Rafael Crivellaro chce więcej grać. Tylko w jakim klubie?

Brazylijczyka w składzie Wisły nie widzi trener, ale... - Mam ważny kontrakt. Na razie nie wiem, czy zmienię klub - mówi Crivellaro.
Do Wisły trafił latem ubiegłego roku. Po odejściu Semira Stilicia, Łukasza Garguły i Dariusza Dudki krakowianie szukali środkowych pomocników. Obok Denisa Popovicia miał być jednym z tych, który pomoże zasypać wyrwę po odejściu Bośniaka. Stilić w ostatnim sezonie przy Reymonta miał udział w 21 bramkach zespołu -zdobył dziewięć, przy 12 asystował.

I choć Crivellaro wiosnę spędził w Ajman Club w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Krakowie od razu dostał trzyletnią umowę.

Początek miał niezły - w debiucie strzelił gola Górnikowi Zabrze, w kolejnych siedmiu meczach trafił jeszcze dwa razy. Wszystko, co złe dla Brazylijczyka, zaczęło się 14 września w Łęcznej. Wisła przegrywała z Górnikiem, ale kwadrans przed końcem miała rzut karny. Crivellaro nie był wyznaczony do wykonywania jedenastki, ale wziął piłkę. Uderzył słabo i bramkarz obronił. Wisła przegrała 0:1 i Brazylijczyk trafił na ławkę.

- Dla mnie to był zły sezon. Nie mogę wskazać jednego momentu, który o tym zdecydował, ale być może był to właśnie ten rzut karny w Łęcznej- przyznaje pomocnik.

I choć pod koniec jesieni - głównie z powodu plagi kontuzji - znów częściej wybiegał na murawę, klub już zimą starał się pozbyć piłkarza. Ten postanowił walczyć o miejsce w składzie - szansą miała być zmiana trenera. U Tadeusza Pawłowskiego zagrał tylko siedem minut. U Dariusza Wdowczyka dostał pół godziny z Zagłębiem Lubin, ale potem wylądował w rezerwach. W jednym z ostatnich meczów w III lidze z Wisłą Sandomierz... znów zmarnował rzut karny.

- Lubię Kraków. Zima nie była sroga, polska liga to dobre miejsce dla piłki, macie świetnych kibiców. Ale jeśli się nie gra, trudno pokazać sto procent możliwości - zaznacza.

Od kwietnia nie pojawił się na boisku. Skończył sezon z trzema golami w ekstraklasie, nie zanotował jednak żadnej asysty. Kilka dni temu Wdowczyk ogłosił, że Brazylijczyk i Witalij Bałaszow mają wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy. - Latem chcemy się z nimi rozstać - stwierdził szkoleniowiec.

Problem w tym, że obaj mają ważne kontrakty. Ukrainiec do końca roku, a Brazylijczyk jeszcze przez dwa lata. Jeśli nie znajdzie się klub chętny na ich usługi, trudno przypuszczać, by zrezygnowali z pieniędzy z Wisły.

- Skończyliśmy ligę, jadę do domu i będę rozmawiał z agentem. Postaramy się podjąć najlepszą decyzję. Jeszcze za wcześnie, by mówić o ofertach z innych klubów. Wciąż mam ważny kontrakt, nie mogę powiedzieć, że nie chcę tu zostać. Po prostu muszę więcej grać, będę szukać takiego rozwiązania, które mi na to pozwoli. Jedno jest pewne: nie wracam do Brazylii, zostaję w Europie - przekonuje Crivellaro.