Marcin Kamiński odchodzi z Lecha Poznań w przykrej dla siebie atmosferze

- Nie spodziewałem się, że coś takiego może mnie spotkać za słowa, których nie powiedziałem - mówi Marcin Kamiński, obrońca Lecha Poznań. Opuszcza Kolejorza po 11 latach gry w przykrej dla niego atmosferze
Marcin Kamiński nie jest wychowankiem Lecha Poznań. Pochodzi z Konina i zaczynał w tamtejszym Aluminium (dzisiejszy Górnik Konin), ale z Kolejorzem zdążył się zrosnąć przez 11 lat pobytu w poznańskim klubie. Ma 24 lata i 208 spotkań rozegranych w barwach Kolejorza - niewielu graczy w tym wieku mogłoby się pochwalić takim dorobkiem. A to dlatego, że Marcin Kamiński wcześnie zaczął - z pominięciem dłuższej gry w rezerwach wskoczył do pierwszej drużyny Lecha już w listopadzie 2009 roku, za czasów trenera Jacka Zielińskiego. Jako 17-latek zagrał wtedy w ostatnich sekundach meczu z Ruchem Chorzów. W grudniu był już podstawowym obrońcą Kolejorza.

Jest rekordzistą pod względem częstotliwości gry w barwach poznańskiej drużyny. W poprzednim sezonie rozegrał 36 spośród 37 meczów ligowych, z czego tylko raz nie od pierwszej minuty. W tym sezonie zabrakło go w jedynie dwóch spotkaniach ligowych, do tego doszło 11 gier w europejskich pucharach, 4 w Pucharze Polski, no i Superpuchar.

A jednak Marcin Kamiński odchodzi z Lecha Poznań w przykrej atmosferze i wyraźnie zniesmaczony. Jak to się stało?

"Marcin, idź precz!" za "Nigdy nie mów nigdy"

Kibice Kolejorza są dla niego bezwzględni. "Marcin, idź precz!" - piszą na Twitterze. - "Wychowanek, a mentalne zero", "Kamiński to symbol kompromitacji Lecha", "To miałki piłkarz, jak najmniej takich", "Nie zostawiał serca na boisku. Nie pasował tutaj" - można przeczytać. Kibice twierdzą dzisiaj, że właściwie niczego Marcinowi Kamińskiemu nie zawdzięczają, choć ma on na koncie dwa tytuły mistrzowskie.

Zarzuty wobec obrońcy nie dotyczą jedynie prezentowanej przez niego formy - z pewnością niższej niż chociażby w poprzednim sezonie czy też w 2012 roku, gdy selekcjoner Franciszek Smuda zabrał go do kadry na Euro 2012 w Polsce. Marcin Kamiński nie rozegrał wówczas jednak ani jednego z trzech meczów Polaków.

Kibice Kolejorza zarzucali mu najpierw, że nie wypowiedział się kategorycznie w sprawie możliwego przejścia do Legii Warszawa i użył określenia "nigdy nie mów nigdy", podczas gdy zawodnik związany z Lechem emocjonalnie powinien to wykluczyć.

"11" najefektywniejszych piłkarzy ekstraklasy rundy wiosennej


Teraz Marcin Kamiński znalazł się na cenzurowanym po filmie nagranym przez duńskiego gracza Lecha Nickiego Bille i wrzuconego do internetu podczas wyjazdu poznaniaków na finał Pucharu Polski w Warszawie. Najbardziej oberwało się za to nagranie kapitanowi Lecha Łukaszowi Trałce, który mówił na filmie pod adresem otaczających autobus kibiców: "Nie wal w ten autokar, pało...". Jednakże w tle słychać też inne słowa pod adresem kibiców zgromadzonych pod stadionem w niedzielny poranek: "Że też im się chciało".

Marcin Kamiński został rozpoznany przez kibiców jako ich autor, za co spadła na niego gigantyczna krytyka. Podczas ostatniego meczu sezonu, w którym Lech zagrał z Ruchem Chorzów (i wreszcie wygrał 3:0), na trybunach zawisł transparent o treści "Że nam się chciało oglądać to co na boisku się działo". Kibice także wygwizdali Marcina Kamińskiego i skandowali "Kamyk, ty pało, czy tobie się dzisiaj chciało?".

Najgorszy moment w Lechu - ostatni mecz

W obszernej, pożegnalnej rozmowie z telewizją klubową LechTV, która zostanie wyemitowana w piątek o godz. 20.15, Marcin Kamiński odniósł się do tej sytuacji. Zapytany o to, jaki był najgorszy moment, jaki przeżył w Lechu, wskazał ów ostatni mecz. - Nie spodziewałem się, że może mnie coś takiego spotkać. Tym bardziej za słowa, których nie powiedziałem, i za słowa, które można rozumieć na różne sposoby. To był dla mnie najgorszy moment, tym bardziej że na ten mecz przyjechali wszyscy moi bliscy i oglądali to. To mnie najbardziej bolało - powiedział w materiale LechTV.

Kontekst słów "że też im się chciało" dla kibiców był oczywisty - oznaczały lekceważenie dla kibiców. Z tego, co mówi Marcin Kamiński, wynika, że on widzi w nich raczej wyrażenie podziwu i na dodatek zaprzecza, że to on je wypowiedział.

Po meczu z Ruchem Chorzów kapitan Lecha Łukasz Trałka poszedł do kibiców, by z nimi porozmawiać. Przeprosił ich za niefortunne - jak powiedział - sformułowanie z filmu. Marcin Kamiński z kibicami już nie rozmawiał.

Kierunek: Maccabi Tel Awiw?

Szykuje się do odejścia z Kolejorza po 11 latach gry w tym klubie. Jeszcze nie tak dawno Lech przedstawił mu ofertę przedłużenia kontraktu, co Marcin Kamiński uznał za schlebiające mu. Oferta jednak została ostatecznie wycofana, a strony uznały, że w tej przykrej dla gracza sytuacji lepiej będzie, gdy Lecha opuści. Jeszcze zimą głośno było o ofertach z Chicago Fire ze Stanów Zjednoczonych oraz NEC Nijmegen w Holandii. Do transferu jednak nie doszło.

Ostatnio obrońcę Lecha obserwował też turecki klub Tranbzonspor NK, grecki AEK Ateny, ale najpoważniejsze było zainteresowanie izraelskiego Maccabi Tel Awiw, które potwierdził dyrektor sportowy klubu z Izraela, a niegdyś znany piłkarz Jordi Cruyff (syn Johana Cruyffa). Negocjacje trwają. Maccabi Tel Awiw będzie grało w europejskich pucharach, Lech Poznań nie.



Czy Marcin Kamiński został pożegnany właściwie?