Sport.pl

Jagiellonia - Podbeskidzie. Trener zaprasza. Okazja do rewanżu

Przed miesiącem, przegrywając w kuriozalny sposób z Podbeskidziem, piłkarze Jagiellonii stracili praktycznie szansę na awans do grupy mistrzowskiej. W niedzielę (godz. 15.30) będą mieli okazję do rewanżu, a wygrana może im dać głęboki oddech.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

4 kwietnia w przedostatniej kolejce sezonu zasadniczego Jagiellonia podejmowała na własnym stadionie Podbeskidzie. Jeszcze wówczas białostoczanie byli zależni tylko od siebie. Zdobycie czterech punktów w dwóch ostatnich pojedynkach dawało im miejsce w grupie mistrzowskiej, a tym samym spokojne utrzymanie w ekstraklasie.

Mecz kuriozum



Czołowa ósemka została jednak tylko w sferze marzeń. Z Podbeskidziem Jagiellonia przegrała 0:3, ale wynik w żaden sposób nie oddaje tego, co działo się na boisku. To było spotkanie kuriozum. W pierwszej połowie goście nie oddali ani jednego strzału na bramkę białostoczan, a wygrywali 2:0! Najpierw po rzucie wolnym wykonywanym przez Adama Mójtę pechowo interweniował Marek Wasiluk i zaliczył samobójcze trafienie. Następnie piłkę głową do bramkarza chciał odegrać Gutieri Tomelin. Problem w tym, że Bartłomiej Drągowski wyszedł z bramki, a więc futbolówka zatrzepotała w siatce. W drugiej połowie Podbeskidzie zdobyło też gola przy pomocy Jagiellonii. Po faulu Rafała Grzyba został podyktowany rzut karny.

Białostoczanie w tamtym spotkaniu oddali 23 strzały, 11 z nich było celnych, a po stronie goli było 0. Podbeskidzie miało z kolei dwa celne strzały i trzy gole na koncie.

- Jest w nas determinacja i chęć rewanżu za ostatnią porażkę. Przegrana była dotkliwa tym bardziej, że sami sobie strzeliliśmy dwie bramki - mówi obrońca Jagiellonii Dawid Szymonowicz.

- To był kuriozalny mecz, oddaliśmy tyle strzałów. Mam nadzieję, że taki mecz już się nie powtórzy - dodaje trener Michał Probierz, który po tamtym spotkaniu miał ostrą rozmowę z kibicami pod trybuną. Potem wszystkie nieporozumienia zostały wyjaśnione.

Trener apeluje do kibiców



Teraz szkoleniowiec apeluje do sympatyków klubu, aby na niedzielnym spotkaniu z Podbeskidziem (początek godz. 15.30) było jak najwięcej osób.

- Niedziela 15.30 potrzebujemy was jak nigdy. Weź brata, siostrę, dziewczynę, żonę i przyjdźcie! Czy tylko jesteś na dobre? Bądź jak jest trudno! - napisał Michał Probierz na swym profilu na Facebooku.

- Oby jak największa liczba kibiców przyszła i nas wspomogła. Jeżeli jest się kibicem, to jest się nim i na dobre, i na złe. Jeżeli na meczu z Legią czy Lechem było około 20 tys. kibiców, to chyba nie byli to kibice Jagiellonii, tylko kibice Legii czy Lecha. Zachęcam wszystkich do przyjścia na mecz. Wiem, że nie są to może wielkie widowiska, ale wcześniej się mówiło, że nie ma w składzie wychowanków, to się nie chodzi, teraz są wychowankowie i też się nie chodzi. Oby w niedzielę stadion się zapełnił, żeby było z 15 tys. Potrzebujemy pomocy w tym trudnym momencie - podkreśla szkoleniowiec Jagiellonii.

Nie ma komfortu



Do zakończenia sezonu białostoczanom zostały do rozegrania cztery spotkania. Niedzielne na własnym stadionie z Podbeskidziem oraz następnie z Wisłą Kraków (wyjazd), Termalicą Nieciecza (dom), Koroną Kielce (wyjazd). Obecnie nad Górnikami z Zabrza i Łęcznej, które zamykają tabele i znajdują się na miejscach spadkowych, Jagiellonia ma pięć punktów przewagi. Wygrywając w niedzielę, podopieczni Michała Probierza mogą zrobić spory krok w kierunku pozostania w lidze.

- Chcemy wygrać, chcemy zdobyć punkty, bo ścisk w tabeli jest naprawdę bardzo duży. Trzy punkty z Podbeskidziem dadzą nam spokój - stwierdza pomocnik Przemysław Mystkowski.

- Na razie nie ma mowy o spokoju, oprócz Wisły Kraków żaden zespół w tej grupie spadkowej nie może być jeszcze spokojny. Dwa mecze się przegra i można znaleźć się w bardzo złej sytuacji. Trzeba być skoncentrowanym do końca. Pracujemy solidnie, ale pewnych rzeczy nie da się z dnia na dzień zmienić - tłumaczy Probierz.

Mało pozytywów



Pewien oddech białostoczanie mogli już złapać po poprzedniej kolejce. Stałoby się tak, gdyby pokonali ostatni w tabeli Górnik Zabrze. Zamiast kompletu punktów był tylko jeden, bo pojedynek zakończył się bezbramkowym remisem.

- Był to nasz słabszy mecz - przyznaje Probierz. - W analizach wytykamy błędy, ale też staramy się szukać pozytywów. W meczu z Górnikiem naprawdę mało dobrych rzeczy można znaleźć. Jedyna to mimo wszystko wynik.

- Pozytywem może być to, że nie straciliśmy gola, ale na pewno gra musi wyglądać lepiej z naszej strony - mówi Dawid Szymonowicz i dodaje: - Szczególnie w pierwszej połowie Górnik miał naprawdę dobre sytuacje do zdobycia goli, popełniliśmy kilka błędów w defensywie. W drugiej połowie było już lepiej, ale na pewno nasza gra musi wyglądać jeszcze lepiej.

Błędy w obronie to jedno, a problemy w ofensywie to drugie. O ile we wcześniejszych spotkaniach białostoczanie oddawali sporo strzałów, mieli kilka dobrych sytuacji do zdobycia goli, ale ich nie wykorzystywali, to w konfrontacji z Górnikiem nie było w zasadzie ani strzałów, ani dobrych sytuacji. Podczas treningów szkoleniowiec zwraca uwagę na poprawę różnych elementów gry. Próbuje na zawodników nakładać pewną presję, żeby potem w meczach lepiej sobie z nią radzili. Zawodnicy rywalizują też m.in. o to, kto zdobędzie najwięcej goli. Wyćwiczenie czegoś na treningu to jednak jedno, a przełożenie na mecz to drugie.

Reforma nie pomaga



- Staramy się poprawić te wszystkie elementy, z którymi mamy problemy, robimy to regularnie. Nie da się jednak tak szybko wszystkiego zmienić - wyjaśnia Probierz. - Czekam na taki moment, żeby zespół zagrał rzeczywiście na luzie, trochę spokojniej, żeby w jakimś spotkaniu zdobyć dwie, trzy bramki, żeby można było trochę spokojniej do wszystkiego podejść. Teraz w naszej grze jest za dużo nerwowości, którą powoduje stres. Przez reformę rozgrywek zawodnicy od kilku kolejek są ciągle pod presją. Najpierw, bo była walka o czołową ósemkę, teraz, bo trzeba grać o utrzymanie. Ta reforma ze strony szkoleniowej nie ma nic wspólnego z piłką. W spotkaniach w grupie spadkowej jest mało bramek, mecze są brzydkie, nikt nie chce zaryzykować, nikt nie chce się otworzyć. W grupie mistrzowskiej jest zupełnie inaczej, tam jest więcej luzu.

Podbeskidzie ma problem



W grupie mistrzowskiej prawie znalazło się Podbeskidzie. Ostatecznie jednak drużyna prowadzona przez trenera Roberta Podolińskiego wylądowała w grupie spadkowej i ma kłopot. Po zasadniczej części sezonu Podbeskidzie było na dziewiątej pozycji, trzy ostatnie spotkania jednak przegrało i teraz jest tuż nad strefą spadkową.

- Mimo wszystko mają swoje atuty, przecież byli bardzo blisko czołowej ósemki. To jest bardzo groźny zespół - uważa Probierz.

- Wydawało się, że mają spokój i utrzymanie, a jest nerwówka i muszą walczyć o pozostanie w lidze - mówi z kolei Przemysław Mystkowski.

- Podbeskidzie to bardzo dobry zespół, ma doświadczonych graczy na boiskach ekstraklasy, ale po tych trzech porażkach na pewno mają też świadomość, że ich sytuacja robi się niebezpieczna, a więc będą mega zdeterminowani - przestrzega Dawid Szymonowicz.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: