Dziesięć lat razem z Zawiszą. Jego karierę zatrzymał wypadek

Dłużej w Zawiszy niż Maciej Kona jest tylko jego najbliższy kolega Jakub Łukowski. Piłkarską karierę chwalonego przez ekspertów zawodnika zatrzymał nieszczęśliwy wypadek.
- Wywiad? A jaki ze mnie piłkarz, skoro nie gram? - uśmiecha się 19-latek. W debiutanckim sezonie zagrał w 26 meczach. Ostatni raz kopnął piłkę ponad miesiąc temu. Kiedy razem z Jakubem Łukowskim wracał z treningu, potrącił ich samochód prowadzony przez kobietę, która odbierała dzieci z działającego na terenie Zawiszy przedszkola. Łukowski wpadł pod auto, Kona przeleciał nad maską. Przechodnie od razu zadzwonili po karetkę. W szpitalu Kona usłyszał, że wszystkie kości są całe. Po tygodniu ból pleców nie dawał mu spokoju. W tym samym szpitalu na zdjęciu rentgenowskim lekarze doszukali się pęknięcia wyrostka kręgu. Po dwóch tygodniach powtórka. Ból w klatce piersiowej. Tym razem stwierdzono przesunięty krąg.

- Liczę, że za dwa tygodnie wrócę do treningów. Na razie chodzę na rehabilitację i czekam na konsultację. Wciąż nie do końca wiadomo, co mi jest - mówi piłkarz.

Wśród piłkarzy pierwszej drużyny od nastoletniego pomocnika dłużej w Zawiszy jest tylko Jakub Łukowski. Kona przyszedł do klubu w wieku 9 lat. Na Gdańską zaprowadzili go rodzice. Ojciec grał w piątej lidze, cały czas rusza się w piłkarskich szóstkach.

Maciej Kona zaczynał na piaszczystym boisku przy torach tramwajowych - w tym miejscu jest teraz plac do gry ze sztuczną nawierzchnią. Przeszedł przez wszystkie szczeble klubowego szkolenia. Przez lata podawał piłki na meczach pierwszego zespołu. - Piotr Bajera, Benjamin Imeh czy Robert Tomczak, mój były trener, to piłkarze, którzy robili na mnie wrażenie - opowiada.

Zanim Mariusz Rumak dał mu szansę na zapleczu ekstraklasy, występował w IV lidze i Centralnej Lidze Juniorów. Zadebiutował w pierwszej kolejce tego sezonu, w pojedynku z Arką. - Na mecz w Gdyni przyszło kilka tysięcy kibiców. Pytałem siebie, co tu robię. Ale nerwy puściły po pięciu minutach - opowiada.

Jakie to uczucie występować w pierwszej drużynie po 10 latach gry w zespołach młodzieżowych?

- Spełnienie. Marzyłem o tym, ciężko pracowałem i mi się udało.

Wypowiadanie słów młodemu piłkarzowi przychodzi z trudem. Mocno się zacina. Idzie mu łatwiej, jak kogoś zna. Ale nie narzeka i jak mówi, stara się robić swoje. A za to, co robi, czyli występy na boisku, zbiera dobre recenzje. Wiele razy na antenie Polsatu Sport chwalił go Andrzej Iwan. - Słyszałem, bo często oglądam powtórki meczów. Chcę wiedzieć, co źle zrobiłem. Miło słyszeć pochwały, w szczególności od byłego piłkarza, który sporo osiągnął - mówi. Równie dokładnie jak swoje występy analizuje najlepszych na swojej pozycji - Sergio Busquetsa, a od tego sezonu N'Golo Kanté z Leicester City. - Do tego drugiego jest mi bliżej. Też staram się dobrze biegać - mówi.

Kona skupia się na przechwytach, do jego zalet należy też otwierające podanie. Na razie bury w szatni zazwyczaj go omijają. Nawet jak popełnia błędy, trenerzy nastolatka oszczędzają. - Muszę pracować nad gorszą nogą i strzałem z dystansu. Przydałoby się też kilka kilogramów więcej, na początek przynajmniej 5 - mówi Kona.

Ile dokładnie waży, nie chce powiedzieć. Patrząc na jego chude ciało, aż trudno uwierzyć, że daje sobie radę w walce z dorosłymi mężczyznami. - Muszę się wzmocnić, ale uważam, że przy główkach daję sobie radę. Najważniejszy jest timing - tłumaczy. Jak się poruszać, pokazywał mu Hermes, który sam występował na tej samej pozycji. Pokazywał, gdzie trzeba się poruszać, żeby zbierać piłki, które po dośrodkowaniach wracają przed pole karne.

W tym sezonie Kona najczęściej tworzył parę defensywnych pomocników z Kamilem Drygasem. To jego najczęściej obserwuje na treningach. - Brakuje mi jego spokoju z piłką. Przyjęcie, spojrzenie i odegranie. Nie jest elektryczny.

Momentów zwątpienia w starciu z doświadczonymi rywalami nie miał, choć słabsze mecze się zdarzały. - Pokazywałem przyzwoity poziom. Miałem mecze świetne, bywało też, że grałem piach. Zawaliłem ćwierćfinał Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław. Walczyłem z tyłu, ale za mało dawałem z przodu. Słabo było też w Grudziądzu, straciłem za dużo piłek - opowiada. Najlepszy mecz?

- Dobrze zagrałem z Miedzą u siebie. Pierwsze spotkanie, w którym czułem moc.

Kontrakt trzyma go w Zawiszy do końca przyszłego sezonu. Chce pomóc w awansie, a potem zdecyduje, co dalej. W przyszłym sezonie wciąż będzie młodzieżowcem, będzie mógł liczyć na regularne występy w I lidze - i to nie tylko dlatego, że regulamin wymaga wystawienia jednego zawodnika do lat 21. Kolejnym celem dla Kony jest gra w ekstraklasie - najlepiej oczywiście z Zawiszą.