Widzew Łódź - Pilica Przedbórz 4:0. Udany początek widzewskiej majówki

Osiem meczów - osiem wygranych. Takie osiągnięcie Widzewa musi robić wrażenie, nawet w IV lidze.
Kibiców oglądających wiosenne mecze Widzewa nie trzeba przekonywać, że na boisku zawodzi napastnik Robert Kowalczyk. Wychowanek klubu miał być liderem w ofensywie, jednak nie spełnia oczekiwań. Zimą, po transferze, obiecywał strzelenie kilkunastu goli, a przed niedzielnym meczem z Pilicą Przedbórz na swoim koncie miał tylko jeden. Podwoił dorobek błyskawicznie, bo już w 28. sekundzie. I na tym skończył, wracając do marnowania okazji.

Na szczęście gole strzelali skrzydłowi. W drugiej połowie tempo gry spadło, co zirytowało Michała Czaplarskiego. Kapitan Widzewa pokrzykiwał na kolegów, którzy grali chaotycznie w obronie. Świetne spotkanie po raz kolejny rozegrał Mariusz Zawodziński, z dobrej strony pokazał się także Kamil Bartosiewicz.

Wracając do napastnika, po raz kolejny na ostatnie minuty na boisku pojawił się Sebastian Kaczyński. I potwierdził, że jest prawdziwym widzewskim dżokerem. W ostatnich dwóch meczach piłkarz wchodząc z ławki, dwukrotnie trafiał do siatki. Podobnie było w meczu z Pilicą. W doliczonym czasie (sędzia przedłużył mecz aż o osiem minut, bo kibice rzucili na boisko serpentyny) Kaczyński pięknym strzałem ustalił wynik na 4:0. - Czy w końcu dostanę szansę? Nie wiem, to wszystko zależy od trenera - powtarza do znudzenia ambitny Kaczyński. - Po meczu z Polonią Piotrków trener mówił, że muszę się starać, a wszystko przyjdzie z czasem. Na razie mam stuprocentową skuteczność i czekam. Nie chcę się wypowiadać na temat kolegów. Czuję się gotowy na grę w pierwszej jedenastce. Wychodząc od pierwszych minut będę miał jeszcze więcej czasu, by strzelać. Może wygralibyśmy więcej niż 4:0?

Co na to Marcin Płuska? - Sebastian pełni rolę dżokera i wywiązuje się ze swoich zadań bardzo dobrze. Jeśli chodzi o Roberta Kowalczyka, to według mnie zrealizował założenia w ofensywie. Mógł strzelić więcej goli, ale jego występ oceniam pozytywnie.

Widzew rzeczywiście mógł wygrać dużo wyżej, ale mimo wysokiego wyniku nie był skuteczny. - Gdyby każdy zespół kończył wszystkie sytuacje, to wyniki byłyby dwucyfrowe. Nie zawsze zamienia się akcje na gole - bronił swoich podopiecznych Płuska.

Rafał Rabenda, trener Pilicy, tłumaczy, że trudno nawiązać walkę, gdy traci się bramkę już w pierwszej minucie. - Nasz cały plan wówczas runął i oddaliśmy Widzewowi inicjatywę. Gospodarze wygrali zasłużenie. Szkoda tylko, że tak wysoko, bo moi zawodnicy zostawili sporo zdrowia na boisku.

Widzew pozostał na drugim miejscu w tabeli, bo swój mecz wygrał KS Paradyż, lider IV ligi. W środę widzewiacy zagrają na wyjeździe z PGE GKS II Bełchatów. - W kadrze meczowej pojawią się już Adrian Budka i Kamil Tlaga - zapowiedział Płuska.

Widzew - Pilica Przedbórz 4:0 (2:0)

Gole: Kowalczyk (1.), Strus (38.), Bartosiewicz (89.), Kaczyński (90.)

Widzew: Sokołowicz - Bartos, Czaplarski, Bargieł, Gromek (75. Bończak) - Bartosiewicz, Rodak, Okachi, Strus (60. Możdżonek) - Zawodziński (82. Pochyba) - Kowalczyk (85. Kaczyński)

Pilica: Milczarek - Fronczyński, Głowacki, Janowski Ż, Bartkowiak (40. Kucharski), Jończyk, Kornacki, Motyka, Potakowski, Szymczyk, Wyciszkiewicz