Osłabiony Śląsk zremisował z Koroną w Kielcach. Nieodpowiedzialny Jacek Kiełb

Śląsk na inaugurację rywalizacji w grupie spadkowej zremisował na wyjeździe z Koroną Kielce 1:1. Wrocławianie zdołali wyrównać mimo, że całą drugą połowę grali w ?10?.
Trener wrocławian Mariusz Rumak w porównaniu do ostatniego spotkania z Cracovią (zwycięstwo WKS-u 2:1) w wyjściowym składzie Śląska dokonał dwóch zmian. Zawieszonego za kartki na prawej stronie defensywy Mariusza Pawelca zastąpił Paweł Zielińki, a przed nim biegał, nie Kamil Dankowski a Jacek Kiełb, który w klubie z Kielc spędził większość kariery.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Podopieczni Marcina Brosza już w 6. minucie mogli wyjść na prowadzenie, ale strzał głową Sergieja Pylypczuka zatrzymał się na słupku. Później mecz nieco się wyrównał, ale obie drużyny mimo, że starały się utrzymywać przy piłce, nie były w stanie wykreować sobie dobrych okazji. Wrocławianie pierwszy raz blisko zdobycia bramki byli dopiero po 21 minutach gry. Z pozoru niegroźny strzał Brazylijczyka Dudu Paraiby przysporzył golkiperowi Korony Dariuszowi Treli niemało problemów.

W 30. minucie świetnym prostopadłym podaniem popisał się Ryota Morioka, ale nie wykorzystał tego napastnik Śląska Bence Mervo i nie zdołał nawet oddać strzału na bramkę rywali. Chwilę później w słupek trafił Robert Pich.

Pierwsza połowa zakończyła się bez bramek i raczej nie przypominała rywalizacji zespołów, walczących o utrzymanie w Ekstraklasie, a pojedynek towarzyski. Wrocławianie pod koniec pierwszej połowy mieli sporo szczęścia bo zagrania ręką Dudu w polu karny nie zauważył arbiter główny Bartosz Frankowski. Kielczanom należał się rzut karny.

Druga część spotkania rozpoczęła się kuriozalnie, bo po zaledwie 70 sekundach z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Kiełb. Skrzydłowy Śląska bezmyślnie zaatakował łokciem w powietrznym starciu stopera Korony Elhadjiego Diawa. Pięć minut później fatalnie zachował się golkiper wrocławian Mateusz Abramowicz, niewiarygodnie kiksując i podając piłkę niemal pod nogi napastnika gospodarzy Airama Cabrery. Hiszpan bez większych problemów skierował piłkę do bramki, obok rozpaczliwie jeszcze interweniującego bramkarza Śląska. Korona objęła prowadzenie i zaczęła kontrolować spotkanie.

Ale nawet grający w osłabieniu wrocławianie zdołali wyrównać. Na listę strzelców wpisał się Piotr Celeban. Kapitan Śląska wykorzystał nieporadność defensywy Korony i skierował piłkę do siatki z pięciu metrów.

W ostatnich fragmentach spotkania dominować zaczęli gracze Mariusza Rumaka. Najpierw wyborną sytuację miał Morioka, ale Japończyk zamiast strzału wybrał drybling w polu karnym. Później drugie trafienie starał się zaliczyć jeszcze Celeban, ale uderzył niecelnie głową. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów.