Widzew Łódź - Omega Kleszczów 2:1. Widzewiacy pokazali charakter

W sobotnim meczu Widzew pokazał charakter. Mimo że przegrywał z Omegą Kleszczów 0:1, zdołał strzelić dwie bramki i odwrócić losy meczu
Widzew nie ma lekkiego życia w IV lidze. Każda z drużyn na mecze z nim mobilizuje się wyjątkowo. Nie inaczej było w przypadku Omegi Kleszczów. Michał Czaplarski, kapitan łódzkiej ekipy, przestrzegał, że to zespół nieobliczalny, a tworzą go piłkarze z samego Kleszczowa i okolic. Dzięki temu są zgrani i potrafią sprawić niespodziankę.

Widzew od początku miał atakować i szybko strzelić bramkę. Tymczasem został skarcony już w czwartej minucie meczu. W zamieszaniu pod bramką piłka wpadła pod nogi Krzysztofa Kowalskiego i Omega objęła prowadzenie. - Muszę przyznać, że nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy - mówi "Wyborczej" Damian Dudała, obrońca Widzewa. - Na szczęście straciliśmy gola na początku meczu, więc był czas, by to odrobić.

Dalej mecz wyglądał podobnie, jak poprzednie w wykonaniu Widzewa: Przeważał, miał dobre okazje, ale brakowało skuteczności. Trener Marcin Płuska w drugiej połowie wprowadził na boisko Roberta Kowalczyka, drugiego napastnika. Ale ani on, ani Michał Bondara nie potrafili trafić do bramki. Wyręczył ich Patryk Strus, który wykorzystał podanie Princewilla Okachiego. W 80. min wynik meczu ustalił Bartłomiej Gromek. Obrońca dostał piłkę po ładnej dwójkowej akcji Mariusza Zawodzińskiego oraz Okachiego i pokonał bramkarza Omegi.

- Nie było to łatwe spotkanie - komentował Płuska. - Omega postawiła nam twarde warunki, a po strzeleniu gola umiejętnie się broniła. Było sporo walki w środku pola, ale najważniejsze jest zwycięstwo i kolejne trzy punkty. W czterech wiosennych meczach zdobyliśmy komplet, więc z optymizmem patrzymy także na następne spotkania.

- Nikt nie mówił, że będzie łatwo - dodaje Dudała. - Nastawialiśmy się na ciężki bój i rzeczywiście to był mecz walki. Zadania nie ułatwiało nam też boisko, bo wcześniej odbywał się na nim inny mecz. Nie ma się jednak co tłumaczyć, najważniejsze, że mamy komplet punktów.

Obrońca podkreśla, że w przerwie piłkarze usłyszeli od trenera motywacyjne słowa. - Trener zawsze w nas wierzy, a po przerwie było widać lepszą grę - mówi piłkarz. - Nie zagraliśmy tak, jak chcieliśmy, na co złożyło się sporo czynników. Zabrakło trochę dokładności, ale za miesiąc czy dwa nikt nie będzie pamiętał, w jakim stylu wygraliśmy. Jesteśmy rozliczani ze zwycięstw. Pokazaliśmy charakter, nie poddaliśmy się i wyszło na to, że potrafimy sobie poradzić, nawet będąc w gorszej sytuacji.

Martwi jedynie fakt, że goli nie strzelają napastnicy. W sobotę kompletnie niewidoczny był Bondara, a Kowalczyk wiosną prezentuje się wyjątkowo słabo. - Słabsza gra zawodników z przodu wynikała z tego, że Omega umiejętnie się broniła. Najważniejsze jednak, że chłopaki pokazali charakter i do końca walczyli o trzy punkty - chwalił zawodników Płuska.

Widzew odrobił także część strat do rywali. KS Paradyż przegrał bowiem z Mechanikiem Radomsko 0:1, PGE GKS II bezbramkowo zremisował zaś z Andrespolią Wiśniowa Góra. Z czołówki jedynie Zjednoczeni Bełchatów rozgromili Stal Głowno aż 8:1. Widzew pozostał na czwartym miejscu w tabeli, a do prowadzącego Paradyża traci sześć punktów.

Kolejny mecz łodzianie rozegrają na wyjeździe z Astorią Szczerców.

Widzew - Omega Kleszczów 2:1 (0:1)

Gole: Strus (63.), Gromek (80.) - K. Kowalski (4.) Widzew: Sokołowicz - Bartos, Czaplarski, Dudała, Gromek (89. Bończak) - Bartosiewicz (59. Kowalczyk), Rodak, Okachi, Strus - Zawodziński (86. Pochyba) - Bondara

Omega: Wiśniewski - Grzywiński, Ociepa, Jacak Ż, Belica Ż - P. Kowalski, Radziejewski, M. Roczek, Tomesz, Janeczek (68. Baryła) - K. Kowalski