Zemsta syndyka za odzyskanie herbu przez Widzew? Trzykrotna podwyżka

Młodzi piłkarze Widzewa nie mogą już korzystać z boiska na terenie ChKS. Syndyk z ramienia upadłej spółki RTS Widzew Łódź SA, trzykrotnie podwyższył kwotę wypożyczenia obiektu
W 2007 roku Sylwester Cacek, właściciel spółki RTS Widzew Łódź SA, podpisał 10-letnią umowę dzierżawy boiska treningowego z Chojeńskim Klubem Sportowym. Po upadku spółki władzę w starym Widzewie przejął syndyk Dariusz Jędrzejewski i to on stara się spłacić wierzycieli. Zarabiał m.in. na wynajmowaniu boiska na ChKS stowarzyszeniu Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź, czyli klubowi grającemu w IV lidze. I właśnie tam trenowali piłkarze grup młodzieżowych łódzkiego klubu, a zimą seniorzy. Tam też juniorzy rozgrywali swoje mecze mistrzowskie, a pierwsza drużyna sparingi.

Syndyk, ChKS i nowy Widzew cyklicznie podpisywali trójstronne umowy na wynajem. Było to idealne wyjście dla każdego z podmiotów. Syndyk wykonywał swoją pracę, ChKS odzyskiwał dług, a Widzew mógł udostępnić boisko swoim piłkarzom. Kiedy przez kilka miesięcy współpraca przebiegała dobrze, problem pojawił się w kwietniu. Syndyk bez powodu zdecydował się trzykrotnie zwiększyć kwotę na wynajem. Widzew natomiast nie może pozwolić sobie na tak duży wydatek. - Nie mam pojęcia, skąd takie działanie syndyka - mówi "Wyborczej" Marcin Ferdzyn, prezes Widzewa. - Byliśmy jedynym najemcą tego boiska i regularnie płaciliśmy za usługę. Syndyk powinien dbać o wierzycieli, a teraz po prostu nie stać nas na taki wydatek. Musimy więc zrezygnować. Najbardziej szkoda młodzieży, bo na razie nie ma gdzie trenować. Jakoś sobie jednak poradzimy, najwyżej juniorzy będą trenowali na orlikach.

Z boiska przez 30 godzin miesięcznie może korzystać także ChKS. - Dla mnie to patowa sytuacja, bo boisko nie po to budowane, by stało puste - mówi Piotr Czaplarski, dyrektor ChKS. - My dostawaliśmy pieniądze, które były zawarte na umowie. Jesteśmy trochę z boku tej sytuacji, ale liczę na to, że prezesi Widzewa znajdą porozumienie z syndykiem.

Warto przypomnieć, że podobna sytuacja miała miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Syndyk zakazał wówczas wstępu młodym piłkarzom nowego stowarzyszenia wstępu na boisko. - Jeśli na nie wejdziemy, może przyjechać policja - skarżył się wówczas kierownik jednej z drużyn młodzieżowych. Obie strony z czasem doszły jednak do porozumienia i za opłatą Widzew mógł korzystać z obiektu.

Nieoficjalnie mówi się, że to celowa zagrywka syndyka, który liczył na spore pieniądze za sprzedaż herbu, który miał należeć do upadłej spółki. Miał, ponieważ prawnicy nowego Widzewa dotarli do dokumentów, że logo należy nie do RTS Widzew SA, a Robotniczego Towarzystwa Sportowego. W ten sposób stowarzyszenie Reaktywacja Tradycji Sportowych mogła bezpłatnie przejąć herb.

Nie udało nam się w środę skontaktować z Jędrzejewskim.