Sport.pl

Jagiellonia wygrała z Podbeskidziem. Charakter, trening, trybuna, ptaki...

Piłkarze Jagiellonii zdobyli w niedzielę bardzo ważne trzy punkt. Wygrana z Podbeskidziem jest tym cenniejsza, że białostoczanie potrafili odrobić straty, a decydującego gola strzelili już w doliczonym czasie gry
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Brawa dla kapitana, charakter



W poprzednim sezonie było kilka takich sytuacji kiedy Jagiellonia w końcówce potrafiła odwrócić losy meczów. W obecnych rozgrywkach był już z tym kłopot. Co więcej gdy białostoczanie jako pierwsi tracili bramkę mieli problem, aby wrócić do gry. Były spuszczone głowy i jakby brak wiary w to, że można zmienić wynik. W niedzielę w starciu z Podbeskidziem było jak w poprzednim sezonie - nic piłkarzy nie zrażało. Przegrywali 0:1 - doprowadzili do wyrównania, przegrywali 1:2 - po chwili znowu był remis. W końcu w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Taras Romanczuk zdobył gola na wagę trzech punktów.

Strzelcy bramek, asystenci są bardzo ważni, ale nie mniej ważną rolę odegrał w niedzielę Rafał Grzyb. Kapitan drużyny motywował co raz kolegów, jak trzeba było to i w ostrych słowach zwracał im uwagę. Ponadto to on zagrał piłkę w pole karne w sytuacji gdy padł gol na 3:2. Co ważne zawodnicy poradzili sobie z presją, przecież w przypadku porażki ich sytuacji w tabeli byłaby daleka od komfortowej.

Trening procentuje



Gola na 3:2 w starciu z Podbeskidziem zdobył Taras Romanczuk. Ogromną prace przy tej bramce wykonał jednak też Karol Świderski. Najpierw nie odpuścił i dobiegł do wydawało się zmarnowanej piłki. Następnie ograł rywala i znowu nie odstawił nogi i wślizgiem zagrał jeszcze futbolówkę do Tarasa Romanczuka. Świderski wziął chyba do serca słowa Michała Probierza. Trener na jednym z treningów zwracał mu uwagę, żeby nie odpuszczał, żeby szybciej doskakiwał do rywala. Jak widać trening zaprocentował.

Gol z akcji



W meczu z Podbeskidziem białostoczanie zdobyli trzy bramki. Wszystkie niezwykle istotne. Debiutanckie trafienie Dawida Szymonowicza pozwoliło piłkarzom Jagiellonii uwierzyć, że jeszcze nic nie jest stracone i można odwrócić losy rywalizacji. Gol Konstantina Vassiljeva był równie istotny, bo też pozwolił wrócić do gry. Gol na 3:2 był oczywiście najważniejszy. Po pierwsza ta bramka dała trzy punkty, a przecież była strzelona w doliczonym czasie gry. Po drugie był to gol zdobyty z akcji, a z tym białostoczanie mieli spore problemy. Nawet w meczu z Podbeskidziem był z tym kłopot. Było mnóstwo dośrodkowań w pole karne, ale brakowało finalizacji, Brakowało aż do 93 minuty.

Spotkanie przed trybuną



Przed miesiącem po porażce z Podbeskidziem doszło do ostrej rozmowy trenera Michała Probierza i piłkarzy z kibicami. Sympatycy Jagiellonii zarzucali piłkarzom, że zespół nie walczył, że się nie starali. Potem wszystkie nieporozumienia zostały wyjaśnione. W niedzielę doszło do symbolicznej sytuacji. Taras Romanczuk po strzelonym golu podbiegł pod tą samą trybuną. Atmosfera była już zupełnie inna - wszyscy fetowali zwycięskiego gola.

Ptaki na murawie



W sumie może nie wszyscy fetowali wygraną Jagiellonii. Wynik meczu i sytuacja na boisku była bez znaczenia dla... gołębi, które raz za razem pojawiały się pod jedną z bramek.

Jest oddech



Po wygranej z Podbeskidziem Jagiellonia ma pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Do zakończenia sezonu zostały trzy kolejki spotkań. Białostoczanie zagrają jeszcze na wyjeździe z Wisłą Kraków, u siebie z Termalicą Nieciecza oraz na wyjeździe z Koroną Kielce. Podopieczni Michała Probierza mogą odetchnąć. Co prawda teoretycznie mogą spaść z ligi, praktycznie trudno to sobie wyobrazić.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: