Rosa zaimponowała tylko w jednej kwarcie, ale wygrała z Treflem

Koszykarze Rosy Radom po zaciętym pojedynku pokonali outsidera Tauron Basket Ligi Trefl Sopot. Kontuzji w tym meczu doznał Michał Sokołowski.
- W tym pojedynku nie interesuje nas, to w jakim stylu zwyciężymy. Ważne by przede wszystkim wygrać - mówił przed spotkaniem z Treflem Sopot Wojciech Kamiński, trener Rosy.

Jego podopieczni do rywalizacji z outsiderem Tauron Basket Ligi przystąpili po "laniu" w Zielonej Górze" i na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu zasadniczego - myśląc o zajęciu jak najwyższej lokaty - na porażkę nie mogli już sobie pozwolić.

Za to rywal, pomimo, że w stawce 17 drużyn, plasuje się dopiero na odległym 15. miejscu a w dodatku na wyjazdach wygrał w całym sezonie tylko raz - grając 14 spotkań, to do Radomia przyjechał na pełnym luzie, po dwóch kolejnych triumfach.

Radomianie zatem już od początku mieli za zadanie wypracować sobie przewagę, która z czasem mieli kontrolować. Takie były plany Rosy, której w ich realizacji nie mógł wziąć udziału Seid Hajrić. - Nie wiadomo, czy ten koszykarz powróci do nas nawet na play-offy, nie mówiąc już o ostatnich spotkaniach w lidze - twierdził trener Kamiński.

Pojedynek tymczasem rozpoczął się od wzajemnej wymiany ognia, i po niespełna trzech minutach rywalizacji gospodarze prowadzili 7:5. Dopiero kolejne punkty Toreya Thomasa i Michała Sokołowskiego, spowodowały że o przerwę dość szybko poprosił Zoran Martić, a więc opiekun sopocian.

Przerwa niewiele pomogła, bo w szóstej minucie pojedynku i trafieniu C.J. Harrisa, Rosa wygrywała 20:5. Dopiero końcowe fragmenty kwarty spowodowały, że sopocianie nieco odrobili straty, ale po pierwszych 10. minutach tracili do rywali 14. oczek.

W drugiej kwarcie tempo narzucone przez miejscowych nieco spadło, i w 15. minucie Rosa wygrywała z Treflem 29:17. Dopiero kolejne pięć oczek zdobytych przez radomian na przestrzeni niespełna 60 sekund, zmusiło Martića do wzięcia kolejnego time-out-u. Szkoleniowiec miał sporo uwag do swoich podopiecznych, bo ci popełniali w tym okresie dużą liczbę strat, przez co radomianie zdobywali tzw. łatwe punkty, po kontratakach. Ostatecznie na przerwę przyjezdni schodzili w nieco lepszych nastrojach, bowiem tę kwartę przegrali tylko jednym punktem.

Przez pięć minut po zmianie stron obie ekipy uraczyły miejscową publiczność skutecznością trzypunktową, trafiając w ten sposób sześciokrotnie. Dłuższy moment dekoncentracji w tej kwarcie zawodników trenera Kamińskiego, oraz niebywała skuteczność sopocian - spowodowały, że na minutę przed końcową syreną przewaga Rosy wynosiła zaledwie 10. punktów.

Jeszcze w połowie 36. minucie ambitnie walczący w hali MOSiR-u zawodnicy Trefla przegrywali z Rosą różnicą 10. punktów, ale to było wszystko na co stać było ich w środowy wieczór w Radomiu. Rywalom miejscowych, nie pomogła nawet ustawiona w ostatnich minutach pojedynku obrona strefą. Choć trzeba przyznać, że trener Kamiński na te fragmenty, wprowadził na parkiet już najsilniejszą "piątkę", bowiem nie był pewny tego, czy zmiennicy nie zniweczą wypracowanej wcześniej przewagi.

Tymczasem na 120 sekund przed końcem gry z powodu kontuzji kolana, parkiet przy pomocy opieki medycznej opuścić musiał Michał Sokołowski. O tym, jak poważny był to uraz dowiemy się w ciągu najbliższych dni.

Radomianie ostatecznie pokonali Trefl, ale styl w jakim wywalczyli dwa punkty, po raz kolejny był daleki od oczekiwań.



Rosa Radom - Trefl Sopot 73:64

Kwarty: 24:10, 14:13, 16:18, 19:23.

Rosa: Thomas 7, Witka 3, Zegzuła 0, Harris 20, Zajcew 22, Szymkiewicz 8, Sokołowski 5, Adams 6, Bonarek 0, Jeszke 0, Schenk 0.

Trefl: Ireland 13, Majok 4, Dzierżak 0, Śmigielski 10, Dutkiewicz 3, Stefański 0, Bilinovac 10, Motylewski 3, Kulka 3, Stefanik 0, Krefft 6, Kolenda 11.