim pod względem taktycznym jak i odmienne jest przygotowanie fizyczne. Oczywiście dobry singlista może osiągnąć sukces w deblu, ale też wcale nie musi. W singlu trzeba się bardzo dobrze po korcie poruszać, co już w deblu nie jest takie istotne. W deblu bardzo ważny jest czas reakcji ponieważ gra toczy się dużo szybciej i bardzo często musze być one automatyczne. Duża jest również różnica mentalna ponieważ debel to już w pewien sposób "sport drużynowy". A jeśli chodzi o miksta to tutaj grę zawsze musi ,,ciągnąć" mężczyzna, ponieważ różnica poziomów między grą u obu płci jest ogromna.

W jaką stronę w ogóle zmierza żeński tenis?

- Przede wszystkim zmienia się bardzo szybko. Zawsze kobiety starają się naśladować tenis męski, a tam teraz rządzi uniwersalność, czyli połączenie dużej siły z bardzo dobrym wyszkoleniem technicznym

Kto jest pani wzorem wśród innych zawodniczek i dlaczego?

- Od zawsze moją ulubiona zawodniczką, niestety już nie aktywną, jest Lindsay Davenport, bo zawsze lubiłam patrzeć na jej ultra ofensywny styl. Obecnie kibicuje mocno Rogerowi Federerowi.

Zawsze występuje pani niejako u siebie czyli w turnieju w podopolskiej Zawadzie. Jaką renomę mają te zmagania wśród tenisistek z kraju i ze świata?

- Turniej Hart Open jest drugim co do wielkości turniejem w Polsce, po turnieju rangi WTA w Katowicach. I naprawdę mogę powiedzieć, że cieszy się dużą popularnością wśród zawodniczek. Jest to jeden z ostatnich turniejów o takiej wysokiej randze w Europie, więc przyjeżdża wiele wysoko klasyfikowanych dziewczyn. A rywalizacja stoi na wysokim poziomie, wiec zapraszam wszystkich na dawkę dobrego tenisa do hali w Zawadzie.

Więcej o: