Sport.pl

Grzegorz Tkaczyk: Nie rozmawiam z Azotami i Górnikiem [ROZMOWA]

- Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wrócę do gry. Wszystko będzie zależeć od stanu mojej ręki - mówi Grzegorz Tkaczyk, były kapitan Vive Tauron Kielce.
Rozmowa z Grzegorzem Tkaczykiem, rozgrywającym Vive Tauron Kielce

Paweł Matys: Zacznę od najważniejszej sprawy. Jak twoje zdrowie?

Grzegorz Tkaczyk: Jest całkiem nieźle. Miesiąc temu byłem na kontrolnej wizycie i lekarz był bardzo zadowolony z postępów w leczeniu. 9 maja mam kolejną wizytę i wtedy będę o wiele mądrzejszy. Ręka mnie nie boli, w życiu codziennym zupełnie nie przeszkadza. Czasami biorę już piłkę do szczypiorniaka i podaję, ale do mocniejszego rzucania na bramkę jeszcze, niestety, bardzo daleka droga.

Do końca tego sezonu już nie zagrasz. A co będzie w następnych rozgrywkach? Wrócisz na parkiet?

- Tego naprawdę jeszcze nie wiem, nie mogę się w tym momencie jednoznacznie określić. Wszystko będzie zależeć od stanu mojej ręki. Wtedy podejmę decyzję, czy wrócę na boisko, czy zawieszam buty na kołku i biorę się do czegoś innego. Będę musiał również szczerze porozmawiać z lekarzem, poradzić się, a potem sprawdzić, jak ręka reaguje na wysiłek.

Nieoficjalnie mówiło się, że jeśli wrócisz do gry, to do jednego z klubów w polskiej Superlidze.

- Dobrze, że o to pytasz, bo chciałem podkreślić, że nie prowadziłem i nie prowadzę żadnych rozmów z Azotami Puławy lub Górnikiem Zabrze. A też już gdzieś słyszałem, że prowadzę negocjacje z tymi dwoma klubami. To są jednak kompletne bzdury, bo nic takiego się nie dzieje.

To w takim razie jaki kierunek obierzesz?

- Trudne pytanie, bo ciężko mi się teraz o tym wypowiadać. Wiadomo, że jeśli pojawiłaby się propozycja nie do odrzucenia z zagranicy, tobym z niej na 100 proc. skorzystał. Ale prawda jest taka, że takiej nie będzie. O grze w polskiej lidze na razie nie chciałbym nic mówić.

Pojawiły się też głosy, że możesz zostać nowym dyrektorem sportowym kieleckiego klubu.

- Dyrektorem sportowym Vive Tauron na pewno nie zostanę. Wiem jednak, że prezes Bertus Servaas, jeśli rzeczywiście zakończyłbym karierę, ma plany związane z moją osobą i pracą w klubie. Chciałbym zostać w Kielcach i na pewno usiadłbym do rozmów. Na razie jednak będę się starał powalczyć o powrót na boisko. Najpierw muszę się wyleczyć. Do końca sezonu zostało mało czasu, więc myślę, że pod koniec maja wiadomo już będzie, co dalej z Grześkiem Tkaczykiem.

W sobotę Vive Tauron rozpocznie walkę o Final Four Ligi Mistrzów. Sporo ekspertów uważa, że kielczanie we Flensburgu przegrają.

- Trzeba pamiętać, że to jest dwumecz, a to my mamy ten atut, że rewanż gramy przed własną publicznością. I to może zadecydować, że zagramy w Final Four. Ale z drugiej strony nie dopuszczam do siebie takich myśli, że przegramy we Flensburgu i będziemy musieli w Kielcach odrabiać straty.

Na pewno trafiliśmy na bardzo trudnego rywala, według mnie na jednego z najtrudniejszych w Europie, do którego musimy mieć olbrzymi szacunek. Niemcy dysponują bowiem czternastką wyrównanych zawodników i ze spokojem trener Vranjes może wystawić dwie klasowe siódemki.

W dodatku podobnie jak w Kielcach trudno zgadnąć, który z zawodników może zostać kluczową postacią meczu.

- I to jest ich olbrzymi atut - bohaterem może zostać Anderson, Lauge, Glandorf, Svan Hansen itd. W dodatku bardzo dobrze grają w obronie i właśnie na tym elemencie bazują i odnoszą sukcesy. Oczywiście nie można zapomnieć o Mattiasie Anderssonie w bramce. Trzeba liczyć, że Szwed nie będzie miał swojego dnia. Podstawą do sukcesu będzie bardzo dobre przygotowanie taktyczne do meczu. Znając trenera Tałanta Dujszebajewa, myślę, a nawet jestem przekonany, że wymyśli coś skutecznego. Bo przecież pewnie już obejrzał dziesiątki meczów Flensburga.

Rozmawiał Paweł Matys

Więcej o: