20 lat, a już rekord Polski. "Rio jest w głowie już od roku"

Maria Andrejczyk wyrównała niedawno rekord Polski i po raz pierwszy wypełniła minimum uprawniające do startu w igrzyskach olimpijskich. - Rio to marzenie i jestem coraz bliżej jego spełnienia - mówi 20-letnia oszczepniczka.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Maria Andrejczyk okazała się gwiazdą Memoriału Zygmunta Szelesta, który odbył się w Warszawie. Oszczepniczka Hańczy Suwałki uzyskała rezultat 64,08 m i tym samym wyrównała rekord Polski, który miał już dziesięć lat (w 2006 roku ustanowiła go Barbara Madejczyk).

Ogromne zaskoczenie

- Ten wynik był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, nie spodziewałam się, że po tak długiej podróży z Pekinu mogę osiągnąć taki rezultat. Bardzo się cieszę. Wypełniłam minimum na igrzyska olimpijskie i jest troszeczkę stresu mniej, bo zależało mi na tym, żeby zrobić to jak najszybciej. Teraz ten wynik muszę jeszcze powtórzyć [minimum wynosi 62 m - red.], ale myślę, że to kwestia czasu - mówi zawodniczka z Sejn i dodaje: - Jestem zadowolona z tego, że moje rzuty są powtarzalne. To nie jest tak, że raz rzucę 64 metry, a reszta jest na 55 metrów. W Warszawie trzy rzuty miałam powyżej 60 metrów. To był mój pierwszy konkurs w życiu, w którym miałam trzy tak dalekie rzuty. Widać, że cała praca, jaką zrobiliśmy zimą i wiosną, nie poszła na marne. Fajnie przekłada się ona na wyniki i mam nadzieję, że przełoży się jeszcze na więcej.

- Po ostatnich problemach, jakie mieliśmy ze zdrowiem, nie spodziewaliśmy się, że tak szybko ten wynik przyjdzie - dodaje Karol Sikorski, klubowy trener Andrejczyk. - Tym bardziej że dopiero dwa dni przed konkursem w Warszawie wróciła z mityngu z Pekinu i była zmęczona. Planowaliśmy więc, że w Warszawie odda dwa rzuty i potem zobaczymy, co będzie. Wyszło bardzo dobrze, miała trzy rzuty powyżej 60 metrów. Powoli następuje stabilizacja formy, ale wiemy też doskonale, że jeszcze nam trochę brakuje do idealnego przygotowania.

Rekord mimo problemów

Wyrównanie rekordu Polski wzbudza tym większy szacunek, biorąc pod uwagę, że oszczepniczka nie była w optymalnej formie podczas tego konkursu. Była po długiej podróży z Pekinu (podczas mityngu IAAF World Challenge zajęła siódmą lokatę z wynikiem 60,14 m, wypełniła minimum na lipcowe mistrzostwa Europy w Amsterdamie), a przede wszystkim ma problemy z kolanem i stopą.

- Kolano odezwało się zaraz po powrocie z obozu w Hiszpanii. Nie mogłam biegać, chodzić po schodach. Po wykonanym USG doktor stwierdził, że mam kolano "skoczka" i bardzo chorą chrząstkę. Kolano jest prawdopodobnie do operacji, ale przecież teraz operować się nie będę, bo cały sezon sobie zawalę. Muszę jakoś wytrzymać aż do igrzysk - mówi Andrejczyk, o której rehabilitację dba mama fizjoterapeutka.

Pierwszy krok do Rio

Marzeniem 20-letniej oszczepniczki jest start w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Pierwszy krok do wylotu w sierpniu do Brazylii został już wykonany, bo uzyskała wynik powyżej 62 metrów. Minimum trzeba jednak uzyskać dwukrotnie, a ponadto dobrze wypaść pod koniec czerwca na mistrzostwach Polski.

- Nie czuję jakiegoś wielkiego niepokoju, że nie uda mi się powtórzyć tego wyniku. Powinno być dobrze - stwierdza Maria Andrejczyk.

- Ostatnio jej rzuty są bardzo stabilne. W zasadzie wszystko jest na poziomie 60 metrów i to daje nadzieję, że w praktycznie w każdym starcie może 60 metrów przekroczyć i dołożyć ewentualnie coś jeszcze - uważa trener Karol Sikorski. - Przy sprzyjających warunkach, dobrym samopoczuciu i formie dnia może przekroczyć 62 metry ponownie - w tej kwestii jesteśmy spokojni. Tym bardziej że już w kwietniu na treningach potrafiła rzucać po 60 metrów. Tym samym ten ostatni wynik to nie jest jakiś niespodziewany skok. Cały okres przygotowawczy był przepracowany bardzo dobrze, Majka była zdrowa, co jest bardzo ważne. Wykonany został kawał ciężkiej roboty i to przynosi efekty. Jak się mówi, "kto płacze zimą, ten cieszy się latem". Trzeba mieć talent, ale i ciężko pracować, żeby to wszystko mogło się złożyć w dalekie rzucanie.

Zawodniczka Hańczy Suwałki nie zakłada innej możliwości niż ta, że w igrzyskach w Rio wystartuje.

- Rio jest w głowie już od tamtego roku. Bardzo chcę tam lecieć, to jest ogromne marzenie i jest coraz bliżej do jego spełnienia - mówi aktualna mistrzyni Europy juniorek.

Trochę inaczej do tej kwestii podchodzi natomiast trener klubowy.

Zdobywanie doświadczenia

- Staram się tonować nastroje i myśleć na bieżąco, trzeba myśleć o najbliższych startach - podkreśla Karol Sikorski. - Jestem pewny, że ona wypełni minimum po raz drugi i pojedzie do Rio, ale uważam, że trzeba myśleć do najbliższej imprezy startowej. Na razie nie ma co się rozwodzić nad Rio, tylko trzeba zrobić do końca to, co mamy zaplanowane. Co prawda ciężko to pogodzić, bo jest wiele startów, ale z drugiej strony dla tak młodej zawodniczki start w mistrzostwach Europy w Amsterdamie [początek lipca - red.] jest ważny jak Rio. Będzie to impreza, gdzie można wejść na poziom finałów, a to jest już duża sprawa dla tak młodej zawodniczki, a ponadto duże doświadczenie, które powinno procentować w przyszłości. Zresztą już procentuje chociażby start w ubiegłym roku na mistrzostwach świata. Co prawda wynik w Pekinie nie był najlepszy [brak awansu do finału i 28. miejsce - red.], ale teraz to doświadczenie procentuje. Majka jest pewna, nie boi się rzucać z najlepszymi, rywalizuje z nimi jak równa z równą. Co innego bowiem starty w kraju wśród znanych rywalek, a co innego starty na świecie. Takie występy dają pewność, a Majka zrobiła też dzięki nim olbrzymi postęp, jeżeli chodzi o sprawy mentalne, bo trzeba też się umieć sprzedać na tej rzutni. W zeszłym roku w Pekinie Majka zapłaciła frycowe, ale to teraz procentuje.

Jak daleko poleci oszczep?

Rezultat 64,08 m daje Marii Andrejczyk czwartą pozycję na listach europejskich oraz szóstą na listach światowych.

- To się będzie zmieniać, bo jest wiele mityngów, ale na pewno jest to wynik na finał każdej światowej imprezy - mówi Karol Sikorski.

Tak trener, jak też zawodniczka nie potrafią jednak odpowiedzieć na pytanie, na jaki rezultat można liczyć w przyszłości.

- Sama nie wiem, na ile mnie teraz stać. Jestem jeszcze młoda i czasami mam obawy, czy to nie jest za wcześnie na takie wyniki, bo w moim wieku teraz nikt na świecie nie rzuca tak daleko - zastanawia się Maria Andrejczyk. - Czasem mam takie obawy, ale z drugiej strony to może teraz jest mój czas i nie będę się ograniczać, będę rzucać na maksa.

- Rezerwy na pewno są, ale w tej chwili nie będę mówił o żadnym wyniku. Majka naturalnie jest bardzo sprawną i silną dziewczyną, i jest w niej duży potencjał. Jeżeli nawet na zmęczeniu w niepełnej dyspozycji może oddać tak daleki rzut jak w Warszawie, to może rzucać daleko - stwierdza trener i dodaje: - Jak mówią bardziej doświadczeni trenerzy ode mnie: talent znamionuje duży postęp, to jest normalna sprawa wśród utalentowanych zawodników, że często te progresy są kilkumetrowe, i to się sprawdza. Majka to duży talent, a przed nią kilkanaście lat rzucania, jeśli zdrowie pozwoli. Ona rozpoczyna dopiero swoją karierę, a już widać było w zeszłym roku, jaki ma potencjał, a w tym roku jest tego potwierdzenie. Ponadto na przykład siłowo nie jesteśmy jeszcze na wysokim poziomie w porównaniu do światowej czołówki, bo to jest młoda zawodniczka i nie ma co się spieszyć. Żeby to się wszystko utrwaliło, potrzeba też czasu. Jak na razie robimy jak najwięcej rzeczy związanych z techniką, z szybkością, a siła jest na takim poziomie, gdzie można dużo poprawić.

Najbliższy start przed Marią Andrejczyk w niedzielę na mityngu w Niemczech. Potem 31 maja są zawody w Rydze.

- Od tego, jak się będzie prezentowała w tych startach, zależą kolejne występy - wyjaśnia trener Karol Sikorski. - W planie jest m.in. 6 czerwca mityng w Czechach, potem są mistrzostwa Polski i oczywiście mistrzostwa Europy. Dopiero po mistrzostwach w Amsterdamie będziemy myśleć, mam nadzieję, o starcie Rio.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl