15. PZU Cracovia Maraton. Ktoś musi pracować, żeby maraton przebiec mógł ktoś

Karmią, poją, masują, wręczają medale, okrywają kocem, przechowują rzeczy, dbają o bezpieczeństwo i zdrowie - ponad 2,5 tys. osób robi co w ich mocy, by podczas 15. PZU Cracovia Maratonu biegacze mieli komfortowe warunki do walki z dystansem i samym sobą
W tym roku Cracovia Maraton odbędzie się po raz 15. Wszystko zaczęło się 20 km od... granicy z Niemcami. - Historia jest dość prozaiczna. Na mistrzostwach Polski w maratonie w Dębnie w 1999 roku Andrzej Madej, krakowski amator biegania, zaproponował, byśmy pod Wawelem zorganizowali maraton. Zdawałem sobie sprawę, że będzie to wysiłek organizacyjny, zwłaszcza w tak dużym mieście - wspomina Edward Stawiarz, były maratończyk, olimpijczyk z Monachium (1972), wtedy kierownik sekcji lekkiej atletyki WKS Wawel. - Spotkaliśmy się w klubie i rozmarzyliśmy, by wzorem Londynu czy Nowego Jorku zorganizować maraton. Na to wszystko wszedł Robert Korzeniowski [czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie - przyp. red.]. Gdy mu opowiedzieliśmy, zapalił się do pomysłu, ale poprosił, byśmy poczekali i wrócili do tematu po igrzyskach w 2000 roku, a on nas wesprze.

Cracovia Maraton doszedł do skutku w 2002 roku. Biegacze wystartowali z Rynku Głównego, a do mety dotarło 700 osób. Przez cztery lata bieg organizowała fundacja "Z biegiem Wisły". Jak bieg zaczął się rozrastać, maraton na swoje barki wzięło miasto, a dokładnie Ośrodek Sportu i Rekreacji "Krakowianka". W 2009 roku organizację przejął Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie.

Maraton rozrósł się do takich rozmiarów, że jest punktem kulminacyjnym trzydniowych Krakowskich Spotkań Biegowych. W tym roku wraz z imprezami towarzyszącymi (bieg nocny, minimaraton, biegi: rodzinny, dla par, dla dzieci, maraton na rolkach) weźmie w nim udział około 15 tys. biegaczy. Najwięcej pracy organizacyjno-logistycznej to oczywiście niedzielny maraton. W centrum miasta dwie pętle w sumie 42 km i 195 m pokona około 6-7 tys. maratończyków.

Jak podkreśla Krzysztof Kowal, dyrektor ZIS, a także dyrektor 15. PZU Cracovia Maraton, prace nad imprezą trwają cały rok.

Postanowiliśmy więc poznać bieg od kuchni.

Trasa z google'a

Wszystko zaczyna się od wyznaczenia trasy, co w ponad 800-tysięcznym mieście sprawą łatwą nie jest. Zajmuje się tym wspomniany Piotr Sokołowski. Projekt trasy, najczęściej przedstawiony w kilku wersjach, trzeba uzgodnić z policją i zarządcą drogi. - To kompromis między utrudnieniami, które wprowadza organizacja biegu, a funkcjonowaniem miasta i innymi imprezami. Trzeba wziąć pod uwagę interes zawodników, którzy chcieliby, aby trasa była płaska i nie była monotonna. To wszystko trzeba pogodzić - wyjaśnia Sokołowski.

Trasa powstaje za pomocą... google maps. A potem zaczynają się negocjacje z policją i Zarządem Infrastruktury Sportowej i Komunalnej. W końcu organizator dostaje zgodę na wykorzystanie dróg w sposób szczególny danego dnia. Szczególny, bo np. zawodnicy biegną pod prąd czy też nie stają na czerwonym świetle. - Powstaje pokaźna książka, w której opisana jest każda najmniejsza zmiana ruchu. Na tej podstawie można przeprowadzić bieg - podkreśla Sokołowski.

Z dokładnością do 5 cm

By wyniki uzyskane przez maratończyków były uznawane np. przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), trasa musi mieć atest. Zajmuje się tym Tadeusz Dziekoński, jedyna osoba w Polsce, która ma uprawnienia do nadawania certyfikatu IAAF i AIMS (Międzynarodowe Stowarzyszenie Maratonów i Biegów Ulicznych). Oprócz niego atest tras biegowych w Polsce wykonuje jeszcze jego czterech współpracowników. - Bo to ciężka robota - zapewnia Dziekoński, który wydał ponad 500 homologacji.

Jak atestowanie wygląda w praktyce? Przy kole roweru montuje się licznik obrotów, potem na płaskim odcinku 400-500 odbywa się jego kalibrowanie. - Wsiadam na rower i przejeżdżam całą trasę. Jadę tak, jakby biegł zawodnik, czyli po teoretycznie najkrótszej drodze. Wynik wychodzi z dokładnością do 5 cm - twierdzi Dziekoński. - Jako wentyl bezpieczeństwa dodaje się jeden metr na kilometr. Tak się robi na całym świecie - czy w Nowym Jorku czy w Wólce Piasecznej.

Podczas trwającego 6-7 godzin atestu Dziekoński zwykle jedzie w eskorcie policji, a pomiar w dużych miastach, jak Kraków, odbywa się w niedzielę od rana, kiedy ruch jest najmniejszy. Homologacja jest ważna pięć lat, ale wystarczy, że na trasie był remont, by trzeba ją robić od nowa. Cracovia Maraton jest tak specyficznym biegiem, że za każdym razem droga dla biegaczy była inna. - W Krakowie to już chyba 30 razy robiłem atest. Czasem są dwie wersje trasy, a dwa lata temu były nawet trzy, a i tak przyszła powódź, więc trzeba było czwartą drogę wymyślić - wspomina Dziekoński. - Przygotowuję się w domu i już wstępnie wiem, czy dystans będzie za krótki lub za długi. Wtedy szukam rozwiązań, co zrobić, jak brakuje np. 100 czy 300 m. Tym razem w Krakowie poszło gładko, też dzięki temu, że organizator był przygotowany. Jedna przecznica była za daleko, ale potem trochę skróciliśmy na ul. Konopnickiej, a wydłużyliśmy przy Tauron Arenie i jest dobrze.

Komunia rzecz święta

Półtora miesiąca przed Krakowskimi Spotkaniami Biegowymi rozpoczynają się intensywne narady w sprawie zabezpieczenia biegów. Oczywiście najwięcej sił potrzeba przy niedzielnym maratonie. Andrzej Batko, koordynator ds. zabezpieczenia, co tydzień prowadzi spotkania z szefami służb, które mu pomagają. To ochrona, strażnicy miejscy, strażacy z Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej, szkoły policyjne, wojskowe, TKKF. Policji nie koordynuje, ale uzgadnia, w których miejscach powinna być. Policjantów, zwykle z drogówki, pomaga około 120. - Koordynuje prace około 400-450 osób. Na spotkaniach poszczególnym służbom wyznaczam zadania od A do Z. Muszą je znać na pamięć, by potem przekazać podwładnym - podkreśla Batko. - Trasa jest podzielona na odcinki. Na każdym jest różna liczba służb przeznaczonych do zabezpieczenia.

I tak np. w tym roku większe siły trzeba było rzucić na odcinek przy placu Marii Magdaleny. W dniu maratonu w kościele św. Piotra i Pawła odbędzie się bowiem pierwsza komunia święta i trzeba pomóc, by dzieci z rodzinami bezpiecznie przedostali się do świątyni. Innego rodzaju zabezpieczenie musi być na al. Krasińskich, by umożliwić przejście wysiadającym z autobusu.

Od trzech lat biegacze pokonują maraton na dwóch pętlach. Wcześniej było jedno dużo okrążenie zahaczające o Nową Hutę. To ułatwienie dla Batki. - Po prostu mamy krótszy odcinek do zabezpieczenia, więc potrzebujemy mniej osób. To, że są dwie pętle, sprawia też, że są mniejsze utrudnienia zarówno dla kierowców, jak i w komunikacji miejskiej - zaznacza koordynator.

Trzy minuty dla karetki

Na trasie maratonu najczęściej zdarzają się zasłabnięcia z powodu odwodnienia lub przegrzania organizmu. Rzadziej przytrafiają się kontuzje. Nad zdrowiem biegaczy będzie czuwać 48 osób. 10 karetek, dwa motocykle, osiem patroli pieszych i jeden punkt na Rynku Głównym - takie siły zadziałają na wypadek zagrożenia zdrowia. - Trzeci raz zabezpieczamy medycznie tę imprezę. Z tego doświadczenia wynika, że takie siły powinny być wystarczające - zapewnia Maciej Kisiel-Dorohinicki, koordynator medyczny Cracovia Maratonu. - To bardzo duże przedsięwzięcie z uwagi na liczbę biegaczy.

Wzdłuż trasy zostanie rozstawionych 10 zespołów ratownictwa medycznego. W pięciu będzie dodatkowo lekarz. Do tego po trasie będą jeździły dwa motocykle z ratownikiem, a do tego jeszcze osiem dwuosobowych patroli. Na Rynku stanie punkt medyczny z pielęgniarkami i lekarzem. - Karetki będą rozstawione w newralgicznych punktach tak, by jak najszybciej mogły dojechać do pacjenta. Zakładamy, że powinny być na miejscu w trzy minuty. Być może pierwsi będą ratownicy na motocyklu i udzielą wstępnej pomocy - wyjaśnia Kisiel-Dorohinicki.

Pierwszy raz podczas CM zostanie użyty system SNIKS, który jest bardzo pożyteczny dla koordynatora. - Umożliwia mi wgląd na pozycje, w których znajdują się karetki. Wiem też, co zespoły ratownicze w danej chwili robią, np. na jakim są etapie udzielania pomocy - tłumaczy Kisiel-Dorohinicki. - Mam nawet wgląd do kart medycznych pacjentów, które są na miejscu opisywane na tabletach.



Wolontariusze ze szkół łączcie się

Bez ich pomocy maratonu i żadnej dużej imprezy nie dałoby się przeprowadzić albo organizatorzy musieliby wydać setki tysięcy złotych, gdyby ich nie było. To wolontariusze. Przy organizacji Cracovia Maratonu pomaga ich około dwóch tysięcy. Dzielą się na indywidualnych i grupowych. Ci pierwsi pochodzą z naboru i zgłaszają się sami. Poprzez formularz na stronie krakowskiego wolontariatu sportowego określają, co chcieliby robić i jaka jest dyspozycyjność.

- Kontaktuję się też mailowo z tymi osobami, które wcześniej nam pomagały. Tyle że oni po kilku latach zwykle wyrastają z wolontariatu, kończą szkoły, zaczynają pracę i nie mają już czasu - mówi Damian Czkór z ZIS, odpowiedzialny m.in. za wolontariat. - Największą część wolontariuszy - wolontariat grupowy - pozyskujemy z krakowskich szkół, a także z ościennych miejscowości.

Np. z gimnazjum nr 17 na maratonie będzie pomagać około stu osób.

Wolontariusze indywidualni zwykle pracują w biurze zawodów, obsługują VIP-ów, są kierowcami. Często są także tzw. liderami, którzy nadzorują większa grupę, np. na punktach odżywczych lub dopingu.

Wolontariusze grupowi pełnią mnóstwo różnych funkcji. Część już tydzień przed imprezą zabiera się za pakowanie pakietów startowych i regeneracyjnych, a potem ich wydawanie. - Pracują niemal jak przy taśmie w fabryce - przyznaje Czkór. - To zwykle młodzi ludzie, a stoją przed nimi niełatwe zadania, jak choćby na mecie.

Na początku, gdy przybiegają pojedynczy maratończycy, jest łatwo. Gorzej, gdy co chwilę na metę wpadają grupy kilkudziesięciu biegaczy. A każdy musi dostać medal, koc termiczny, wodę, izotonik, w końcu pakiet regeneracyjny.

Wolontariusze obsługują też punkty żywieniowe i odświeżania, dbają o branding, rozstawianie reklam i oznakowanie trasy, przyjmują i wydają rzeczy do depozytu. - Punktów żywieniowych jest osiem, na każdym jest około 80 wolontariuszy. W depozycie jest ich około 100 - wylicza Czkór. - Trzeba też pamiętać o masażystach ze szkoły przy ul. Królewskiej. Będzie ich około 150.

Jak wyżywić i napoić tysiące biegaczy

Wspomnieliśmy o punktach żywieniowych, a wyżywienie i napojenie kilkunastu tysięcy biegaczy KSB to nie lada wyzwanie. - Kiedy znamy liczbę uczestników, przygotowujemy w przeliczeniu na osobę, ile potrzeba wody, bananów i izotoników. Oczywiście robimy to z górką. Lepiej, by trochę zostało, niż żeby zabrakło - tłumaczy Czkór. - Są specjalistyczne przeliczniki, ile wody powinniśmy mieć na jednego biegacza.

W pakiecie startowym zwykle jest baton i żel energetyczny, woda i izotonik. Do tego na trasie są punkty odżywcze i odświeżania. Na mecie biegacz dostaje pakiet regeneracyjny, a dzień przed startem może wziąć udział w pasta party i najeść się do syta makaronu, czyli "zatankować" węglowodany.

Skalę maratonu obrazuje zapotrzebowanie składane przez ZIS. Przytoczmy tylko kilka liczb:

kubki papierowe355 000 sztuk
woda niegazowana (0,5 l)51 250 sztuk
izotonik (0,7 l)45 650 sztuk
banany6400 kg
żele energetyczne6000 sztuk
tabliczki czekolady3400 sztuk
makaron1250 kg
sosy 750 kg