Dlaczego Podbeskidzie spadło? To już koniec pięknej, pięcioletniej przygody Podbeskidzia z ekstraklasą...

Dlaczego Podbeskidzie spadło, skoro wcale nie grało tak źle? Próbują to zrozumieć ludzie związani z bielskim futbolem. Pamiętny gol Bartłomieja Koniecznego w meczu z Łęczną przyniósł utrzymanie w zeszłym sezonie. W obecnym teraz tego zawodnika zabrakło z powodu kontuzji. Konieczny najpewniej zakończy karierę już po zakończeniu rozgrywek. - Wszystko dlatego że w decydującej fazie sezonu moi koledzy ani razu nie zdobyli trzech punktów. Gdyby ktoś powiedział, przed przestąpieniem do rundy finałowej, że Podbeskidzie zdobędzie cztery punkty, a w ostatnim meczu nadal będzie miało szansę na utrzymanie, to popukalibyśmy się w głowy i pouczyli żeby nie był minimalistą - przyznaje Konieczny.

Juraj Dancik był piłkarzem Podbeskidzia w latach 2007-2014, obecnie gra w BKS-ie Stal. - Mogę mówić banały, że wystarczyło mniej goli tracić i więcej strzelać, ale tak naprawdę trzeba chłodnej, szczegółowej analizy, żeby dowiedzieć się co naprawdę było nie tak. jedno jest pewne: kiedy ja grałem w Podbeskidziu, nie baliśmy się nikogo, a wręcz przeciwnie wszyscy bali się nas. Nie chcę przez to powiedzieć, że tym chłopakom zabrakło waleczności, bo tak nie było, ale coś jednak poszło nie tak. Nie chcę nikogo sądzić, bo mógłbym łatwo kogoś skrzywdzić a nie byłem już przecież częścią tego zespołu. 

Wszystko jest pozamiatane

Leszek Ojrzyński, były trener Podbeskidzia jest dużo bardziej zdecydowany w sądach - Ten zespół kompletnie zmienił się po moim odejściu. Wiadomo, że zostało kilku zawodników, ale trzon jest inny. Patrzę więc na to z boku i widzę, że "Górale" mogli zostać rewelacją ligi, ale po zawirowaniach z "ósemką", wpadli w dołek, który zepchnął ich na zaplecze ekstraklasy. Podbeskidzie spadło, bo nie wygrało żadnego meczu w rundzie finałowej sezonu, w tych siedmiu dodatkowych meczach spisywali się po prostu źle. Teraz już wszystko jest pozamiatane - żałuje Ojrzyński.

Szczegóły? - Zaważyły błędy w obronie, ogólny spadek formy zespołu oraz słabsza dyspozycja kluczowych zawodników - Emilijusa Zubasa albo Mateusza Szczepaniaka. Oni od początku wiosny ciągnęli ten zespół w górę, a na koniec zabrakło ich dobrej gry. Drużyna na finiszu złapała jeszcze dołek psychiczny, z którego nie udało się już wygrzebać. Szkoda, bo znam większość ludzi pracujących w klubie i teraz będą musieli niestety grać w I lidze. Mam nadzieję, że szybko wrócą do elity - mówi Ojrzyński.

Radosław Gilewicz, były piłkarz m.in. VfB Stuttgart i Austrii Wiedeń; komentator Eurosportu) ma wyrobioną opinię. - Kiedy bielszczanie wylądowali w dolnej "ósemce", uszło z nich powietrze i zabrakło koncentracji. Rozczarowanie i strach, który czekał ich w związku z walką o utrzymanie, związał im nogi i grali bardzo bojaźliwie. Gra Podbeskidzia, która kręciła się wokół ciągłej obrony spowodowała, że nie udało im się wygrać żadnego meczu w fazie finałowej.

Gilewicz uważa, że Podbeskidzie przegrała pod względem mentalnym a trener Robert Podoliński nie potrafił dotrzeć do głów zawodników. - Pojawiło się ogromne rozczarowanie grą z zespołami z dolnej połówki tabeli a przecież trzeba było tak samo solidnie, jak wcześniej, grać w decydującej fazie sezonu. Podbeskidzie to nie jest drużyna, która mogła walczyć o europejskie puchary w tym sezonie, ale uważam, że utrzymanie było spokojnie w ich zasięgu. Na ten spadek składa się także to, że w polskiej ekstraklasie są minimalne różnice punktowe i seria porażek, powoduje że się spada na samo dno. Tak było w przypadku Podbeskidzia, które przecież zaczynało te ostatnie siedem meczów sezonu na pozycji lidera grupy spadkowej - mówi Gilewicz.

Konieczny: - Gdybyśmy wygrali choć jeden mecz i dołożyli do tego remis z Koroną, w sobotę mielibyśmy nadal szansę na utrzymanie. Sześć meczów i jeden punkt? Niewiarygodny wynik. Tak się w ekstraklasie utrzymać nie da. W zeszłym roku mieliśmy bardzie doświadczoną drużynę i to w końcówce zadecydowało o tym, że daliśmy radę. Wtedy niektórzy mówili, że marny to sukces, z roku na rok utrzymywać się w lidze. A co mamy teraz?

Grali zbyt zachowawczo

Krzysztof Klepczyński sprawozdawca sportowy Polskiego Radia Katowice często komentuje mecze Podbeskidzia. Co zdecydowało o krachu jego zdaniem? - Brak stabilności składu, bo uważam zawsze trzeba patrzeć na problem od początku, czyli w tym przypadku od pierwszych meczów. W ostatnich spotkaniach i fazie finałowej wyszła szczupłość ławki Podbeskidzia, a co za tym idzie brak możliwości manewru - podkreśla Klepczyński. - Zmiennicy wchodzący z rezerwy nie dawali niczego dobrego zespołowi. Ba; pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że niejednokrotnie psuli! Po drugie bielszczanie nie prezentowali w graniu konkretnego stylu, był bardzo duży chaos. To brało się moim zdaniem z nieugruntowania składu - uważa radiowiec. - Oczywiście, kontuzje, kartki, to wszystko zrobiło swoje, ale mimo wszystko środek pola był kompletnie niestabilny. O ile można powiedzieć, że obrona stanowiła monolit - oczywiście pomijając ostatnie mecze - to w środku panował za duży bałagan. To powodowało, że niezależnie który napastnik wychodził - a nawet kiedy wychodziła dwójka czyli duet Demjan - Szczepaniak - był osamotniony, nie mógł liczyć na większe wsparcie. Waleczność jest widoczna, jeżeli gra się klei. Dobitny jest przykład z meczu z Koroną: Podbeskidzie dopiero w 22.minucie wymieniło więcej, niż cztery podania. Samo bieganie nic nie daje. Walka moim zdaniem powinna polegać na tym, że gramy w piłkę i walczymy o to, żeby jej nie stracić i coś fajnego zagrać - podkreśla Klepczyński.

Gilewicz: - Zastanawiając się, jak wpłynęły wzmocnienia na obraz tego zespołu. Tacy piłkarze jak Możdżeń, Zubas czy Baranowski, mieli świetne fragmenty w tym sezonie, ale w decydujących momentach ich jednak "nie było". Moim zdaniem zabrakło szybkości, tempa, przyśpieszenia w decydujących momentach. Podbeskidzie, które chciało grać z kontry, kiedy ją wyprowadzało, wychodziło maksimum dwoma, trzema piłkarzami. Czterech zawodników atakowało, dopiero kiedy trzeba było gonić wynik. Drużyna grała zbyt zachowawczo, a to nie daje punktów.

Klepczyński: - Ten zespół ma też zbyt wysoką średnią wieku. Druga liga jest dużo bardziej fizyczna i bardziej wymagająca pod względem biegowym niż kiedyś, więc trzeba stawiać na większą ilość młodych zawodników. Żeby w tej lidze coś wywalczyć trzeba dużo biegać, a nie tylko "mieć nazwisko". Przykład? Spójrzmy chociażby na Miedź Legnica, z której wyrwał się Szczepaniak. Tam jest kosmiczna jak na pierwszoligowe warunki kadra, ale nie potrafią już któryś rok z rzędu wywalczyć awansu, bo nazwiska nie grają.

Dancik: - Trudno powiedzieć tak na gorąco i znaleźć jakieś konkretne powody tego spadku. Jedno jest pewne: jeden zdobyty punkt w sześciu meczach to za mało, żeby liczyć na utrzymanie.

Bądźmy tam nadal, pomóżmy piłkarzom

A jak na spadek patrzą kibice Podbeskidzia? - Nie chcę obarczać winą bezpośrednio poszczególnych zawodników, ale bez wątpienia z ekstraklasy nikt za nich nie spadł - podkreśla Szymon Furczyk, uczeń, który zaczął chodzić na mecze Podbeskidzia kiedy klub pojawił się w ekstraklasie. - To nie reforma rozgrywek, bo na nią wszyscy wyrazili zgodę i znali konsekwencje jej wprowadzenia, ale ich fatalna postawa na finiszu sezonu, spuściła Podbeskidzie z ekstraklasy.

Przykro to mówić, ale w najważniejszym momencie zabrakło liderów. Paranoją jest, że niektórzy zawodnicy spadając trzeci rok z rzędu z ligi przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy. Cała sytuacja jest bolesna tym bardziej, iż powoli pod Klimczokiem zaczynało być po prostu normalnie. Prezes z prawdziwego zdarzenia, ambitny trener, perspektywiczna kadra... Paradoks polega na tym, że wczesnej klub szarpany wewnętrznymi sporami, miał szczęście i przez kilka lat z rzędu szczęśliwie się utrzymywał. Wierzę jednak głęboko, że degradacja wzmocni nasze Podbeskidzie i w sezonie 2017/18 ekstraklasa znów zawita do Bielska-Białej. Mam nadzieję, że kibice nadal będą przychodzić na stadion przy ul Rychlińskiego, wsparcie piłkarzom będzie bardzo potrzebne. Okres po spadku to moment kiedy nasz klub będzie nas szczególnie potrzebował. Bądźmy obecni na meczach Podbeskidzia już od pierwszego meczu na zapleczu ekstraklasy - apeluje Furczyk.