Ekstraklasa w Sport.pl. Jan Urban - rewolucjonista, psycholog i aktor. Zostanie w Lechu Poznań?

Brak wypracowanego stylu, porażki i zatarcie wrażenia z jesieni. To zarzuty, które mogą zaważyć na posadzie Jana Urbana w Lechu Poznań. Ale w Legii Warszawa, rywalu mistrza w finale Pucharu Polski (poniedziałek, godz. 16, relacja na Sport.pl - to jest twój LIVE) wciąż jednak bardzo dobrze wspominają trenera.
Urban ma ważny kontrakt tylko do końca tego sezonu. Jest opcja jego przedłużenia, ale pod warunkiem, że Lech awansuje do europejskich pucharów. Lecz trener Lecha przypomina, że jest jeszcze pole do negocjacji, tak jakby mówił, że przecież zarówno jedna, jak i druga strona może nie chcieć kontynuować współpracy.

Wydawać by się mogło, że mniej chętny do przedłużenia kontraktu mógłby być Lech. Urban wypracował z drużyną dobre miejsce do atakowania podium tabeli na koniec jesieni, ale gdy przyszła wiosna, to dobre wrażenie z poprzedniej rundy się zatarło. Lech częściej przegrywa, niż wygrywa. W dodatku "Kolejorz" nie ma dziś wypracowanego stylu, opiera się na indywidualnościach. Słowem: Urban to dobry trener do odmiany nastroju w szatni i wydźwignięcia zespołu z dna tabeli, ale wprowadzić na wyższy poziom powinien już ktoś inny.

Ale trener może przestrzec Lecha przed takim myśleniem. Dwa i pół roku temu podobnie myślał Bogusław Leśnodorski, gdy zamieniał Urbana na Henninga Berga. Norweg miał wprowadzić w Legii europejski sznyt. Kiedy i jego czas minął, Leśnodorski mówił w wywiadach, że Urban to najlepszy polski trener, a im więcej czasu upływa, tym bardziej się o tym przekonuje.

Z natury rewolucjonista

Zresztą podobnie swoje myślenie musiał zweryfikować poprzednik Leśnodorskiego - Mariusz Walter. Ten zwolnił Urbana sześć lat temu w trzecim sezonie pracy, by dwa lata później dać mu kolejną szansę. W pierwszym sezonie trener zdobył podwójną koronę.

Ale był to już inny Urban. W Warszawie podkreślają jak bardzo przez dwa lata się zmienił. Za pierwszym razem, w 2007 roku, był porywczy, miał naturę rewolucjonisty. Była to jego pierwsza praca nie tylko w Polsce, ale i w seniorskiej piłce. - Typowa przypadłość młodych ludzi, na dorobku. Nie miał doświadczenia, a wydawało mu się, że wszystko wie i zawojuje świat - wspomina lekarz zespołu Stanisław Machowski.

- Był świetnym zawodnikiem i za bardzo się tym sugerował. Nie rozumiał, że w Polsce dośrodkowania nie są tak celne jak w Hiszpanii, gdzie wcześniej pracował - dodaje Jacek Magiera, ówczesny legionista.

Potrafił jednak trafić do piłkarzy. - Wasza kariera jest krótka, o czym się przekonacie jak ją zakończycie. Robicie to, co lubicie, macie do tego talent i wam za to płacą. Waszym zadaniem jest dobrze zarządzać czasem, przykładać się do treningu i meczu. I wyciągać to, co najlepsze - powtarzał Urban zawodnikom Legii.

Machowski: - Bardzo dbał o piłkarzy, by mieli wszystko zabezpieczone. Sprawdzał, czy w domu mają wszystko w porządku. Wiedział, jak układ nerwowy jest dla piłkarza ważny. To niezły psycholog, choć na początku porywczość mu w tym przeszkadzała.

Zaczął wierzyć w ewolucję

Za drugim podejściem w Legii był zupełnie inny. Jeszcze bardziej zdecydowany, ale o wiele bardziej poukładany. Zobaczył, że pewne nowinki, które starał się wprowadzić za pierwszym razem, futbol już zweryfikował. Zmodyfikował treningi, większy nacisk położył na przygotowanie fizyczne. Widać było, że nabrał większego obycia z seniorami, sporo nauczył się też na kolejnych stażach i szkoleniach. Rewolucjonistę zastąpił ten, który w postęp wierzy przez ewolucję.

Spokojną, zachowawczą twarz pokazał też w Lechu. Choć jego polityka rotacji jesienią była radykalna, bo czasem w pierwszej jedenastce zmieniało się nawet siedmiu piłkarzy, to przyczyny jej wprowadzenia było skalkulowane na chłodno. Urban zobaczył jak fatalny jest stan psychiczny drużyny, więc zadbał o zadowolenie każdego piłkarza. Grali niemal wszyscy. W efekcie pojawił się wynik.

Magiera: - Te trzy rzeczy - drużyna, piłkarz i wynik - są dla niego najważniejsze. Wie, że wszystkie są ze sobą powiązane i trzeba dbać o każdą z nich.

Machowski: - Wie, że piłkarze na niego liczą, więc po porażkach przeżywa wszystko w sobie. Zawodnikom przekazuje optymistyczne bodźce, może jest też dobrym aktorem?

Liczy na starszych, wspiera młodych

Już po kilku treningach z Urbanem piłkarze Lecha mówili, że w szatni w końcu pojawił się uśmiech. Gdy Marcin Kamiński wychodził obok nowego trenera na pierwsze zajęcia, w żarcie usłyszał, że nie powinien przepuszczać piłek za plecy jak zrobił to w meczu fazy grupowej Ligi Europy z Bazyleą.

W ślad za żartami poszły jednak wymagania. Od dojrzałych zawodników wymaga cwaniactwa i dojrzałości. Ostatnio wciąż podkreśla jak ważna jest dla niego komunikacja między zawodnikami. Powiedział, że na odpowiednim poziomie pod tym względem w Poznaniu jest tylko dwóch piłkarzy: Tamas Kadar i Łukasz Trałka.

Tomasz Kiełbowicz, były obrońca Legii: - Wymagał od każdego tego samego, ale liczył na to, że starsi zawodnicy pociągną drużynę. Wspierał za to młodych, wierzył w ich potencjał.

Urban wprowadził do seniorskiej piłki dwóch obecnych reprezentantów kraju: Macieja Rybusa i Ariela Borysiuka. W drugim podejściu do Legii regularnie u niego grali Dominik Furman i Daniel Łukasik. W Poznaniu zadebiutowali 18-latkowie: Kamil Jóźwiak i Robert Gumny. Ten pierwszy zagrał nawet w pierwszym składzie w marcowym meczu przeciwko Legii. A gdy w kolejnym znanym z młodzieży klubie - Zagłębiu Lubin - słyszą nazwisko Urbana, natychmiast zaczynają mówić o tym, jak dobry wpływ na ich wychowanków miał obecny trener Lecha.

W swoim żywiole

Tamtejszy wychowanek - Damian Dąbrowski wspomina, że Urban wyjaśnił mu dlaczego defensywny pomocnik powinien podawać do przodu. Z kolei Furman podkreśla, że jako środkowego pomocnika ukształtowały go rozmowy z Urbanem i jego asystentem Kibu Vicuną. Obaj tłumaczyli zawiłości prawidłowego ustawienia w środku pola.

Szefom Lecha wystarczy tylko wyjrzeć przez okno gabinetu, by dostrzec wpływ Urbana na młodzież. W przeddzień ostatniego spotkania ligowego - z Lechią Gdańsk - widać było jak trener został na boisku treningowym wraz z trzema wychowankami klubu: Jóźwiakiem, Dawidem Kownackim i Karolem Linettym. Przez pół godziny pokazywał piłkarzom różne sposoby na wykorzystywanie sytuacji. Biegał, poprawiał młodych i wystawiał ich na różne próby. Widać było, że jest w swoim żywiole.

Teraz w Poznaniu trwają dyskusje, czy to wystarczające argumenty na obronę trenera. A mowa o klubie, który za cztery lata ma mieć w kadrze 60 proc. wychowanków, których ktoś musi wprowadzić do seniorskiej piłki.





Wygranie LM to za mało. Barcelona poza dziesiątką najbardziej dochodowych klubów świata