Jeden z twórców Cracovia Maratonu trafił do księgi rekordów Guinnessa. Za falstart

Edward Stawiarz został do niej wpisany po Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. 76-letni były lekkoatleta opowiada nam jak to się stało.
Stawiarz to jeden z najbardziej utytułowanych biegaczy z Krakowa (urodził się w Zakrzowie pod Krakowem). W biegach na 5 km, 10 km i maratonach zdobył w sumie 16 medali mistrzostw Polski. Jego rekord w maratonie to 2:18.35,8.

Po zakończeniu kariery został trenerem i działaczem sportowym WKS Wawel Kraków. Podkreśla, że to on namówił Roberta Korzeniowskiego, by reprezentował barwy tego klubu.

Właśnie z czterokrotnym mistrzem olimpijskim i biegaczem Andrzejem Madaejem Stawiarz stowrzył Cracovia Maraton, który w tym roku obchodzi jubileusz 15-lecia.

- Historia jest dość prozaiczna. Na mistrzostwach Polski w maratonie w Dębnie w 1999 roku przyszedł do mnie Andrzej Madej, krakowski amator biegania. Zaproponował, byśmy zorganizowali maraton w Krakowie. Umówiliśmy się na rozmowę w klubie Wawel, w którym byłem kierownikiem sekcji lekkiej atletyki. Spotkaliśmy się i rozmarzyliśmy, by wzorem wielkich miast jak Londyn czy Nowy Jork, też w Krakowie zorganizować maraton. Na to wszystko wszedł Korzeniowski. I spytał, o czym dyskutujemy. Gdy mu opowiedzieliśmy o naszym pomyśle, zapalił się do niego, ale poprosił nas, byśmy poczekali i wrócili do tematu po Igrzyskach w 2000 roku, a on nas wesprze w organizacji. I tak się stało - wspomina Stawiarz.

Zanim jednak Cracovia Maraton wystartował, cofniemy się o prawie 30 lat. Stawiarz był reprezentantem Polski na Igrzyska Olimpijskie w Monachium (1972). Startował w maratonie i właśnie wtedy trafił do księgi rekordów Guinnessa. Za popełnienie falstartu w maratonie!

- Miałem niski numer startowy, który pozwalał mi stanąć w pierwszym szeregu. Wtedy ruszaliśmy z bieżni stadionu olimpijskiego. Byłem pierwszy przy krawężniku, przyjąłem pozycję startową i kiedy sędzia powiedział: "Na miejsca, gotów", rywale na mnie naparli i jeden z nich mnie popchnął - wspomina Stawiarz. - Zrobiłem krok do przodu, zanim padł strzał. To jest normalnie traktowane jako falstart także w maratonie i w ten sposób niechcący trafiłem do księgi rekordów Guinessa. Byłem pierwszą osobą, która go popełniła.



Maraton w Monachium ukończył na 40. miejscu.