Czy Skra sobie poradzi? Prezes Szymczyk: Spróbujemy podołać wyzwaniu [WYWIAD]

- Podjęliśmy ryzyko, bo jeśli teraz nie przystąpimy do rozgrywek, to zostaniemy zdegradowani o dwie klasy, czyli do ligi okręgowej, a gdybyśmy się nie utrzymali, gralibyśmy w IV lidze. Zaryzykowaliśmy i spróbujemy podołać wyzwaniu, ale czy damy radę, nie wiem - mówi prezes częstochowskiej Skry, Artur Szymczyk.
Rozmowa z Arturem Szymczykiem

Pit: Jak widać po wynikach Skry, warto stawiać na młodych i mowa nie tylko o zawodnikach, ale i trenerach...

Artur Szymczyk: - Jeśli trafi się - tak jak my - na osoby ambitne, to procentuje. Tacy młodzi ludzie chcą pokazać, że warto było na nich stawiać, że nie są gorsi od innych.

Czy i po tym sezonie, tak jak to bywało ostatnio, Skrę czeka rewolucja kadrowa?

- Trenerzy i piłkarze się sprawdzili i na pewno dobrze byłoby, aby u nas zostali, ale wiadomo, że jakieś zmiany będą. Pokazali się z dobrej strony i już mają oferty z klubów gdzie dostaną stypendia. Połowa naszych zawodników ma ofertę z Karpat Krosno, gdzie zaproponowano im niewielkie, ale jednak stałe i pewne pieniądze. Wiadomo, że każdy chciałby mieć tą finansową pewność, móc się skupić na treningach i grze.

Czy to, co wystarczyło na trzecią ligę do tej pory, wystarczy na tą "zreformowaną". Wyzwanie rosną, rosną i koszty, a wiadomo, że Skra nie może liczyć ostatnio na zbyt hojne wsparcie miasta. Czy sobie poradzi?

- Pomoc miasta to tyle, że pierwsza drużyna ma gdzie grać, bo miasto utrzymuje obiekt, to oczywiście jest jakieś wsparcie, ale w wielu innych podobnych do Częstochowy miastach takie kluby jak nasz mają znacznie większą pomoc. Jak się dostaje 1,5 mln tak jak Raków, to można coś z tym zrobić. Miasto nie daje co prawda na utrzymanie seniorów, ale na promocję, ale jestem pewien Skra też promuje miasto i zasługuje na wsparcie. W końcu jesteśmy drugą po Rakowie drużyną piłkarką w mieście i nie można Skry traktować tak jakby jej nie było. Ta pomoc też nam się należy.

W urzędzie podkreślają, że nie jest ich zadaniem wspieranie seniorskiego sportu...

- A jak to możliwe, że w wielu miastach jak Bielsko, Bytom, Sosnowiec miasto w formie stypendiów wspomaga kluby? Dlatego w Bielsku mają kilka drużyn, bo dostają wsparcie od samorządu. Nie chodzi oczywiście o to, żeby miasto w całości przejęło obowiązki finansowe, ale żeby zapewniło minimalne podstawy. O całą resztę niech dba zarząd klubu. Jeśli już znajdą się działacze, sponsorzy - prywatne osoby, którzy chcą coś robić dla lokalnej społeczności, to niech wiedzą, że nie oczekuje się, by w całości "załatwili" sprawę za samorząd. Bo samorządy są po to, żeby krzewić tą kulturę, żeby była w mieście jakaś rozrywka itd. Tu chodzi o współpracę, nie to, że się nam należy i miasto musi nam dać. Gdy taka współpraca istnieje, mobilizują się jedni i drudzy. Bo jeśli jako zarząd zobaczymy wsparcie ze strony miasta, to tym bardziej będziemy się starać, nie osiądziemy na laurach, bo wiemy, że możemy to stracić.

Nie tak dawno zorganizowaliście przed Urzędem Miasta protest z udziałem młodych piłkarzy, ich rodziców przeciwko pomijaniu Skry przy podziale miejskich pieniędzy. Coś się dzieje dalej w tej sprawie?

- Mam wątpliwości czy ten nasz protest został dostrzeżony i potraktowany poważnie. Dostaliśmy jedno pismo z lakoniczną odpowiedzią i tyle. Czyli można powiedzieć, że nic się nie zmieniło.

Ma pan pewność, że Skra zagra w tej zreformowanej III lidze?

- Nie mam pewności i obawy są duże. Pracujemy jednak nad tym, żeby w tej nowej III lidze zagrać. Podjęliśmy ryzyko, bo jeśli teraz nie przystąpimy do rozgrywek, to zostaniemy zdegradowani o dwie klasy, czyli do ligi okręgowej, a gdybyśmy się nie utrzymali, gralibyśmy w IV lidze. Zaryzykowaliśmy i spróbujemy podołać, ale czy damy radę, nie wiem. Na razie robimy wszystko, żeby podołać wyzwaniu i przystąpić do rozgrywek w III lidze, ale w tej chwili nic jeszcze nie jest pewne

Prowadzicie szerokie szkolenie, kiedy do pierwszej drużyny trafią wasi wychowankowie?

- Mamy takie zamierzenia, żeby na wychowankach budować drużynę Skrę, ale wiadomo, że ta praca, którą od paru lat wykonujemy dopiero za jakiś czas przyniesie efekt. Myślę, że za jakieś 2-3 lata się przekonamy czy nasz system się sprawdził, czy potrafimy szkolić.

Ale najważniejsze jest przy tym, żeby istniała niezła pierwsza drużyna, bo ta młodzież musi mieć jakieś wzorce i cel do którego dąży. Jak nie będzie tej głowy, na kręgosłupie którym są młodzieżowe drużyny, to nie będzie także motywacji do pracy. Tego się obawiamy, że jak nie podołamy z pierwszą drużyną, to zabijemy radość trenowania u naszej młodzieży, bo widzimy, że taka radość jest i wszyscy stawiają sobie cel, żeby dostać się do pierwszej drużyny. To jest nasza zadanie, żeby dotrwać do czasu, gdy nasza młodzież będzie stanowić większość w pierwszym zespole. Oczywiście, nie myślimy, żeby wychowanków traktować gorzej i na nich oszczędzać, koszty też będą, ale jednak niższe.

Robicie wiele, żeby wypromować klub, ale ciągle na meczach jest mało kibiców. Jak to zmienić?

- Wiadomo, że my mieliśmy długą przerwę, klub niemal przestał istnieć i dzisiaj widać tego efekty na trybunach. Nie dochowaliśmy się jeszcze swoich kibiców.

Jeśli teraz znów miałoby nie być pierwszej drużyny na jakimś fajnym poziomie, to oczywiście kibiców nie przybędzie.

- To jest też tak, że jak się szkoli młodzież to wychowuje się nie tylko piłkarzy, ale i przyszłych kibiców. Mamy więc nadzieję, że z czasem to się poprawi. Mam też świadomość, że kibice są, jeśli jest sukces. Gdy walczyliśmy o awans do II ligi to było ich znacznie więcej niż teraz, ale to przecież w sporcie normalne.