Velo Toruń 8. maja zmieni kolarskich amatorów w profesjonalistów

To coś więcej niż kolarskie zmagania. Velo Toruń jest sportową imprezą, jakich Polsce potrzeba - angażującą całe rodziny, propagującą sport jako formę rekreacji, a przede wszystkim dającą uczestnikom możliwość poczucia się niczym gwiazdy światowego peletonu.
Nie ma dyscypliny sportu, której kibice nie marzyliby o tym, by poczuć realia, prawdziwy klimat tej formy rywalizacji. Właśnie taką okazję daje Velo Toruń. To impreza, która w założeniach chce dawać szansę: przełamania własnych słabości i poczucia się niczym profesjonalista.

Ludzie zawodowego peletonu to dla wielu rekreacyjnych kolarzy prawdziwi półbogowie sportu. Pędzą w zawrotnym tempie i z prędkością zbliżoną często do 100 km na godzinę - niewyobrażalną przecież dla zwykłego śmiertelnika. Wjeżdżają - i to często bez cienia zmęczenia! - na góry, których nachylenie odstraszałoby zagorzałych piechurów. Dbają o detale, bo dziesiąta część bara ciśnienia w oponie lub styl umocowania siodełka ma niebagatelne znaczenie dla końcowego wyniku. Dla profesjonalistów liczą się sekundy - elektroniczne pomiary czasu weryfikują najmniejsze chwile kryzysu. Wielkie kolarstwo to nic innego jak połączenie kilku światów - zawodowego spojrzenia na sport, dbałości o szczegóły, wielkiego zaangażowania, sztabu ludzi zajmujących się tym, by jednostka osiągnęła lepszy wynik od konkurencji.

To coś, czego nie ma w sobie kolarstwo rekreacyjne. Można wykorzystywać Endemondo do śledzenia regularnych postępów. Można też inwestować w coraz to nowsze rozwiązania technologiczne w rowerze. Można też umówić się z przyjaciółmi na wspólne przejażdżki - raczej ścieżkami niż szosą, bo nikt przecież nie udostępni drogi rowerzystom.

Velo Toruń to impreza, która tysiącom miłośników kolarstwa w regionie pozwala wejść na jeden dzień właśnie w inny świat - zawodowców. "Be a PRO for a day" - tym hasłem reklamowano Velo przed rokiem, gdy debiutujące w mieście zawody skusiły ponad 1,5 tys. osób. I rzeczywiście - amatorzy przez dobę mogli poczuć się niczym elita światowego kolarstwa. Pędzili nie ścieżkami a zamkniętymi szosami. Trasy wcześniej mogli przeanalizować na interaktywnych formatach w internecie - pokazywały one drobiazgowo, gdzie czekać będą ich podjazdy, jak duże jest ich nachylenie, czego można spodziewać się na kolejnych fragmentach trasy.

To był iście profesjonalny peleton. Kaski? Obowiązkowe. Na rowerach - nie tylko specjalne plastrony, ale i czujniki weryfikujące ich czas. Automatyzacja pomiaru czasu pozwalała ocenić, w których momentach tempo peletonu dla śmiałka okazywało się zbyt mocne, a kiedy rozpierała go energia aż kusząca, by wyrwać się do przodu.

Wszystko na Velo Toruń było tak, jak podczas wielkiej kolarskiej imprezy, którą obejrzeć można w transmisji Eurosportu: od pojazdu zamykającego wyścig i nieszczęśników, którzy nie podołali trasie po rozstawione bufety, w których zawodnicy - w pędzie - mogli skorzystać ze specjalistycznych napojów izotonicznych.

Na tych, którzy w pełni chcą się poczuć niczym członkowie zawodowych grup kolarskich czekają inne atrakcje. Wśród nich możliwość startu w dedykowanych specjalnych koszulkach wzorowanych na tych, jakie otrzymują gwiazdy. Charakterystyczne zielone stroje z napisem Velo Toruń oraz logotypami sponsorów wykonywane będą dokładnie z tych samych materiałów, jak stroje dla zawodowców - ultralekkich, aerodynamicznych tkanin ściśle przylegających do ciała i zapewniających ciepło, a jednocześnie odpowiednią wentylację.

Michał Kwiatkowski - twarz Velo Toruń

Siła Velo Toruń tkwi nie tylko w owym wszechobecnym kolarskim profesjonaliźmie. Dla setek osób to również okazja do wspólnej jazdy z człowiekiem, który pokazał, jak wiele w sporcie oznacza konsekwencja, dążenie do osiągnięcia celu.

Twarzą Velo Toruń jest Michał Kwiatkowski. Były kolarski mistrz globu - dziś lider zawodowej grupy Sky, elity elit, prawdziwej Barcelony światka kolarskiego - uczył się wytrwałości właśnie na szosach regionu. Pochodzi spod Golubia-Dobrzynia, jako nastolatek trafił do szkółki kolarskiej w Toruniu. To na drogach powiatu osiągał nowe pułapy wytrzymałości przy okazji lawirując pomiędzy pędzącymi ciężarówkami. To organizowany kiedyś w Toruniu etap Tour de Pologne był dla niego szczególnym impulsem do tego, by w pełni zająć się kolarstwem.

Dziś Kwiatkowski chce swoją pasją zarażać innych. Nie tylko już setki miłośników rekreacyjnej jazdy, którzy na Velo Toruń przyjeżdżają z Bydgoszczy, Włocławka, Inowrocławia czy mniejszych miejscowości regionu. - Moim marzeniem jest widok całych rodzin jeżdżących wspólnie na rowerach - przyznaje gwiazda światowego peletonu. Stąd tak duży nacisk w Velo Toruń na to, by była to impreza familijna.

I jest. W ubiegłym roku charakterystyczny dla Velo Toruń był widok ojców, którzy zapewne chętnie pomknęliby do mety ile sił w nogach, ale karnie jechali w spacerowym tempie tak, by cały czas jechać obok swoich dzieci. Niezwykły był też widok maluchów, dzieciaków jeszcze poruszających się na rowerach z dopinanymi kołami, które aż paliły się do tego, by również dołączyć do wielkiego grona pasjonatów kolarstwa.

Kwiatkowski już potwierdził, że w tegorocznym Velo Toruń wystartuje ramie w ramię z setkami amatorów. Towarzyszyć mu mają koledzy z zawodowych peletonów. Organizatorzy zaprosili na Velo Toruń tuzy polskiego peletonu zawodowego - zawodników Verva ActiveJet Pro Cycling Team oraz CCC Sprandi Polkowice.

Gwiazdy chcą zostać jedynie tłem dla uczestników. Ich czasy nie będą oczywiście wliczane do klasyfikacji. Mają bardziej swoją obecnością mobilizować peleton do przełamywania wszelkich słabości. A po zawodach - być do dyspozycji amatorów. Odpowiedzą na pytania, rozwieją wątpliwości, doradzą jak pokonywać dziesiątki kilometrów.

- Do tej pory organizowałem tylko wspólne treningi. Skrzykiwaliśmy się z fanami dwóch kółek na trzy, cztery dni wcześniej i przyjeżdżało na nie po 500 osób. Obecność ponad tysiąca kolarzy w Toruniu nie jest więc dla mnie zaskoczeniem - mówił Kwiatkowski przed rokiem. W tej edycji uczestników ma być jeszcze więcej. To wyjątkowa impreza w skali Polski.