Sport.pl

Górnik Zabrze. Szymon Matuszek: Czasu na rozluźnienie i prezenty dla rywali już nie ma

- Widać progres. Lepiej operujemy piłką, dłużej się przy niej utrzymujemy. Ale musimy potwierdzać to zwycięstwami. W naszej sytuacji jako porażki trzeba już przecież traktować nawet remisy... - mówi Szymon Matuszek, zawodnik Górnika Zabrze.
Czy Górnik Zabrze będzie piął się tabeli? Podyskutuj na Facebooku >>

W piątek Górnik Zabrze - po wielu miesiącach - może wydostać się ze strefy spadkowej. Stanie się tak, jeśli wygra ze Śląskiem Wrocław.

- Czasu na rozluźnienie czy jakieś prezenty dla rywali już nie ma. Idealnie byłoby zwyciężyć we wszystkich czterech kolejkach, które pozostały nam do końca sezonu - mówi Szymon Matuszek, defensywny pomocnik (a w dwóch poprzednich meczach prawy obrońca) Górnika. - Widać progres. Lepiej operujemy piłką, dłużej się przy niej utrzymujemy. Ale musimy potwierdzać to zwycięstwami. W naszej sytuacji jako porażki trzeba już przecież traktować nawet remisy... - podkreśla Matuszek.

Aż chciałoby się jednak zapytać, dlaczego na ten wspomniany progres trzeba było czekać tak długo? W niedawnym wywiadzie dla "Wyborczej" Marek Pałus, prezes klubu, nie krył, że błędy popełniono chociażby przy okazji zimowego zgrupowania w Hiszpanii. Mówił tak: - Od pewnego momentu miałem wrażenie, że sztab to zgrupowanie odpuścił. Jakby trenerzy pomyśleli: "Tyle mamy problemów z tym zgrupowaniem. Niech ono już się skończy". Zabrakło determinacji, by więcej trenować. Nawet sami zawodnicy twierdzili, że tych zajęć powinno mieć więcej.

Co na to Matuszek? - Pierwszy obóz, w Grodzisku Wielkopolskim, był naprawdę mocny. Czuliśmy w nogach, że wykonaliśmy tam kawał dobrej pracy. A Hiszpania? Sztab szkoleniowy podchodził do tego z chłodną głową. My - mając za sobą sporo treningów na sztucznej nawierzchni - zobaczyliśmy te zielone murawy i po prostu chcieliśmy trenować jeszcze więcej. Wszyscy kochamy piłkę, a tu jeszcze za oknem mieliśmy temperaturę w okolicach 20 stopni Celsjusza. Czuliśmy, że nie wykorzystujemy tych warunków na tyle, na ile moglibyśmy to robić. Ale z drugiej strony - absolutnie nie ma co zrzucać winy na poprzedni sztab szkoleniowy. To byłoby najprostsze, ale nie byłoby uczciwe. Na boisko wychodzimy my, a nie trenerzy...

Więcej o: