Wisła - Górnik 3:1. Popis Patryka Małeckiego

Od wygranej Wisła rozpoczęła walkę w grupie spadkowej. Małecki zdobył pierwszą bramkę, potem dołożył dwie asysty, a obrońcom Górnika pewnie będzie się śnił w koszmarach.
Po tym jak nie udało się Wiśle awansować do walki o medale, trener Dariusz Wdowczyk zapowiedział, że chce wygrać grupę spadkową. I to najlepiej z kompletem zwycięstw. Terminarz sprawił, że dwa pierwsze mecze krakowianie grają z zespołami zajmującymi miejsca spadkowe. Wygrane właściwie zapewniłyby im utrzymanie.

Kiedy po zwycięskim debiucie Wdowczyka w roli trenera Wisły, pytaliśmy się szkoleniowca o ofensywny styl gry (bez nominalnego defensywnego pomocnika), nie spodziewaliśmy się, że można zagrać jeszcze śmielej w ataku. A jednak...

Gdy krakowianie mieli piłkę zespół od razu przechodził w obronie na trzech stoperów (Głowacki, Guzmics, Sadlok), a w pierwszej linii momentami było czterech, a nawet pięciu zawodników rozciągniętych na całą szerokość boiska. I tym zaskoczyli zabrzan już w szóstej minucie. Po indywidualnej akcji Patryk Małecki wbiegł w pole karne i z ostrego kąta strzelił między nogami Grzegorza Kasprzika. Pomocnik Wisły szalał na boisku, mijał po dwóch rywali i podawał. Dorównać mu próbował Rafał Wolski i co chwilę w polu karnym Górnika było gorąco.

Tyle że przy takiej taktyce jedna pomyłka, prosta strata piłki może mieć poważne konsekwencje. Poza tym dla obrońców to spora zmiana w wytrenowanych zachowaniach jak np. ustawianiu się na boisku. Po jednym z nieudanych zagrań dostało się Maciejowi Sadlokowi, którym wstrząsnął Arkadiusz Głowackiego. Po tym co jednak na boisku zrobił Richard Guzmics powinno chyba dojść do rękoczynów.

Węgrowi zwykle raz w meczu zdarza się poważna wpadka, ale czasem bez konsekwencji. Tym razem za lekko podał piłkę w kierunku Michała Miśkiewicza - Roman Gergel bez trudu ją przejął i wyrównał.

Tak stracona bramka Wisły nie załamała. Dalej w roli głównej występował Małecki (pilnującego go Pawła Golańskiego trener Górnik zmienił już w przerwie). Tym razem zakręcił Rafałem Kurzawą, podał do niepilnowanego Wolskiego i gospodarze znów prowadzili.

Po przerwie Wisła miała dwie wyśmienite okazje. Najpierw znakomicie obronił Kasprzik, a potem pomogła mu poprzeczka. I inicjatywę przejęli goście. Byli bardzo blisko wyrównania, ale gospodarzom też pomogła poprzeczka. W 79 min na stadionu oprócz radość, można było usłyszeć westchnienie ulgi. Małecki tak wyłożył piłkę Zdenkowi Ondraskowi, że ten nie mógł nie trafić. Gdy Polak schodził z boiska, dostał owację na stojąco.

Gdy tydzień temu Wisła walczyła o grupę mistrzowską, akcja marketingowa, apele piłkarzy i trenera sprawiły, że na trybunach zasiadła rekordowa liczba kibiców w tym sezonie (ponad 23 tysiące). W meczu z Górnikiem okazało się, że klub czeka jeszcze mnóstwo pracy, by na Reymonta regularnie przychodziło choćby 15 tys. fanów. W niedzielę przyszło ich zaledwie 10471 (średnia frekwencja to 12,9 tys.).

Początek spotkania został opóźniony o sześć minut po tym jak asystent sędziego Piotr Sadczuk tuż przed prezentacją zespołów osunął się na ziemię. Od razu zareagowali piłkarze Wisły, a po chwili przybiegli też lekarz i masażysta krakowian. Według Canal+ problemy były spowodowane to reakcją alergiczną. Pomocy udzielono sędziemu w karetce i mecz rozpoczęto z zaledwie sześciominutowym opóźnieniem.

Wisła Kraków - Górnik Zabrze 3:1 (1:0)

Gol: Małecki (6.), Wolski (42.), Ondrasek (79) - Gergel (28.)

Wisła: Miśkiewicz - Jović, Głowacki, Guzmics, Sadlok - Popović, Pietrzak (69., Bartosz) - Boguski, Wolski (64., Guerrier), Małecki (90., Cywka) - Ondrasek.

Górnik: Kasprzik - Golański (46., Cerimagić Ż), Kopacz Ż, Oss, Kallaste - Danch, Przybylski - Gergel, Kurzawa (89., Kwiek), Madej (74., Skrzypczak) - Kante.