Górnik w Kielcach się przełamał, ale z Koroną nie wygrał

Piłkarze Górnika przełamali wreszcie fatalną serię sześciu spotkań bez zdobycia bramki. W Kielcach łęcznianie gola strzelili, jednak z Koroną nie wygrali. Padł remis, co sprawia, że ich sytuacja nadal jest bardzo trudna, ale szanse na uratowanie się przed spadkiem nadal są.
Dla piłkarzy Górnika był to już praktycznie ostatni dzwonek, aby nie stracić kontaktu z zespołami, które też jeszcze nie są pewne utrzymania w ekstraklasie. Korona w tym spotkaniu też miała coś do udowodnienia, bo przecież dwukrotnie w tym sezonie z Górnikiem przegrała. W Kielcach zespół z Łęcznej grał bez trenera Jurija Szatałowa, którego podczas ostatniego spotkania z Wisłą arbiter odesłał na trybuny. Na razie Komisja Ligi odsunęła go od jednego meczu, co będzie dalej okaże się podczas środowego posiedzenia tego ciała.

Natomiast jeśli chodzi o ustawienie drużyny łęczyńskiej, to do napadu wrócił Bartosz Śpiączka, a Jakuba Świerczoka, który w ostatnim spotkaniu tych drużyn strzelił Koronie trzy gole nie było nawet na ławce rezerwowych.

W zasadzie Górnik niewiele ma już do stracenia, ale szturm na bramkę kielczan nie nastąpił. To gospodarze nadawali ton grze i od początku zagrażali bramce strzeżonej przez Sergiusza Prusaka. Już w 9. minucie bardzo groźnie strzelił Bartłomiej Pawłowski, ale golkiper łęcznian zdołał zażegnać niebezpieczeństwo. Natomiast piłkarze Górnika nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie kieleckiej defensywy. W 22. minucie Korona uzyskała prowadzenie. Pawłowski wykonywał rzut wolny - piłka skozłowała przed zdezorientowanym Prusakiem i trafiła w słupek, dopadł do niej Airam Cabrera i skierował ją do siatki.

Po pół godzinie gry łęcznianie jakby się przebudzili, zaczęli energiczniej nacierać na kielecką bramkę. Dwukrotnie bliski szczęścia był Śpiączka, ale za pierwszym razem minimalnie spalił, a potem - po zagraniu Pawła Sasina - uderzył w pełnym biegu, lecz piłka trafiła w słupek. Riposta Korony była natychmiastowa, jednak po dośrodkowaniu Pawłowskiego Radek Dejmek minimalnie przestrzelił, i do przerwy wynik już się nie zmienił.

Początek drugiej połowy przypominał przebieg pierwszej. Przeważali gospodarze. W 52. minucie Korona mogła podwyższyć prowadzenie, kiedy to po koronkowej akcji piłka trafiła do Diawa, ten błyskawicznie strzelił, ale Veljko Nikitović zdołał wybić futbolówkę z pustej bramki. Z upływem czasu znów do głosu zaczęli dochodzić łęcznianie. Po błędzie Dariusza Treli przed szansą na wyrównanie stanął Grzegorz Piesio, lecz nieczysto trafił w piłkę i skończyło się na strachu. W odpowiedzi w sytuacji sam na sam znalazł się Cabrera, jednak przegrał pojedynek z Prusakiem. Mecz zaczął nabierać rumieńców, akcje przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Kapitalnym rajdem popisał się Śpiączka, zagrał do Grzegorza Bonina, ale ten minimalnie chybił.

W 78. min. wysiłki Górnika zastały wreszcie uwieńczone powodzeniem. Uderzenie Tomasza Nowaka zablokował ręką Diaw i arbiter podyktował rzut karny. Skutecznym wykonawcą jedenastki był Śpiączka i tym samym przełamał nieszczęsną serię spotkań łęcznian bez zdobycia gola. Na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry wydawało się jednak, że komplet punktów zostanie w Kielcach. Rozgrywający dobre spotkanie Prusak sfaulował w polu karnym Vladislavsa Gabovsa i sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Cabrera, jednak bramkarz Górnika zdołał uderzenie Hiszpana obronić. Tym samym ten doświadczony golkiper w pełni się zrehabilitował za błąd i uchronił swój zespół od porażki. Swoją drogą był to trzeci rzut karny podyktowany w tym sezonie w meczach Korony z Górnikiem.

W następnej kolejce łęcznianie zmierzą się 30 kwietnia na wyjeździe z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU



Korona Kielce 1 (1)

Górnik Łęczna 1 (0)

Bramki: Cabrera (22.) - Śpiączka (78. - k.).

Korona: Trela - Rymaniak, Dejmek, Diaw Ż, Sylwestrzak - Jovanović, Fertovs - Pyłypczuk (67. Gabovs), Grzelak (80. Przybyła), Pawłowski (72. Cebula) - Cabrera.

Górnik: Prusak - Sasin Ż (86. Bielak), Pruchnik, Bożić, Leandro - Nikitović (65. Szmatiuk), Bednarek Ż - Bonin, Pitry, Piesio (67. Nowak) - Śpiączka.

Sędziował: Szymon Marciniak z Płocka

Widzów: 4503.