Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce 1:1. Pacjent zmarł, ale... wciąż walczy o życie

Podbeskidzie nadal bez wygranej w grupie spadkowej. Światełko w tunelu nadziei zapaliło się dla bielszczan po wyrównującym golu meczu z Koroną, już w doliczonym czasie gry.
- Jesteśmy w grze, nie umarliśmy, choć do 93 minuty sygnał nad łóżkiem pacjenta był ciągły i wskazywał na zgon. Pacjent umarł, ale się wylizał - obrazowo opowiadał po meczu trener Podbeskidzia Robert Podoliński. To znakomicie oddaje sytuację Górali, którzy są wręcz w dramatycznej sytuacji, ale wyrównujący gol w 93 minucie i tak pozwolił im wrócić do świata żywych i przywrócić nadzieję na utrzymanie.

Podbeskidzie do meczu o wszystko przystąpiło bez trzech podstawowych piłkarzy - Szczepaniaka, Chmiela i Sokołowskiego. Po czterech kolejnych porażkach bielszczanie, aby ratować szanse na utrzymanie musieli w piątek wieczorem pokonać Koronę. Ale nie tego tercetu brakowało Podbeskidziu tego dnia najbardziej - gospodarze choć toczył się jeden z najważniejszych meczów sezonu pokazali się z bardzo złej strony - brakowało cech tradycyjnie przypisywanych bielszczanom - agresywności, waleczności, przebojowości.

Korona widząc nieporadność miejscowych do przerwy dominowała, a przewagę przypieczętowała golem tuż przed końcem połowy. Bramkę po serii dobitek strzelił ostatecznie Sekulski.

W przerwie Marek Sokołowski komentował boiskowe wydarzenia w bardzo mocnych słowach. - Nie ma co kombinować, nie ma o czym myśleć. Tu trzeba wygrać, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam. Daliśmy wejść Koronie w mecz i to było najgorsze. Teraz nie mamy nic do stracenia. Przegrywamy i musimy wygrać. Te głowy trzeba schłodzić lodem i do walki - pieklił się weteran.

W II połowie Górale zagrali odważniej, jednak wciąż bardzo bardzo słabo. Kiedy w 81 minucie Oleg Wierietiło zaliczył kolejny faul, w efekcie czerwoną kartkę, kibice zaczęli opuszczać trybuny.

Tymczasem w doliczonym czasie gry bielszczanie cudem doprowadzili do remisu - w desperackim ostatnim ataku meczu Baranowski strzelił, a piłka po rykoszecie zatrzepotała w siatce! Remis!

- Dla nas to światełko w tunelu. Pierwszy punkt w grupie spadkowej. Liczę, że to będzie ten impuls, który zapali nas do wygranych w dwóch ostatnich pojedynkach - mówił po spotkaniu pomocnik gospodarzy Jakub Kowalski. - Nieważny styl, nieważne jak się wygrywa, ważne są punkty - jak mantrę powtarzali po spotkaniu Kowalski, Kołodziej i inni zawodnicy Górali.

Z boku boiskowym wydarzeniom przyglądał się Richard Zajac, który w Podbeskidziu najpierw jako piłkarz, potem trener bramkarzy, jest od 2010 roku. - Ciężko powiedzieć co się w Podbeskidziu dzieje, ciężko to zrozumieć. Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo słaba i musieliśmy stracić bramkę, by zacząć grać - kręcił głową Słowak. - Ten gol dał nam nadzieję i bardzo liczę, że pomoże się utrzymać - dodał Zajac.

Podbeskidzie ma teraz tyle samo punktów co zespoły z Łęcznej i Zabrza. I dwa mecze - wyjazd do Górnika Łęczna i na własnym stadionie z Wisłą Kraków. - Mam nadzieję, że fatum wraz z tym golem w 93 minucie nas opuściło - westchął Podoliński.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Sylwestrzak (44.), 1:1 Baranowski (90.+4.) Podbeskidzie: Zubas - Wierietiło Ż, Ż, CZ, Piacek, Baranowski, Mójta - Kowalski Ż, Kato, Sloboda (73. Kołodziej), Możdżeń, Tarnowski (46. Stefanik) - Demjan

Korona: Trela - Rymaniak, Dejmek, Diaw, Sylwestrzak Ż - Pyłypczuk, Jovanović, Grzelak, Fertovs (64. Aankour), Pawłowski (79. Sierpina) - Sekulski (56. Gabovs)

sędziował: Kwiatkowski (Warszawa); widzów: 5888.

Najlepsi Polacy w europejskich pucharach. Krychowiak ma szanse na powtórzenie wyczynu Bońka! [RANKING]