Duże straty w Wiśle Kraków

Wisła przegrała po raz pierwszy pod wodzą trenera Dariusza Wdowczyka i jej przewaga nad strefą spadkową zmalała do pięciu punktów.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl

Krakowianie ostatnio spuścili z tonu. Wraz z przyjściem nowego szkoleniowca zaczęli grać bardzo ofensywnie. W sześciu meczach zdobywali średnio ponad trzy gole. Pięć z nich wygrali, jedno zremisowali. W dwóch ostatnich spotkaniach strzelili cztery bramki, ale to wystarczyło tylko do wywalczenia punktu. Zarówno po meczu z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, jak i z Koroną w Kielcach szkoleniowiec miał dużo pretensji do zawodników. Najpierw wytykał im zbyt małe zaangażowanie.

- Sposób, w jaki graliśmy, zupełnie mi nie odpowiada i nie będę tego akceptował - podkreślał po meczu w Kielcach. - O pierwszych czterdziestu pięciu minutach można zapomnieć. Niektóre zachowania piłkarzy na boisku nie mogą się powtarzać. Będziemy pracowali nad tym, by pewne elementy, które nam nie przystoją, wyeliminować.

Indywidualnie najmocniejsza krytyka spadła na skrzydłowych Donalda Guerriera i Witalija Bałaszowa. Trener Dariusz Wdowczyk nie zwykł robić zbyt wielu roszad w jedenastce. Gdy zespół wygrywał, starał się nawet nie zmieniać zwycięskiego składu. Tymczasem w Kielcach dokonał niemal rewolucji. Za żółte kartki nie zagrali Patryk Małecki i Denis Popović, ale zmian było więcej. Polaka zastąpił Donald Guerrier. Na drugim skrzydle zamiast Rafała Boguskiego wybiegł Bałaszow. Na ławce rezerwowych usiadł też Paweł Brożek. Popovicia zastąpił Peter Brlek, a do podstawowego składu wrócił po pięciu miesiącach Krzysztof Mączyński. - Witalij rozegrał słabsze spotkanie, drużyna rezerw to nie pierwsza drużyna - to jest różnica jakości. To samo mogę powiedzieć o Donaldzie. Skrzydła w pierwszej połowie absolutnie nie funkcjonowały - denerwował się Wdowczyk. - Donald ma nie tylko zadania ofensywne, ale też trzeba wrócić, przykryć rywala, a w pierwszej połowie tego absolutnie nie było.

Do przerwy Wisła przegrywała 0:2. Szkoleniowcowi nie podobało się, że gole traciła po akcjach, które rozpoczęły się po rzutach wolnych. - Daliśmy się zaskoczyć Koronie ze stałych fragmentów, choć był to jedyny element, którym kielczanie mogli nam zagrozić. Zdecydowanie zbyt łatwo traciliśmy gole - dodał Wdowczyk.

Wisła dwukrotnie za sprawą rezerwowego Brożka (w karierze strzelił w ekstraklasie już 130 goli; jest 11. na liście wszech czasów) zbliżyła się do Korony na jedną bramkę, ale wyrównać nie zdołała. - Brakowało nam cierpliwości i dokładności - to był chyba klucz do tego, że kielczanie nas tak zdominowali w pierwszej połowie. Nie gramy ofensywnej piłki, nie stwarzamy sobie tylu sytuacji, jak to było jeszcze kilka tygodni temu. Nie ma co ukrywać, forma jest słabsza. Musimy się zastanowić nad tym, co zmienić, co poprawić, bo mamy mało czasu. Już w piątek rozegramy przecież kolejne spotkanie.

W Kielcach Wisła mogła właściwie zapewnić sobie utrzymanie. Po porażce nad strefą spadkową ma pięć punktów przewagi. - Sytuacja w tabeli jest taka, że mamy jeszcze trochę oddechu. Jeśli jednak dalej będziemy tak grać i nie zaczniemy znów punktować, to może zrobić się nieprzyjemnie - zaznaczył Brożek.

Będzie to o tyle trudniejsze, że w najbliższej kolejce obronę Wisły czeka rewolucja. Za kartki nie zagrają Arkadiusz Głowacki i Boban Jović, a jeden z ewentualnych zastępców - Rafał Pietrzak - leczy uraz.