Bartosz Górski, wiceprezes Asseco Resovii: Zabrakło najważniejszego

- Ten turniej był dużym wydarzeniem, myślę, że sukcesem organizacyjnym i finansowym, natomiast brakło tego najważniejszego, czyli sukcesu sportowego - mówi Bartosz Górski, wiceprezes Asseco Resovii po turnieju Final Four Ligi Mistrzów.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Turniej finałowy najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie rozegrano w Krakowie, ale gospodarzem była Asseco Resovia. Rzeszowianie nie byli jednak w stanie wygrać żadnego spotkania, przegrywając półfinał z Zenitem Kazań 1:3, a mecz o trzecie miejsce z Cucine Lube Civitanova 2:3. Ostatecznie mistrzowie Polski zajęli czwarte miejsce, a tytuł sprzed roku obronili Rosjanie z Kazania. W każdym dniu turnieju rywalizację siatkarzy oglądało z trybun 13 tys. kibiców.

Rozmowa z Bartoszem Górskim, wiceprezesem Asseco Resovii

Marcin Lew: Można powiedzieć, że w Krakowie brakło tylko medalu.

Bartosz Górski: Rzeczywiście. Ten turniej był dużym wydarzeniem, myślę, że sukcesem organizacyjnym i finansowym, natomiast brakło tego najważniejszego, czyli sukcesu sportowego. Po to, by ci fantastyczni kibice, którzy w liczbie 13 tys. zjawili się w Tauron Arenie mogli cieszyć się choćby z tego małego sukcesu, jakim byłby brązowy medal. Niestety, rywale okazali się lepsi.

To były dla nas trudne miesiące, przydałby się odpoczynek, ale już za chwilę zaczynamy walkę o złoty medal w PlusLidze. Muszę ogromnie podziękować całemu mojemu zespołowi, Jarkowi, Anecie, Kasi, Natalii, wszystkim którzy nam pomagali, bo stworzyć taki turniej w dwa miesiące, to bardzo trudne zadanie.

Oczywiście bardzo lubimy Kraków, ale dla nas to obce miasto, obca hala i z wieloma rzeczami, które na Podpromiu traktujemy jako naturalne, musieliśmy się zmagać. Ale dziękujemy też ludziom z Krakowa, z Tauron Areny. Tylko dzięki zaangażowaniu tak wielu ludzi udało nam się doprowadzić turniej do szczęśliwego zakończenia.

Warto było organizować ten turniej?

- Na pewno, ale nie wiem, czy nie zrobimy sobie dłuższej przerwy od organizacji takich wydarzeń (śmiech ). W przyszłym roku będziemy chcieli awansować do Final Four drogą sportową i tego naszej drużynie i naszym kibicom życzę.

W gronie uczestników Final Four byliście mimo wszystko trochę kopciuszkiem, patrząc na skład czy budżet klubów. Dalej włoskie drużyny i rosyjskie sa poza zasięgiem polskich?

- Myślę, że spotkały się tu cztery najlepsze drużyny w Europie, nie patrząc na to, że gospodarz ma zapewnione miejsce w tym finale. Nasza drużyna powalczyła w tym turnieju, nie było wstydu. Wygraliśmy trzy sety, choć lepiej byłoby wygrać je w jednym meczu w sobotę (śmiech ). Potencjalnie być może wyglądaliśmy na drużynę, która jest najsłabsza, ale postawa Trentino, które gładko wygrało w półfinale, a później postraszyło Zenit w finale, pokazuje, że nie zawsze faworyci muszą zwyciężać.

To był kapitalny turniej, finał i mały finał kończyły się tie-breakami, kibice powinni być zadowoleni.

Nie udało się wam zapełnić hali w stu procentach. 15 tys. widzów na rozgrywki klubowe to jednak za dużo?

- Hala ma około 15,2 tys. miejsc, my mieliśmy ok. 13 tys. widzów, a wynikało to głównie z tego, że w pierwszej turze sprzedaży musieliśmy bardzo dużo biletów zablokować dla kibiców pozostałych drużyn, których ostatecznie zjawiło się niewielu. Jestem przekonany, że gdyby wszystkie bilety były dostępne w pierwszej turze, hala byłaby zapełniona do ostatniego miejsca. My nie rozdawaliśmy biletów - kibice, którzy przyszli do hali, zapłacili za nie i mam nadzieję, że się nie zawiedli.

Wracając do strony sportowej, to i w półfinale, i w meczu o trzecie miejsce były szanse na zwycięstwo. Drużyna teoretycznie ma potencjał, ale czegoś jej jednak brakuje, żeby wskoczyć na wyższy poziom. Może doświadczenia, może dołożenia jednego czy dwóch elementów...

- Może nie rozmawiajmy jeszcze o elementach, które trzeba dołożyć bądź odjąć. Trwa jeszcze sezon, gramy o złoty medal PlusLigi. Niech się nasza drużyna skupi na razie na graniu, a nie myśleniu nad przyszłością. My oczywiście nad tym pracujemy, ale jak co roku powtarzam, o transferach będę rozmawiał po zakończeniu sezonu.

Ale taki turniej to istny targ, skupisko menedżerów i prezesów. Jeden z menedżerów, m.in. Michała Kubiaka i Marko Ivovicia, zamieścił na Twitterze zdjęcie, na którym według opisu, coś świętujecie. Co?

- Jadłem kolacje, obiady czy późne śniadania z wieloma osobami podczas tego turnieju. Czy to był powód do świętowania? Myślę, że kibice się dowiedzą po zakończeniu sezonu.

Przed wami teraz ostatnia szansa na wygranie czegoś w tym sezonie, finał PlusLigi. Ostatnia szansa na sukces w sezonie, który był średni.

- Na pewno życzymy sobie złotego medalu, który byłby dobrym zwieńczeniem tego sezonu. Trudnego, okraszonego kontuzjami, dziwnymi zdarzeniami. Ciężko było zbudować formę, która mocno falowała. Jednak jesteśmy w finale ligi, mamy Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie, co pozwala nam budować zespół, by w następnym sezonie awansować do Final Four drogą sportową. Życzę chłopakom, by dobrze zaczęli ten finał, od zwycięstwa w Kędzierzynie-Koźlu w pierwszym meczu.

Kibice żartowali, że zapeszyliście plakatami i biletami. Na zdjęciu Bartosz Kurek pokazuje cztery palce, jak czwarte miejsce...

- (śmiech ) To już jest doszukiwanie się. Cztery palce to cztery najlepsze drużyny, czterech wojowników. Czy coś to wywróżyło, to tylko spekulacje fanów i dziennikarzy.