Astoria Szczerców - Widzew Łódź 0:1. Widzewie, zacznij grać!

Widzew odniósł kolejne zwycięstwo, ale znów nie zachwycił swoją grą. Kiedy łodzianie zaczną prezentować dobry futbol?
Trudno krytykować drużynę, która w pięciu wiosennych meczach zdobyła komplet punktów. Ale jak być zadowolonym, skoro Widzew, który chce awansować do III ligi, męczy się z czwartoligowymi średniakami?. I choć na razie wszystko idzie po myśli podopiecznych Marcina Płuski, to jednak widzewiacy mogą być zadowoleni tylko i wyłącznie ze zdobyczy punktowej. Ze swojej gry niekoniecznie.

Płuska jesienią i w trakcie zimowych treningów podkreślał, że po pełnych przygotowaniach pod jego okiem Widzew nareszcie będzie prezentował się tak, jak na pewniaka do awansu przystało. Łódzką drużynę zasiliło aż 15 nowych zawodników, którzy mieli dać jakość. I rzeczywiście, w sparingach Widzew prezentował się dobrze, ogrywał wyżej notowane zespoły. Ale gdy przyszło do twardej, ligowej walki, tak kolorowo już nie jest.

W sobotę Widzew rozegrał pierwszy wyjazdowy mecz na wiosnę z Astorią Szczerców. Wszystko zmierzało ku temu, że widzewiacy rozgromią rywala. Po pierwsze, Astoria zajmowała dopiero 18. miejsce w tabeli. Po drugie, boisko w Szczercowie było przygotowane perfekcyjnie, na co zwracali uwagę szkoleniowiec i prezes klubu. Po trzecie, strata punktów z tak nisko notowaną drużyną, byłaby wstydem i kompletną porażką.

I widzewiakom niewiele brakowało do obciachu. W pierwszej połowie co prawda prowadzili grę i zdominowali sytuację na boisku, ale strzelili tylko jednego gola. Choć sytuacji nie brakowało. Autorem bramki był Robert Kowalczyk, któremu nie udało się (jeszcze?) wiosną odblokować. W sobotę musiał tylko dostawić nogę po podaniu Kamila Bartosiewicza, a niewiele brakowało, by napastnik nie trafiłby do bramki. Na szczęście trafił. - Napastnik tym złym przyjęciem piłki zmylił i mnie i obrońcę. Dlatego strzelił gola - stwierdził Marcin Rybka, bramkarz Astorii.

Postawę Widzewa w drugiej połowie najlepiej przemilczeć. "Zacznijmy grać w piłkę" - pokrzykiwał na kolegów Michał Czaplarski, kapitan Widzewa. Tymczasem łodzianie grali wolno, niedokładnie i chaotycznie. Czyli tak, jak przystało na czwartoligową kopaninę. - Druga połowa była fatalna, chyba najsłabsza z dotychczasowych w rundzie wiosennej - nie ukrywa Płuska. - Dostosowaliśmy się poziomem do rywali i przez to było gorąco w końcówce meczu. Przed meczami ze słabszymi przeciwnikami nie można dopisywać sobie punktów. To może zostać w głowach i potem dochodzi do takich sytuacji.

Łodzianie skromnie wygrali 1:0. Ale po pięciu wiosennych meczach można już śmiało stwierdzić, że Widzew nie ma napastnika. Odpowiedzialni za strzelanie goli łącznie wiosną zdobyli ich tylko dwa. Z meczu na mecz Kowalczyk udowadnia, że do gry w łódzkim zespole się nie nadaje. Podobnie zresztą, jak Michał Bondara. Kibice zacierali ręce na ich rywalizację, tymczasem obaj zawodzą. Brakuje im szybkości, zwrotności i instynktu snajpera. I to już nie czas, by zrzucać na brak podań od kolegów...

Płuska zimą sprowadził Sebastiana Kaczyńskiego, który może grać na szpicy. Udowodnił to w sparingach, kiedy grając na pozycji ofensywnego pomocnika sam szukał sobie okazji do strzału. Dlaczego by go nie spróbować? Zawsze zostają też młodzi wychowankowie: Adrian Kralkowski i Marcin Pieńkowski. W napadzie próbowany był też Patryk Strus, który akurat w sobotę był nieskuteczny. Ale wydaje się, że żaden z wymienionej czwórki gorzej od aktualnych napastników nie zagra...

Po sobotnim meczu tradycyjnie można pochwalić trio Princewill Okachi-Przemysław Rodak-Mariusz Zawodziński. Ci piłkarze rzeczywiście robią różnicę na boisku. Okachi grał po profesorsku, rządził w środku pola, podobnie jak Rodak. Zawodziński w ofensywie jest nie do zatrzymania, a do tego gra z pomysłem. Tylko kto ma wykończyć akcje? - Kowalczyk zszedł w drugiej połowie, bo tak naprawdę to tylko Princewill Okachi i Przemysław Rodak walczyli w tym zespole - krytykował po meczu Płuska.

W Szczercowie nie brakowało też agresywnej gry. Kamil Bartos zakończył mecz z czerwoną kartką, a Damian Dudała ujrzał żółty kartonik po raz ósmy w tym sezonie. Oznacza to, że nie zagra w następnym ligowym spotkaniu. Wszystko wskazuje na to, że szansę dostanie Kacper Bargieł. Tyle że Dudała to młodzieżowiec, a na boisku musi grać co najmniej dwóch zawodników z takim statusem. - Nie wiem jeszcze, kto zastąpi Damiana. Dopiero w tygodniu będziemy się nad tym zastanawiać - mówi Płuska.

Ale czasu na zastanawianie się dużo nie będzie. Już w środę Widzew zagra u siebie z KS Paradyż, liderem IV ligi, który w ostatniej kolejce rozgromił Zawiszę Pajęczno aż 4:0! To będzie pierwszy wiosenny mecz łodzian z zespołem z czołówki tabeli. Po sobotnim spotkaniu z Astorią, mimo awansu na trzecie miejsce, trudno być optymistą...

Astoria Szczerców - Widzew Łódź 0:1 (0:1)

Gole: Kowalczyk (26.)

Astoria: Rybka - Matysiak, Sadziński Ż, Rudzki (68. Bogucki), Stępnik, Wiedeński (72. Mateusz Siewiera), Siciarz (79. Kubiak), Pęciak, Konrad Wańdoch, Landowski, Skała (46. Kamil Wańdoch)

Widzew: Sokołowicz - Bartos CZ (2xŻ), Dudała Ż, Czaplarski, Gromek Ż (77. Bończak) - Bartosiewicz (68. Możdżonek), Okachi, Rodak, Strus - Zawodziński (90. Kozieł) - Kowalczyk (61. Bondara)

Pozostałe wyniki 24. kolejki:

Włókniarz Zelów - Jutrzenka Warta 3:0, LKS Rosanów - Zjednoczeni Bełchatów 1:3, Stal Głowno - Mazovia Rawa Mazowiecka 0:2, Orzeł Nieborów - Andrespolia Wiśniowa Góra 2:3, Pilica Przedbórz - Boruta Zgierz 2:2, Polonia Piotrków - Mechanik Radomsko 0:0, KS Paradyż - Zawisza Pajęczno 4:0, Omega Kleszczów - Zawisza Rzgów 1:2, GKS II Bełchatów - Zjednoczeni Stryków 1:1