PlusLiga. Resovia wymazuje pamięć

- To, co było w lidze, nie ma już żadnego znaczenia. Finał to nowe rozdanie. W walce o złoto jest 0:0 - mówi Andrzej Kowal, trener Asseco Resovii, tuż przed finałowymi meczami z Zaksą Kędzierzyn-Koźle w PlusLidze.
Asseco Resovia była faworytem rozgrywek, a jednak do finału weszła rzutem na taśmę. Miała tyle samo punktów w tabeli co PGE Skra Bełchatów, ale lepszy stosunek setów - o 0,029!

Zaksa natomiast ze sporym zapasem wygrała rundę zasadniczą, zapewniając sobie finał na kilka kolejek przed końcem. W tym roku nie ma play-off, o złoto walczą tylko 1. i 2. drużyna. Obie jeszcze nic w tym sezonie nie osiągnęły. Zaksa przegrała finał Pucharu Polski, Asseco Resovia w weekend zajęła czwarte miejsce w Final Four Ligi Mistrzów, którego była gospodarzem.

Teraz zostaje im walka o złoto w Polsce. Pierwsze dwa mecze rozegrane zostaną w czwartek i piątek w Kędzierzynie-Koźlu, trzeci i ewentualnie czwarty we wtorek i środę w Rzeszowie. Piąte spotkanie zaplanowano na 1 maja w Kędzierzynie-Koźlu. Gra toczy się do trzech zwycięstw.

Marcin Lew: Nie mieliście wesołych min po turnieju Final Four w Krakowie. Czwarte miejsce to dla was porażka.

Andrzej Kowal: Zagraliśmy dwa najlepsze mecze w tym sezonie, ale zajęliśmy czwarte miejsce. Jesteśmy rozczarowani, bo nie zdobyliśmy medalu, ale to już przeszłość. Teraz ważna jest tylko walka finałowa o mistrzostwo Polski. Nie ma sensu rozpamiętywać porażek, za to warto pamiętać dobre momenty, które były w naszej grze w Krakowie.

Mieliście swoją szansę w obu meczach. Zabrakło spokoju, doświadczenia, konsekwencji?

- Sezon będę podsumowywał po jego zakończeniu. Nie chcę się dziś rozwodzić nad tym, czego zabrakło w jednym czy drugim meczu. Byliśmy słabsi od rywali, i tyle. W każdym meczu każda drużyna ma swoją szansę, kwestia, czy ją wykorzysta i na co pozwoli jej przeciwnik.

Nie wygraliście Pucharu Polski, nie macie medalu w Lidze Mistrzów. Ostatnim trofeum do zdobycia jest tytuł mistrza Polski, ale nie będziecie faworytem. To Zaksa przejechała się po rywalach niczym walec.

- Zaksa może być dla innych faworytem, ale dla mnie to, co było, nie ma teraz żadnego znaczenia. Finały są zupełnie nowymi rozgrywkami.

Za to, że nasi rywale grali równo i dobrze przez cały sezon, za to, że odskoczyli wyraźnie całej lidze, należy się szacunek. Tworzą bardzo dobrą drużynę, ale w walce o złoto jest 0:0.

Kluczowy może być pierwszy pojedynek w Kędzierzynie-Koźlu. Od strony psychologicznej wydaje się najważniejszy, przegrany będzie pod większą presją.

- Nie ma reguły. Zdobywaliśmy już mistrzostwo Polski, wygrywając pierwsze spotkanie, ale także je przegrywając. Złoto wywalczy ten, kto zwycięży trzy razy. Trzy lata temu w finale z Zaksą doznaliśmy porażki w pierwszym spotkaniu na wyjeździe, a później cieszyliśmy się z mistrzostwa. Oczywiście lepiej jest wygrać pierwszy mecz, niż przegrać, ale to nie jest decydujące.

Wasza rywalizacja trzy lata temu była w ogóle dziwna. W trzecim meczu wygraliście łatwo 3:0, złoto było blisko. Ale później przegraliście u siebie 0:3. O złocie zadecydował dopiero piąty mecz, w Kędzierzynie.

- To pokazuje, jakie są finały. Każdy mecz w nich to inna historia.

Czujecie wewnętrzną złość po Final Four? Jest dodatkowa motywacja?

- To są osobne rozgrywki i nie ma sensu ich porównywać. Tyle tylko, że Final Four pozwolił się nam lepiej przygotować do finałowych meczów. Mogliśmy grać z najlepszymi zespołami.

Złoty medal w PlusLidze może się rozstrzygnąć w siedem dni. Zaczynacie w czwartek i w piątek, a już we wtorek i środę rozegrane zostaną kolejne mecze. Intensywność gry będzie spora.

- Tak, dlatego bardzo ważne będzie przygotowanie fizyczne. Łukaszowi Filipeckiemu [trener przygotowania fizycznego] należą się tutaj słowa podziękowania, bo nasi siatkarze są gotowi do gry nawet po takich wyczerpujących meczach jak w Krakowie.

Na tapetę wracają transfery. Mówi się o nowych przyjmujących u was, o odejściu Bartosza Kurka do Japonii... To chyba nie pomaga w przygotowaniach do kluczowych meczów sezonu?

- Odchodzili już Bartman, Grozer, Ivović. Siatkarze są zawodowcami i w każdym momencie kariery dają z siebie sto procent, tego się od nich wymaga. A teraz dadzą sto procent tego, co ja wymagam. Nic tu nie zmienia to, że ktoś wie, że będzie grał w innym klubie czy że do jego klubu przychodzi ktoś nowy. A na razie nic nie jest przesądzone. Są to tylko spekulacje. Z niektórych się śmieję.



Urodziny Szpilki. Działo się! A imprezę wygrał...


Czy Resovia zostanie mistrzem Polski?