KOMENTARZ. Co nam powiedział hit ekstraklasy? Uważam, że niewiele

Wprawdzie Rosa Radom nie znalazła sposobu na koszykarzy Stelmetu Zielona Góra i ci od 36. spotkań są u siebie niepokonani, ale nie należy z tego pojedynku wyciągać zbyt pochopnych wniosków.
Rosa przeżywa od kilku tygodni wyraźny kryzys, ale tak na dobrą sprawę to dopiero w niedzielnym spotkaniu przeciwko Stelmetowi, można było zaobserwować, że jest zespołem zdecydowanie słabszym do mistrzów kraju. We wcześniejszych meczach, i owszem podopieczni Wojciecha Kamińskiego, okrutnie się męczyli, nawet ze "słabeuszami" ligi, ale zdobywali punkty.

Czy taki obraz towarzyszący radomian, to niejako zasłona dymna przed najważniejszymi spotkaniami, a więc fazą play-off? W niej radomianie już dawno zapewnili sobie miejsce, a teraz pozostaje tylko uzyskać odpowiedź na pytanie, z jakiego miejsca Rosa przystąpi do kluczowych meczów całego sezonu.

Kto wie, czy słabsza forma podopiecznych trenera Kamińskiego, nie wynika również z tego, że radomianie najwyraźniej źle znoszą wytężone treningi, mające na celu odpowiednie przygotowanie drużyny do play-offów - pod kątem fizycznym. Wydawało się, że większość akcji Rosy w Zielonej Górze - wykonywana względem rywali, była w zwolnionym tempie.

Hit oczywiście rozczarował, sympatyków radomian, ale nie należy z niego akurat wyciągać zbyt pochopnych wniosków. W stu procentach zgadzam się z wypowiedzią Toreya Thomasa, który po spotkaniu ze Stelmetem, przyznał dla stacji Polsat Sport News, że w koszykówce liczy się przede wszystkim ten kolejny mecz. Oczywiście z tych ostatnich (zwłaszcza z niedzielnego przeciwko Stelemtowi, porażka 88:64 przy. Red.) należy wyciągnąć odpowiednie wnioski, ale w głowie - mieć już ten kolejny.

Rosa w obecnych rozgrywkach czterokrotnie mierzyła się z mistrzami Polski, i pomimo, że chociażby w aspekcie finansowym, nie może równać się z rywalami, to dwukrotnie na parkiecie udowadniała, że może z nimi wygrać.

Trzeba wierzyć, że w obecnym sezonie Rosa zs Stelmet spotkają się ze sobą jeszcze kilkakrotnie i wówczas - może w finale play-offów (?) - radomianie odzyskają formę m.in. z rozgrywek finałowych Pucharu Polski.

O tym, że są w stanie dokonać wielkich rzeczy, akurat nikogo nie trzeba przekonywać.